Biało-czerwona szachownica nad ZSRR. Początki lotnictwa LWP | Część 1

Widok na miasto Uchta, znajdujące się na terenie Republiki Komi. Zdjęcie z lat 50. XX w. Fot. Wikipedia Commons
Widok na miasto Uchta, znajdujące się na terenie Republiki Komi. Zdjęcie z lat 50. XX w. Fot. Wikipedia Commons

Wobec braku odpowiednio przeszkolonych oficerów z armii wrześniowej, większość z tych, którzy nie zostali zamordowani w Katyniu, była w Wielkiej Brytanii, sowieccy patroni podjęli decyzję o rozpoczęciu szkolenia dla ochotników znajdujących się w szeregach formowanej dywizji kościuszkowskiej. Jednym z ochotników marzących o lataniu był E. Chromy.

Pomimo licznych sukcesów odniesionych przed wojną w budowie modeli, o przyjęciu późniejszego pilota myśliwskiego Jaka zadecydowała dobra znajomość budowy i pracy silników spalinowych[16]. Dopiero po pewnym czasie ochotnicy do służby w lotnictwie, których wybrano spośród wielu żołnierzy dywizji kościuszkowskiej, trafili do niewielkiej miejscowości Grigoriewskoje, niedaleko Riazania. Po latach E. Chromy wspomniał:

Grigoriewskoje… Kto z dawnych pilotów nie pamięta tej miejscowości? Płaska równina, poprzecinana kępami brzozowych zagajników, porośniętych wysoką trawą kołysaną przez wiatr[17].

Wkrótce po przybyciu pod Riazań grupa kandydatów na pilotów rozpoczęła szkolenie na samolocie Ut-2. Następnie rozpoczęto szkolenie na samolotach Jak-7. Nowa maszyna, w porównaniu do powolnych Ut-2, stanowiła spore wyzwanie i budziła zrozumiałe zainteresowanie przyszłych pilotów:

Oglądaliśmy te samoloty z dużym zainteresowaniem. Smukłe dolnopłaty, lśniące kombinacją szarobłękitnej barwy, zgrabnie osadzone na niskim podwoziu, przykuwały wzrok elegancją kształtów. Ich rasowe sylwetki, opracowane z pietyzmem przez zespół konstruktorów, zdradzały od razu wysoką klasę i nieprzeciętne właściwości taktyczno-techniczne.

Opinię tę potwierdziły całkowicie pierwsze loty. Jak-7, który był właściwie dwumiejscową wersją myśliwca Jak-1, używanego wówczas masowo w lotnictwie radzieckim, zdetonował nas prędkością i nadzwyczajną zwrotnością. Tutaj liczyły się już ułamki sekund i minimalne ruchy sterów. Decyzje pilota musiały być odpowiednio szybkie i śmiałe[18].

Samolot myśliwski Jakowlew Jak-7. Fot. Wikipedia Commons
Samolot myśliwski Jakowlew Jak-7. Fot. Wikipedia Commons

Gdy i te maszyny zostały opanowane, przyszła kolej na szkolenie na myśliwskich Jakach-1. Doszło również do podzielenia grupy na bardziej i mniej zaawansowanych. Co więcej, do przyszłych lotników dołączyły również dwie kolejne grupy kursantów. W tej sytuacji w Girogoriewskoje pozostali tylko najbardziej zaawansowani piloci. Pozostałe dwie eskadry skierowano wraz ze szkolnymi Ut-2 do Żytowa[19]. Pomimo dużej intensywności lotów szkolnych, nie udało się zakończyć całego procesu przed nadejściem jesiennych deszczy, które zamieniły „płaską równinę”, którą wspomniał E. Chromy, w grzęzawisko. Co zrozumiałe, uniemożliwiło to latanie. Podczas startu i lądowania, a więc najbardziej skomplikowanych manewrów, utrzymanie kontroli nad ciężkim samolotem było szczególnie wymagającym zadaniem dla niedoświadczonych lotników. Podczas tego pierwszego trudno było oderwać maszynę od ziemi, a kończąc lot, należało wylądować dokładnie na trzy punkty, co nie było łatwe, zwłaszcza dla dopiero szkolących się pilotów. Pewnym rozwiązaniem problemu była budowa betonowego pasa startowego, który powstał w pobliskim Wołosowie. Wczesną wiosną 1944 r. powołano do życia 1 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa”.

Grupa pilotów, która według pierwotnego zamysłu miała stanowić pierwszą eskadrę pułku, stosunkowo szybko[20] zakończyła szkolenie i wraz z dowodzącym eskadrą por. Stanisławem Lisieckim, Polakiem urodzonym w ZSRR, wyruszyła po samoloty. W grupie, którą wysłano po odbiór myśliwców Jak-1 znaleźli się również: oficer polityczny eskadry ppor. Józef Zacharzewski i zastępca dowódcy ds. pilotażu ppor. Aleksander Wierzbicki.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*