Kino i teatr
Oczkiem w głowie Goebbelsa był film, który uważał za genialne narzędzie indoktrynacji i propagandy. W 1933 roku, czyli wraz z dojściem nazistów do władzy, nastąpiło całkowite oczyszczenie ówczesnej niemieckiej kinematografii z „niechcianych elementów”. Powołana Izba Filmu Rzeszy stała na czele nowego porządku i zrzeszała filmowców sympatyzujących z III Rzeszą. Bezpośrednio za „odżydzeniem” branży filmowej stał Hans Hinkiel, bezwzględny typ, o którym nawet Goebbels miał niepochlebne zdanie.
Ministrowi propagandy zależało na tym, aby niemieckie filmy stały na najwyższym poziomie. Zrobił wszystko, by ściągnąć z powrotem Marlenę Dietrich z Hollywood. Panteon niemieckich gwiazd filmowych robił wrażenie, należeli do nich między innymi: Emil Jannings, Zarah Leander czy Irene von Meyendorff.
Niemcy kochali kino. Sale kinowe były wypełnione po brzegi. Co ciekawe, w czasie II wojny światowej liczba bywalców kinowych wzrosła dwukrotnie! Filmy były przesycone ideologią nazistowską. Każdy scenariusz musiał przejść przez ręce Goebbelsa i zostać przez niego zatwierdzony.
Wielki sukces odnosiły filmy antysemickie i napastliwe. „Jud Suess” w reżyserii Veita Harlana opowiadał historię tytułowego Żyda Sussa, który doradzał księciu Wirtembergii, oraz „Ohm Kruger” opowiadający o wojnie burskiej (oczywiście oczerniając Anglików). Były też filmy wybitne, nagradzane przez międzynarodową społeczność. Do kanonu najlepszych nazistowskich produkcji filmowych należy „Tryumf woli” w reżyserii Leni Riefenstahl. Innym wybitnym dziełem jest „Der Herrscher” wspomnianego już wcześniej Harlana. Generalnie nazistowskie filmy poruszały tematykę wojny i narodu niemieckiego, jednak drugie tyle stanowiły filmy lekkie i komediowe. Te akurat nie miały takiego rozgłosu i splendoru. Filmowcy bardzo często korzystali z pomocy wojska oraz więźniów obozów koncentracyjnych, którzy służyli im za statystów. Nawet wizja przegrania wojny nie stanowiła problemu, by w 1945 roku zwolnić 10 tysięcy żołnierzy, po to by statystowali w filmie „Kolberg”.
Glajszachtowanie nie ominęło teatru. Po okresie rozkwitu w Republice Weimarskiej nadeszły czasy cenzury i nazistowskich scenariuszy. Praktycznie wszystkie teatry były w rękach państwa. Jedynie niektóre berlińskie teatry były prywatne. Hitlerowcy najbardziej poważali autorów klasycznych, Goethego czy Szekspira, jednak częściej na deskach teatralnych pojawiały się lekkie komedie i operetki.

Fot. Wikimedia Commons
W czasach III Rzeszy powstało nowe, ciekawe przedstawienia – thingspiele. Nazwa pochodziła od teutońskiego „Thing”, co oznaczało zgromadzenie plemienne. Były to przedstawienia pod gołym niebem w amfiteatrach. Thingspiele to mieszanka pogańskich wierzeń wraz z wojskowymi ćwiczeniami. Podobnie jak w filmie, w przedstawieniach wykorzystywano też żołnierzy. Na widowni zawsze zasiadało tysiące widzów. Amfiteatry budowano od podstaw na wzgórzach bądź wznoszone je na ruinach starożytnych amfiteatrów, jak na przykład w Koblencji.
Radio, prasa i literatura
Hitler kiedyś powiedział: „bez samochodów, filmów dźwiękowych i radia – nie byłoby zwycięstwa narodowego socjalizmu”. Radio stało się prawie obowiązkowym urządzeniem każdego gospodarstwa domowego. W 1942 roku ponad 70% rodzin je posiadało. Goebbels uważał radio za najlepszy środek wpływania na masy. Obok standardowych meldunków z wojen czy przemówień nazistowskich dygnitarzy stacje radiowe serwowały słuchaczom całą masę muzyki. Najpopularniejszymi artystami byli Johann Strauss, Franz Lehar, Richard Wagner oraz najważniejszy kompozytor Trzeciej Rzeszy – Richard Strauss. Prawdziwą furorę robił jednak koncert życzeń w każdą niedzielę.