Wojska zaciężne w wojnach z Zakonem Krzyżackim w XV wieku – definicja i specyfika
Ogień wojny trawił Europę, a pola bitew stawały się areną dla nowych strategii i profesjonalnych żołnierzy. Dawne pospolite ruszenie ustępowało miejsca wojskom, dla których wojna była rzemiosłem, nie obowiązkiem. To właśnie wojska zaciężne w wojnach z Zakonem Krzyżackim w XV wieku zaczęły odgrywać kluczową rolę, zmieniając oblicze militarnej potęgi Polski.
Rosnące znaczenie wojska zaciężnego w ciągu XV wieku będzie brzemienne w skutki dla wojskowości polskiej u progu nowożytności i później. Internet ubogi jest w obszerniejsze, kompleksowe opracowania dotyczące owego rodzaju wojsk. Dlatego stworzyliśmy serię artykułów, która ma na celu popularyzację wiedzy o tej formacji, która wciąż tkwi w cieniu chorągwi pospolitego ruszenia.
Jeśli jesteś pasjonatem historii wojskowości, z pewnością ten i kolejne artykuły na temat wojsk zaciężnych są dla Ciebie. Na łamach stron publikacji poznasz niezbędną terminologię, uzbrojenie, sposób formowania oddziałów zaciężnych czy ich udział w wojnach.
Jednocześnie warto zaznaczyć na samym początku, że materiału źródłowego jest na tyle dużo, iż niniejsza seria ograniczy się do przedstawienia informacji dotyczących jedynie konfliktu krzyżacko-polskiego na przestrzeni XV wieku do wojny trzynastoletniej włącznie.
Wszelkie odniesienia do źródeł późniejszych oraz analogie zagraniczne, które będą się pojawiać, są niezbędne z powodu skąpstwa źródeł dla pierwszej połowy XV wieku. Tutaj przeczytasz o definicji wojska zaciężnego i jego specyfice.
Koniecznie zajrzyj do kolejnych artykułów z serii:
Kondycja pospolitego ruszenia
Za Kazimierza Jagiellończyka pospolite ruszenie, przez niesforność i nieposłuszeństwo, stało się zupełnie niemożebnem do użycia, tak dalece, że wojnę trzynastoletnią z Krzyżakami prowadził ten król przeważnie wojskiem zaciężnem1.
W takich oto słowach Konstanty Górski skwitował ogólną kondycję pospolitego ruszenia armii jagiellońskiej w dobie wojny trzynastoletniej, choć pogląd ten można odnieść do całej drugiej połowy XV wieku. Nie pomylił się, twierdząc w ten sposób, choć bez wątpienia posłużył się skrótem myślowym.
Bolesna dla krajowego rycerstwa prawda korzenie swe wzięła jednak w logicznej analizie. W tymże stuleciu, które upłynęło pod znakiem wojen początkowo z Zakonem Krzyżackim, później z sąsiadem czeskim, następnie z węgierskim oraz zakończyło się nieudaną wyprawą do Mołdawii, swoją popularność zaczęło zdobywać wojsko zaciężne.
Świadczenie usług militarnych za pieniądze stało się zjawiskiem dość popularnym już we wczesnym średniowieczu. Wraz z krzepnięciem struktury feudalnej w Europie oraz ewolucją stosunków wasalnych, zmieniała się wojskowość średniowieczna. Wcześniej główną siłą uderzeniową był zbrojny rycerz na koniu.
Tego typu drużyn na wyprawę zapewniał wasal, który był poddanym danego władcy. Przy czym pospolite ruszenie musiało wyekwipować i zaopatrzyć się na własny koszt. Dlatego – posługując się dużym skrótem myślowym – z biegiem czasu wasale zaczęli zwalczać obowiązek powszechnej służby wojskowej, ograniczając go do 40 dni w roku.
Z czasem zastąpiono obowiązkową służbę możliwością uiszczenia opłaty. Pieniądze zgromadzone w taki sposób zwykle służyły na opłacenie wojska jakościowo górującego nad rycerstwem, gdyż trudniło się wojną na co dzień.
Najemnictwo
Mowa jest o najemnikach. Żołnierze ci, sami pochodzący często z rycerskiego stanu, byli obeznani z rzemiosłem wojennym, gdyż zajmowali się tym profesjonalnie w zamian za pieniądze. Na czele kompanii najemnych stał przedsiębiorczy kapitan, z języka włoskiego zwany kondotierem.
Za własny majątek najmował on wojsko do swego oddziału, który często mógł być duży i trzymać w szachu nawet niektóre koronowane głowy. Dobrym przykładem może być Kompania Katalońska, która na własną rękę przejęła władzę w księstwie Aten lub Jan Czapek z San dowodzący nawet kilkoma tysiącami czeskich husytów2.
Najemnicy ograniczali swoje poczucie lojalności wobec jednego pana lub władcy na rzecz zapłaty. Wobec tego często wzgardza się najemnikami jako zdradzieckim rodzajem wojsk, który za odpowiednią sumę pieniędzy mógł zostać przekupiony. Praktyka pokazuje, że nie były to częste przypadki.
Żołnierz najemny, czy też można powiedzieć płatny, nie przejawiał sympatii z którąkolwiek stroną konfliktu ze względu na swoje przekonania; z danym najemcą wiązała go umowa, której warunków musiał dotrzymywać, jeśli chciał otrzymać zapłatę. Brak faworyzowania często wynikał także z tego, iż najemnik był cudzoziemcem w kraju, do którego przybył, aby świadczyć w nim swoje usługi.
Ilustracja 1: Alberico da Barbiano, założyciel trzeciej najemnej Kompanii św. Jerzego.
Źródło: Wikimedia Commons.
Jakie są różnice pomiędzy najemnikami a zaciężnymi?
Jednakże nie wojsko najemne, a zaciężne wraz z jego wszystkimi cechami jest przedmiotem zainteresowania niniejszego artykułu. I choć oba rodzaje sił są wojskiem płatnym lub też pieniężnym, jako że za ich służbę trzeba było zapłacić, częstokroć niemało, od podanej wyżej definicji najemnika, zaciężnego odróżnia kilka istotnych kwestii.
Przede wszystkim stosunek do najemcy. W najemnych kompaniach szeregowy żołnierz służył swojemu kapitanowi, w rotach zaciężnych zaś królowi, mimo że w hierarchii oddziału znajdował się nad nim rotmistrz, któremu winien był posłuszeństwo i który to opłacał swoich towarzyszy3. W obu przypadkach to osoba stojąca na czele danej kompani-roty płaciła pieniądze podkomendnym i w obu przypadkach dostawała je od najemcy, który często był monarchą.
Stosunek zależności był jednak odmienny ze względu na sposób zaciągania żołnierzy. Kondotier mógł dokonywać tego we własnym zakresie. Z kolei rotmistrz, który miał zwerbować oddział, robił to na podstawie specjalnego pozwolenia królewskiego zawartego w dokumencie zwanym listem przypowiednim.
Dlatego też zwerbowani ludzie służyli nie werbującemu, lecz temu, kto werbującego opłacił. Rotmistrz zaciągający żołnierzy był w tym przypadku niejako pośrednikiem. Inną różnicą, wynikającą z powyższego, jest także to, iż kondotier w momencie, kiedy kończył służbę, kończyli ją wraz z nim jego żołnierze. Natomiast w przypadku rot zaciężnych nie było to obligatoryjne.
Istotną odmiennością w funkcjonowaniu wojska zaciężnego była jego elastyczność. Roty można było dowolnie reorganizować, mieszać ze sobą dla uzyskania pożądanego efektu lub z powodu niskiego stanu osobowego. W przypadku najemnych kompanii było to niezbyt możliwe, jako że każda z nich funkcjonowała na prawach odrębnej armii4.
Z tego wynika też następna różnica, jaką jest prawo wojskowe. Sposób działania oraz pewne umowy z władcą obejmowały całość zaciężnych, tak „oficerów”, jak i szeregowych żołnierzy. Było to spowodowane tym, iż nadrzędna wola oraz decyzja, w jaki sposób rotmistrzowie będą walczyć, należała do króla. Zatem każda osobna rota była podporządkowana, umownie nazwijmy, temu samemu „regulaminowi”.
Zaś jeśli chodzi o najemników, doktryna, którą przyjmowali, zależała wyłącznie od umowy między kapitanem a najemcą. Zmieniło to także i sposób sądzenia podkomendnych. W wojsku najemnym sąd należał do kondotiera bądź władcy, na usługach którego się znajdował, w zaciężnym zaś to panujący wyznaczał urzędników, którzy rozpatrywali sprawy w jego imieniu5.
Oba rodzaje wojsk mają natomiast dosyć mocno rzucającą się w oczy cechę wspólną. Jako że służą za pieniądze, w przypadku braku wypłat ze strony najemcy, stawali się w pewnym sensie bronią obosieczną. W porównaniu do pospolitego ruszenia najemnik, czy zaciężny był bardziej doświadczony, gdyż wojna to jego domena, codzienność.
Stąd też w oczach monarchów płatne wojsko było atrakcyjniejsze. Jednak kiedy zalegano z żołdem, siły te mogły zacząć plądrować okolicę i egzekwować należności na własną rękę. Sytuacje takie są znane z okresu chociażby wojny trzynastoletniej, gdy nienależycie opłacani zaciężni w służbie Kazimierza Jagiellończyka zaczęli rekwirować towary stanów pruskich, a w 1465 roku roty Tomieca z Młodkowa, Jana Jasieńskiego i Piotra Szorca z Obrąbu zajęły miasteczko Łabiszyn6.
Oba wyżej wymienione rodzaje wojsk posiadają cechy wspólne i momentami ich rozróżnienie może być problematyczne. Choć zdają się wyrastać z jednego pnia, którym jest profesjonalizm i świadczenie odpłatnych usług, to z czasem podzieliły się na odrębne konary.
Oddziały zaciężne od najemnych odróżnia stosunek zależności szeregowych żołnierzy oraz nieco bardziej zbiurokratyzowana formuła. Ponad wszelką wątpliwość jednak oba rodzaje wojsk pieniężnych mogły funkcjonować obok siebie, a najęcie na służbę jednego, nie wykluczało możliwości służby drugiego.
Werbunek wojsk zaciężnych
Formowanie nowej roty żołnierzy zaciężnych było zadaniem odpowiedzialnym i z reguły, przynajmniej do połowy XV wieku, zaciągi przeprowadzano za granicą. Ich ogłaszanie należało do zadań króla. Wystawiał on listy przypowiednie dla swoich urzędników, którym zlecał werbunek. Osoby takie traktowano jako działające w imieniu władcy.
W pismach tych zawarte były wszelkie szczegóły dotyczące zaciąganej roty: imiennie wymieniano rotmistrza lub rotmistrzów, jej stan osobowy, datę rozpoczęcia służby i czas jej trwania, wysokość żołdu, odnotowywano nawet takie rzeczy jak mieszany skład roty7.
Owe listy często zwane były także zaszkodnymi8 (litterae indempnitatis), jako że zawierały zapisy o odszkodowaniach dla zaciężnych za straty poniesione podczas wojny obejmujące utratę oręża, koni lub wykup z niewoli.
Innym rodzajem listów, tym razem wystawianych przez rotmistrzów, były listy wypowiednie (także odpowiednie). Pismami tymi informowano nieprzyjaciela o wstąpieniu na służbę strony przeciwnej i wypowiedzeniu wojny9.
Misje werbunkowe król polecał osobom godnym zaufania, znajdującym się często w jego otoczeniu. Dlatego też z poleceniem zaciągów w 1410 roku do Czech udał się Zawisza Czarny. Poselstwo na czele z rycerzem z Garbowa miało przygotować grunt pod zaciągi jazdy wywodzącej się z rycerstwa czeskiego i morawskiego. On też 4 lata później werbował zaciężnych na zbliżającą się wojnę z wielkim mistrzem Michałem Küchmeistrem10.
Nie zawsze jednak król musiał osobiście inicjować werbunek. Mógł dać prawo innej osobie, na przykład wysokiej rangi urzędnikowi lub hetmanowi, który otrzymał dowództwo nad armią. Hetman sam z siebie nie dysponował możliwością wystawiania listów przypowiednich.
Jednak aby nie ograniczać jego kompetencji nadmiernie, kancelaria królewska przygotowywała formularze takich pism i za pośrednictwem zaufanych osób dostarczano mu je. Wzmiankowana sytuacja miała miejsce w 1462 roku, kiedy Piotr Dunin, naczelny dowódca armii królewskiej składającej się z zaciężnych, otrzymał 10 formularzy11.
Pochodzenie zaciężnych
Przepisy hetmanów z XVI wieku zabraniają przyjmowania na służbę ludzi nieznanego, wątpliwego pochodzenia, chyba że za wstawiennictwem. Nie jest zatem dziwne, że rotmistrzami rot konnych zazwyczaj zostawali ludzie bliscy królowi. Formując oddziały jazdy, mogli jednocześnie tworzyć roty piesze. Z reguły wtedy przekazywali komendę swoim zastępcom12.
Rotmistrz, który odebrał list przypowiedni, przystępował do zaciągania żołnierzy i tym samym tworzenia roty. O ile konni pochodzili ze stanu rycerskiego, choć nie zawsze, o tyle piechotę rekrutowano w miastach jako większych skupiskach ludzi często pozbawionych stałego zajęcia.
W Rzeszy zaciąg ogłaszano w dni, kiedy najwięcej mieszkańców można było spotkać na zewnątrz, czyli podczas świąt lub jarmarków. Dźwięk bicia w bęben oznajmiało, że prowadzony jest werbunek. Prawdopodobnie w ten sam sposób odbywało się to w przypadku zaciągów do armii polskiej13.
Rotmistrzowi w zapisywaniu i poszukiwaniu chętnych pomagali jego towarzysze. W ten sposób właśnie jedną rotę mogło formować kilka grupek żołnierzy z różnych miejsc, które następnie spotykały się w wyznaczonej wcześnie lokacji. Tam dokonywano ich wstępnego przeglądu.
Uwagę zwracano na sprzęt czy zdolność do walki. Skład rot do połowy XV wieku wskazuje, że zaciągi najczęściej prowadzono w Czechach i na Śląsku w przypadku armii polskiej. Większą zmianę w składzie narodowościowym daje się zauważyć dla wojny trzynastoletniej, gdzie w rotach polskich i stanów pruskich służyli bardzo często Polacy. Byli oni także rotmistrzami14.
Dla porównania Zakon Krzyżacki sprowadzał zaciężnych z tych samych krajów, z Mazowsza oraz Rzeszy, a nawet planował i z Polski. Na służbę wielkiego mistrza w 1454 roku miał zostać zaciągnięty Piotr Szafraniec, jednak do tego nie doszło15.
Aby werbować żołnierzy za granicą legalnie, potrzebna była zgoda władcy danego kraju, a ten mógł jej nie udzielić. Tak postąpił książę słupski Bogusław IX, który zabronił zaciągać się na żołd krzyżacki w 1431 roku Niedługo potem jednak zmienił zdanie. Podobnie pod wpływem umów z Władysławem Jagiełłą zaciągów zabronili książęta śląscy 2 lata później16.
Zaciężne wojsko nie było gotowe do wzięcia udziału w działaniach militarnych od razu, co jest oczywiste. Kiedy misja werbunkowa zakończyła się sukcesem, nowo sformowane roty musiały przybyć na miejsce koncentracji, a wystarczająco dużo czasu zajmował już sam zaciąg. Mimo wszystko zaciężni mogli zebrać się w czasie krótszym, niż pospolite ruszenie, co zajmowało mu około 3-4 miesiące17.
Ilustracja 2: Wojsko w trakcie przemarszu, Niemcy, po 1480.
Źródło: Hausbuch von Schloss Wolfegg, fol. 52r1, Wikimedia Commons.
Lustracja
Świeżo zaciągnięci żołnierze przybywali w wyznaczone miejsce, aby przejść przegląd zwany lustracją. Do tego rota stawała w pełnym składzie i rynsztunku. To od rezultatu lustracji zależało, czy oddział zostanie przyjęty na służbę. Urzędnik dokonujący przeglądu decydował w imieniu króla, czy stawiane wymogi zostały osiągnięte.
Praktyka pokazuje, że zazwyczaj osobą lustrującą rotę był człowiek mający do tego kompetencje wynikające z jakiegoś doświadczenia bojowego. W 1496 roku pod Sandomierzem zaciężnych sprawdzał hetman Jan Trnka18. Owemu urzędnikowi zawsze towarzyszył pisarz, który notował wszystkie szczegóły – stan uzbrojenia, konie, umiejętność posługiwania się bronią.
Bywały przypadki, że nie wszyscy żołnierze posiadali wymagane uzbrojenie lub rota nie miała pełnej liczby żołnierzy. Zazwyczaj jednak nie pociągało to za sobą większych konsekwencji, gdyż rotmistrz przysięgał, że przed wkroczeniem do akcji uzupełni braki.
Jeśli rota przeszła lustrację pomyślnie, dopiero od tego momentu zaczynano naliczać żołd, nie dając wcześniej żołnierzom zaliczek, jednak wpłacano pewną kwotę na rzecz rozpoczęcia służby. Odmiennie było w przypadku zaciężnych, na przykład krzyżackich, którzy dostawali już na samym początku tak zwane strawne (czerunge). Były to pieniądze pokrywające koszty dotarcia na miejsce lustracji do Prus19.
Wynagrodzenie za służbę i finanse wojsk zaciężnych
Biorąc pod uwagę pieniężny charakter wojsk zaciężnych, nietrudno jest się domyślić ich głównych motywacji wstępowania na służbę z narażeniem życia. Oprócz możliwości zarobku, co było bez wątpienia najważniejszym powodem, na wojnie żołnierz miał także perspektywę rozwoju. W przypadku zwykłego szeregowego nie było to aż tak oczywiste, szansa na awans stawała się większa dla drobnej szlachty lub rotmistrzów.
Niemniej jednak chęć zarobku najmocniej skłaniała ludzi do wstępowania na żołd monarchów. Wysokość wynagrodzenia ustalona była w listach przypowiednich. Dla pierwszej połowy XV wieku nie dysponujemy obszernymi informacjami wynikającymi ze źródeł na temat żołdu.
Dla przykładu w 1414 roku podczas wojny z Zakonem towarzysze roty konnej na służbie polskiej otrzymywali 2 kopy groszy za konia, przy czym prawdopodobnie była to stawka miesięczna20. Krzyżacy w latach 1409-1410 początkowo płacili 11 grzywien za kopię.
Honorarium podnieśli po bitwie pod Koronowem, aby zatrzymać zaciężnych na służbie, gdyż byli oni potrzebni Zakonowi w końcowej fazie wojny. Żołd rot konnych był więc wysoki, jednak trzeba mieć na uwadze, że Zakon nie płacił odszkodowań zaciężnym21, podczas gdy Królestwo Polskie tak.
Na temat żołdu rot pieszych zwanych drabskimi w pierwszej poł. XV w. wiadomo niewiele, bowiem pierwsze konkretne informacje pochodzą z okresu wojny trzynastoletniej. Wcześniej wiadomo, że w 1442 roku na służbie króla polskiego był Jan Szpaczek z Bystrzycy, który za 80 pieszych otrzymał 192 złote22, co daje pewną możliwość porównania.
Podczas pierwszych zmagań w 1454 roku, kiedy Związek Pruski wypowiedział posłuszeństwo Zakonowi, na jego służbie było około 4 000 zaciężnych, nie licząc sił gdańskich. Początkowy żołd wojsk pieniężnych stanów pruskich wynosił 1 złoty węg. za konia tygodniowo.
Jego wysokość uległa zmianie na przestrzeni tegoż roku, bowiem osiągnęła wysokość 1,5 złotego węg., a czasem nawet i 2. Kwartalnie więc zaciężni otrzymywali 12-13 złotych węg., drabanci zwyczajowo połowę tego23. W trakcie wojny część rotmistrzów związkowych przeszła na żołd króla.
Dodatkowo wysokość wynagrodzeń wahała się. Dobrze opłacani zaciężni na początku wojny, pod jej koniec mogli liczyć na wynagrodzenie mniejsze, ponieważ około 10 złotych za konnego na kwartał oraz 5 za piechura24. Obniżenie stawki wynikało z problemów finansowych Królestwa, co prowadziło do zatargów z rotmistrzami w przypadku braku wypłat.
Długi spłacano jeszcze po wojnie, aż do lat 70. XV wieku25. Jednocześnie obok tradycyjnego sposobu zapłaty za służbę zaciężnych stosowano także i formy alternatywne. Mianowicie należności uiszczano często w suknie, a w 1486 roku rotmistrz Przybyk otrzymał 10 brył soli. Poza tym zdarzało się płacić zaciężnym futrami oraz innymi towarami26.
Inną kategorią dokumentów dostarczającą informacji na temat finansów wojsk zaciężnych są pokwitowania rotmistrzów, najczęściej za sumy wypłacane jako odszkodowanie za straty doznane w wojnach. I tak w 1415 roku 101 grzywien pokwitował królowi Władysławowi Janko z Dubnicza, odbierając zadośćuczynienie szkód poniesionych w wojnie z Zakonem Krzyżackim. Rok później jednocześnie odszkodowanie i żołd odebrał Jan Radwański z towarzyszami. Za rotę składającą się z 59 koni otrzymał 100 kop groszy27.
Ilustracja 3: Rycerz w podróży z orszakiem. Źródło: Tryptyk św. Trójcy na Wawelu, scena nawrócenia św. Pawła, Wikimedia Commons.
Wysokość wynagrodzeń jak widać nie była stała oraz przede wszystkim jednolita. Strzelcy piesi otrzymywali żołd o połowę mniejszy niż kopijnicy i pawężnicy, co widać po sposobie formowania dziesiątek, gdzie 2 kopijników i 6 strzelców formowało jedną taką.
Stwierdzić można zatem, że ciężkozbrojnych piechurów liczono podwójnie28. Nierówny żołd nie był jednak efektem tylko różnicy w uzbrojeniu. Piesi pawężnicy także otrzymywali podwójne wynagrodzenie, podczas gdy ich rynsztunek nie dorównywał kopijnikowi. Wydaje się więc, że dysproporcja w wysokości żołdu jest wypadkową uzbrojenia oraz miejsca, jakie zajmowane było w szyku przez żołnierza. Pieszy pawężnik z kopijnikiem bez wątpienia byli bardziej narażeni na szkodę niż strzelcy, którzy kryli się za nimi.
W rotach konnych natomiast podział był widoczny jeśli chodzi o konie. Kopijnik dosiadał bowiem silnego konia kopijniczego (equi hastarii), natomiast strzelec jechał do bitwy na wierzchowcu słabszym i lżejszym (equi sagittarii), co także mogło przekładać się na różnice w płacach, a na pewno w odszkodowaniu29.
Jednocześnie innym systemem opłacania objęty był rotmistrz. Mimo że w wojskach zaciężnych nie istniały dodatki z powodu pełnienia funkcji “oficerskiej”, to jednak stojący na czele oddziału rothmagister otrzymywał większe wynagrodzenie.
Służąc w rocie pieszej, pobierał normalny, przewidziany w umowie żołd, a z tytułu posiadanego konia otrzymywał jeszcze pieniądze za służbę konną. Prawdopodobnie zapłatę pobierał także za proporce wyliczone w spisach, w wysokości 5 florenów za jeden proporzec30.
Fundusze pozyskane od króla, czyli żołd, odszkodowania i inne sumy były przekazywane rotmistrzowi, ten następnie rozdzielał je pomiędzy swoich towarzyszy. Można pokusić się o stwierdzenie, że pocztowi służący dla owych towarzyszy byli opłacani przez nich właśnie z sum otrzymanych od dowódcy.
Jednak nie były to zapewne duże pieniądze, biorąc pod uwagę, iż towarzysze jakąś część naturalnie zatrzymywali dla siebie. Po pomyślnym przejściu lustracji wpłacano na rzecz roty pierwsze pieniądze. Zaliczka ta była potrzebna na zakup niezbędnych rzeczy na wojnę, takich jak zaopatrzenie, ponieważ zaciężni musieli utrzymywać się na własny koszt podczas działań militarnych lub nawet jako załogi zamków. Poza tym opłacony żołnierz, słysząc brzęk monet w kabzie, walczył chętniej31.
Śmierć rotmistrza podczas wojny zasadniczo niczego nie zmieniała, rocie dalej wypłacano pieniądze, a żołnierze wciąż służyli. Komplikacje pojawiały się jedynie w kontekście odszkodowań, ponieważ nie wiedziano komu je wypłacić.
Z drugiej strony często rodzina nic nie wiedziała o śmierci zaciężnego, zatem nie wiedziała także i o żołdzie, który wysłużył. Choć zdarzały się sytuacje, kiedy pieniądze te trafiały do bliskich zaciężnego, jednak czasami na drodze sądowej32.
Finanse były jądrem zainteresowania zaciężnych, ponieważ stanowiły źródło ich utrzymania oraz zarobek. Nic więc dziwnego, że nieopłacani zaciężni sprawiali problemy swoim najemcom, plądrując okolicę, rekwirując towary, a nawet zajmując miasta. Profesjonaliści nie otrzymując zapłaty, stawali się bronią obosieczną.
Bibliografia
Źródła:
- Codex epistolaris Vitoldi magni ducis Lithuaniae 1376-1430, wyd. A. Prochaska, Kraków 1882.
- Matricularum Regni Poloniae summaria, wyd. T. Wierzbowski, cz. 1, Warszawa 1905.
Literatura:
- Biskup Marian, Miscellanea archiwalne z wojen polsko-krzyżackich z lat 1410-1414, “Komunikaty warmińsko-mazurskie”, 1960, nr 2, s. 161-162.
- Biskup Marian, Trzynastoletnia wojna z Zakonem Krzyżackim 1454-1466, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1967.
- Biskup Marian, Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521, Napoleon V, Oświęcim 2017.
- Ekdahl Sven, Kilka uwag o księdze żołdu Zakonu Krzyżackiego z okresu “wielkiej wojny” 1410-1411, “Zapiski Historyczne”, 1968, t. 33, z. 3, s. 111-130.
- Górski Konstanty, Historya jazdy polskiej, Księgarnia Spółka Wydawnicza Polska, Kraków 1894.
- Górski Konstanty, Historya piechoty polskiej, Księgarnia Spółka Wydawnicza Polska, Kraków 1893.
- Grabarczyk Tadeusz, Jazda zaciężna Królestwa Polskiego w XV wieku, Wydawnictwo Blue Note, Łódź 2015.
- Grabarczyk Tadeusz, Piechota zaciężna Królestwa Polskiego w XV wieku, Wydawnictwo Ibidem, Łódź 2000.
- Koranyi Karol, Żołnierz najemny a żołnierz zaciężny, „Czasopismo prawno-historyczne”, 1948, t. 1, s. 105-108.
- Plewczyński Marek, Daj nam, Boże, sto lat wojny, Bellona, Warszawa 1997.
- Rymar Edward, Polsko-czeska wyprawa zbrojna do Nowej Marchii w 1433 roku, „Przegląd Zachodniopomorski”, 1993, t. 8, z. 1, s. 31-56.
- Setton Kenneth Meyer, Catalan domination of Athens, 1311-1388, Medieval Academy of America, Cambridge 1948.
1 K. Górski, Historya jazdy polskiej, Kraków 1894, s. 4.
2 O Kompanii Katalońskiej więcej K. M. Setton, Catalan domination of Athens, 1311-1388, Cambridge 1948;
na temat husytów E. Rymar, Polsko-czeska wyprawa zbrojna do Nowej Marchii w 1433 roku, „Przegląd
Zachodniopomorski”, 1993, t. 8, z. 1, s. 32-36.
3 K. Koranyi, Żołnierz najemny a żołnierz zaciężny, „Czasopismo prawno-historyczne”, 1948, t. 1,s. 107.
4 T. Grabarczyk, Jazda zaciężna Królestwa Polskiego w XV wieku, Łódź 2015, s. 14.
5 K. Koranyi, op. cit., s. 107-108.
6 M. Biskup, Trzynastoletnia wojna z Zakonem Krzyżackim 1454-1466, Warszawa 1967, s. 676.
7 T. Grabarczyk, Piechota zaciężna Królestwa Polskiego w XV wieku, Łódź 2000, s. 15-19.
8 K. Górski, Historya piechoty polskiej, Kraków 1893, s. 5.
9 M. Biskup, Miscellanea archiwalne z okresu wojen polsko-krzyżackich z lat 1410-1414, „Komunikaty
warmińsko-mazurskie”, 1960, nr 1,s. 161-162.
10 Codex epistolaris Vitoldi magni ducis Lithuaniae 1376-1430, nr 585, Kraków 1882, s. 290.
11 Matricularum Regni Poloniae summaria, cz. 1, nr 589, Warszawa 1905, s. 30.
12 T. Grabarczyk, Piechota…, s. 32-33.
13 M. Plewczyński, Daj nam, Boże, sto lat wojny, Warszawa 1997, s. 32-33.
14 M Biskup, Trzynastoletnia…, s. 717-718.
15 T. Grabarczyk, Jazda…, s. 27.
16 M. Biskup, Wojny polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521, Oświęcim 2017, s. 184.
17 T. Grabarczyk, Piechota…, s. 35.
18 Ibidem.
19 S. Ekdahl, Kilka uwag o księdze żołdu Zakonu Krzyżackiego z okresu „wielkiej wojny” 1410-1411, “Zapiski
Historyczne”, 1968, t. 33, z. 3, s. 121.
20 T. Grabarczyk, Jazda…, s. 65.
21 S. Ekdahl, op. cit., s. 119.
22 K. Górski, Historya piechoty…, s. 5.
23 M. Biskup, Trzynastoletnia…, s. 715-716.
24 Matricularum Regni Poloniae summaria, cz. 1, nr 565, s. 29.
25 M. Biskup, Trzynastoletnia…, s. 718.
26 T. Grabarczyk, Jazda…, s. 67.
27 K. Górski, Historya jazdy…, s. 4.
28 T. Grabarczyk, Piechota…, s. 60.
29 K. Górski, Historya jazdy…, s. 6; T. Grabarczyk, Jazda…, s. 74.
30 T. Grabarczyk, Piechota…, s. 61-62.
31 Ibidem, s. 63.
32 Ibidem, s. 64.