Jedyna bitwa „wojny bez bitew” – Raszyn, 19 kwietnia 1809 roku

Popołudniowe godziny 19 kwietnia 1809 roku, Warszawa. Na ulicach panuje spokój, wszędzie rozlega się cisza. Wtem przerywają ją huki dział i salw karabinowych spod pobliskiego Raszyna. Na tę małą wioskę zwrócone są niemal wszystkie oczy warszawiaków, którzy tłumnie zgromadzili się na wałach miejskich i dachach wyższych kamienic. Z uwagą nasłuchują odgłosów toczącej się nieopodal walki, część z nich próbuje dostrzec też pośród obłoków dymu jakieś jednostki, jednak wysokie ciśnienie unosi kłęby prochowych wystrzałów wysoko do góry. Jedynym źródłem informacji pozostają więc napływający co chwilę ranni, którzy próbują opowiedzieć, co widzieli jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej na polu bitwy, gdzie ważą się losy nie tylko samej Warszawy, ale bytu Księstwa Warszawskiego.

Gdy w 1809r. dwór Habsburgów dostrzegł szansę powetowania sobie dotychczasowych porażek w walce z Francją, to mimo oporu ministra wojny i głównego reformatora armii – arcyksięcia Karola, zdecydowano się zaatakować Napoleona jeszcze na wiosnę 1809r., kiedy jego doborowe pułki walczyły z gerylasami na Półwyspie Iberyjskim. Plan austriacki zakładał równoczesny atak na 3 frontach: włoskim, niemieckim i polskim. Wydawać by się więc mogło, że było to jedynie uderzenie prewencyjne na bądź co bądź peryferyjnym froncie. Nic też bardziej mylnego – to front polski miał być wg Austriaków najważniejszy podczas walki dyplomatycznej, sądzono bowiem, że zdobyte łatwo Księstwo Warszawskie przekaże się Prusakom w zamian za ich udział w wojnie przeciw Napoleonowi. Tak więc choć skierowano tu małe siły, w opinii sztabowców wystarczały one całkowicie na rozbicie malutkiej armii Polaków. Dowództwo zaledwie 35-tysięcznego korpusu mającego zaatakować Księstwo objął arcyksiążę Ferdynand, stosunkowy młody generał, ale już doświadczony i dobrze przygotowany teoretycznie.

Waleczni Chrobrego synowie…”

Naczelny Wódz Armii Księstwa Warszawskiego książę Józef Poniatowski, bratanek ostatniego króla Polski na obrazie Juliusza Kossaka
Naczelny Wódz Armii Księstwa Warszawskiego książę Józef Poniatowski, bratanek ostatniego króla Polski na obrazie Juliusza Kossaka

Przeciwko napastnikowi Polacy mogli wystawić jedynie 14 000 żołnierzy pod dowództwem Naczelnego Wodza generała dywizji księcia Józefa Poniatowskiego. Ponadto wspierało ich około 2 tysięcy Sasów, co jednak po odjęciu garnizonów twierdz stanowiło niewiele ponad 10 000 niedoświadczonych w większości żołnierzy, a więc 3 razy mniej od zaprawionych w boju Austriaków. Ufający bezgranicznie cesarzowi Polacy zgodnie z jego instrukcjami byli święcie przekonani, że wróg nie zaatakuje słabego Księstwa i skupi się na Związku Reńskim, więc pomimo napływających meldunków od szpiegów, bilet od arcyksięcia Ferdynanda z 14 kwietnia, w którym oznajmiał o rozpoczęciu działań przeciw Księstwu następnego dnia, wywołał w Warszawie wielką konsternację. Czyżby więc Napoleon miał się pomylić i na Polaków nadciągała właśnie potęga austriacka?

Bagna i stawy

Wkraczający do Księstwa rankiem 15 kwietnia 1809r. Austriacy nie sądzili, że armia polska stawi jakikolwiek opór. Sztabowcy arcyksięcia Ferdynanda zakładali więc, że cała armia ruszy na Warszawę, której zajęcie było przecież tak ważne w rozgrywce dyplomatycznej. Wydzielono jedynie ok. 2-tysięczną brygadę celem zajęcia Jasnej Góry, wówczas silnej fortecy. Zamiar ten spalił na panewce, więc prócz wydzielonego oddziału do obserwacji Częstochowy, całość sił austriackich zmierzała, praktycznie bez rozpoznania, lewym brzegiem Wisły do Warszawy, wokół której skoncentrowała się armia polska. Z kolei polskie dowództwo świadome przewagi wroga działało ostrożnie, stopniowo wycofując osłonowe pułki kawalerii w kierunku stolicy. Książę Poniatowski wiedział, jak wielkie znaczenie odgrywała Warszawa i nie chciał jej oddać bez walki. Jednakże pamiętał też o słabości umocnień stolicy i rzezi Pragi w 1794r., więc zdecydował, że walkę z arcyksięciem Ferdynandem stoczy pod Warszawą, w okolicach Raszyna, małej wioski leżącej nad Utratą, która wylewała o tej porze roku i tworzyła liczne bagna pokrywające tereny wokół wsi Wygoda, Falenty, Jaworów, Michałowice i Raszyn. Polacy wybrali bardzo korzystny dla siebie teren przyszłych zmagań, bowiem Raszyn „ryglował” wówczas dostęp do stolicy, a napastnik aby go zdobyć, mógł zaatakować Polaków w trzech miejscach oddalonych od siebie o ok. 2 km: Jaworowie, Raszynie i Michałowicach, gdzie znajdowały się groble lub mosty, lub też obejść polskie pozycje na wschód od wsi Dawidy, gdzie bagna nie torowały już drogi. Plan Poniatowskiego zakładał rozmieszczenie wątłych sił właśnie przy strategicznych punktach, które umożliwiłyby Austriakom przejście przez rzekę i stoczenie bitwy na równym terenie, gdzie Polacy nie mieliby szans. Gros swych sił Poniatowski umieścił w centrum pola bitwy, w Raszynie. Były to 2 pułk piechoty, wojska saskie, 1 pułk strzelców konnych i bateria artylerii konnej. Falent Dużych i Małych, a więc wejścia na groblę w kierunku Warszawy, broniły: 1 batalion 1 pułku piechoty, 1 batalion 8 pułku piechoty, 1 batalion 6 pułku pod rozkazami gen. Sokolnickiego. Jaworów obsadzał gen. Kamieniecki na czele 2 batalionu 1 pułku i 2 batalionu 8 pułku piechoty oraz ½ szwadronów jazdy. Z kolei straż prawoboczną, którą dowodził gen. Biegański, stanowił 3 pułk piechoty i 2 szwadrony kawalerii. Do osłony Warszawy od strony prawobrzeżnej ks. Poniatowski wyznaczył 2 batalion 6 pułku piechoty, który znajdował się na Woli. Ponadto miał on wsparcie łącznie 5 pułków jazdy (1,2,3,5,6 pułk). Front liczył ok. 6 km.

One Comment

  1. pradziadek

    Kiedys, z pol wieku temu, czytalem, jako nastolatek, ksiazke pt.>Bitwa pod Raszynem< Dzieki Ci Damian.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*