Życie codzienne ludności bałtyjskiej na terenie Prus i Jaćwieży w średniowieczu | część 2

Początek handlu dalekosiężnego na ziemiach pruskich przypada na pierwsze wieki naszej ery, kiedy kupcy rzymscy i markomańscy udawali się do kraju Estów w poszukiwaniu bursztynu. Prawdopodobnie właśnie do mieszkańców tego regionu był skierowany list króla ostrogockiego Teodoryka Wielkiego z podziękowaniem za bursztyn przywieziony przez ich posłów[14]. Okresem najbardziej sprzyjającym handlowi na tych terenach było wczesne średniowiecze, kiedy załamały się najważniejsze dawne szlaki handlowe Europy, lecz powstało połączenie Skandynawii z Bizancjum i Arabami przez Ruś, co spowodowało rozkwit handlu bałtyckiego. Wikingowie zakładali na pruskich wybrzeżach faktorie handlowe (np. Truso w okolicach dzisiejszego Elbląga). Plemieniem najbardziej zaangażowanym w handel byli Sambowie, którzy podejmowali wyprawy do szwedzkiego portu w Birce. Prusowie byli ważnymi wspólnikami kupców fryzyjskich, a także, biorąc przykład z wikingów, podobnie jak Słowianie i Finowie Bałtyccy, trudnili się również morskim rozbójnictwem.

Z Prus eksportowano głównie futra, skóry, bursztyn, wosk oraz niewolników. Szczególnie cenione w krajach zachodnich były futra, których „zapach wywołuje śmiertelną truciznę pychy na naszym świecie”[15], jak pisał Helmold. Z Europy zachodniej i Skandynawii importowano biżuterię oraz broń, od Fryzów tkaniny i sukna, a z Rusi hełmy żelazne, topory, szklane bransolety i przęśliki z łupku wołyńskiego. Najbardziej pożądanymi towarami przez Prusów było żelazo i sól. Bulla Honoriusza III z 1218r. zabraniała sprzedawania im tych właśnie dóbr[16]. Sól była ciężko dostępna na ziemiach prusko-jaćwieskich i ceniono ją jako przyprawę oraz środek konserwujący, natomiast żelazo, mimo że występowało w postaci rud darniowych, to potrzebowano go więcej niż można było wydobyć, ze względu na obrzędy pogrzebowe zmuszające do niszczenia znacznej części uzbrojenia zmarłego oraz konieczność bycia zdolnym do samoobrony (z braku warstwy społecznej wojowników każdy „wolny” musiał być przygotowany do ewentualnej obrony „lauksu”) i możliwość uczestnictwa w wyprawach.

Handel lokalny odbywał się za pośrednictwem kupców wędrownych odwiedzających każdy „lauks” i każde gospodarstwo, a także na targach. Odbywały się one na terenach niczyich, oddzielających od siebie poszczególne „lauksy” lub „ziemie”. Nie znajdowały się na nim żadne zabudowania, było to po prostu miejsce, w którym w umówione dni nabywano i sprzedawano różne produkty. Miejsca targowe często pozostawały te same od wieków, a handel między mieszkańcami różnych „ziem” i „lauksów” odbywał się pokojowo. W okresie krzyżackim na terenach niektórych starych pogańskich targów powoli zaczynały powstawać osady targowe, czyli „liszki” („liscis”).

Aż do podboju dominował w Prusach handel wymienny, co nie oznacza, że nie znano tam monet. W pierwszych wiekach naszej ery wraz z kupcami poszukującymi bursztynu zaczęły trafiać tam monety rzymskie, w IX wieku wraz z rozwojem handlu z Arabami dirhemy, a od końca X wieku głównie zachodnioeuropejskie środki płatnicze. Dla Prusów jednak nie była istotna nominalna wartość monet, a ilość cennego kruszcu, dlatego monety ważono. Z tego też powodu chętnie przyjmowano srebro w różnej postaci np. sztabek, połamanych ozdób czy tzw. placków. Często srebro przetapiano i wytwarzano biżuterię, monety zazwyczaj ukrywano i trzymano na czarną godzinę, wprowadzając niewielką ich ilość do obiegu, o czym świadczy duże nagromadzenie skarbów dirhemów arabskich.

Możemy wyróżnić dwa rodzaje uroczystości obchodzonych przez Prusów: rodzinne, obchodzone w obrębie gospodarstwa oraz doroczne, odbywające się w świętym gaju z udziałem mieszkańców całego „lauksu”. Do rodzinnych obchodów można zaliczyć wesela i pogrzeby, a najważniejsze święta doroczne obchodzono po rozpoczęciu i po zakończeniu prac w polu, zaś na jesieni święto zmarłych.

Na szczególną uwagę zasługują pruskie obyczaje pogrzebowe. „Estowie mają taki zwyczaj: gdy umrze tam jakiś człowiek, nie spalony leży on w swym domu u rodziny i przyjaciół jeden miesiąc lub niekiedy dwa […]. A przez cały ten czas, kiedy nieboszczyk jest w domu, piją tam i bawią się aż do dnia w którym go spalą”. Podczas tych uczt każdy uczestnik podchodził z napełnionym kubkiem do zmarłego i pytał: „Przyjacielu, dlaczego umarłeś, czy nie miałeś dość jeść i pić, miałeś przecież kochaną żonę, bydło i wszystkiego dość”. Pozostali powtarzali wtedy słowa „dlaczego umarłeś?” niczym refren[17]. Według Wulfstana Estowie posiadali jakiś tajemniczy sposób wytwarzania zimna, co umożliwiało im tak długie przetrzymywanie zwłok, a także dzięki temu podobno potrafili zamrażać wodę lub piwo w naczyniach niezależnie od pory roku. Sposób ten jest nieznany. Preatorius sugerował, że umożliwiało to jakieś tajemne ziele[18].

Gdy zostały spożyte wszystkie zapasy będące w domu w chwili śmierci gospodarza, palono go na pogrzebowym stosie wraz ze znaczną częścią jego dobytku, który miał służyć mu w zaświatach. Resztę jego majątku ruchomego układano na kilku gromadach oddalonych od siebie (najcenniejsze przedmioty na najdalszych) i organizowano wyścigi konne, w których każdy mógł wziąć udział i zgarnąć dla siebie część majątku zmarłego[19]. W efekcie tego potomkowie zmarłego dziedziczyli jedynie jego gospodarstwo wraz polami, barciami i resztą majątku nieruchomego. Nie sprzyjało to kształtowaniu się warstwy możnowładców, która mogłaby stopniowo podporządkowywać sobie pospólstwo i stworzyć państwo wczesnofeudalne[20]. Te zwyczaje pogrzebowe opisywane przez kronikarza anglosaskiego w IX wieku być może były jeszcze praktykowane w XIII wieku, ponieważ nawet w czasach nowożytnych istniał zwyczaj wyścigów, jednak zwycięzca nie zyskiwał w nim najcenniejszych dóbr zmarłego, a symboliczną wygraną była jedna moneta[21].

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*