Biało-czerwona szachownica nad ZSRR. Początki lotnictwa LWP | Część 1

W okresie późniejszym „droga” do słynnego Grigoriewskoje wyglądała już nieco inaczej. Dla ludzi, którzy rozpoczęli swoją „przygodę” z polskim wojskiem w ZSRR od słynnego i często opisywanego w wielu wspomnieniach obozu w Sumach, nauka lotniczego rzemiosła zaczęła się już w tym ukraińskim mieście. Nie powinno to dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że do Sum spływali ludzie z terenów, które w pierwszych miesiącach wojny niemiecko-sowieckiej znalazły się pod niemiecką okupacją, a także ci, do których dopiero teraz dotarły informacje na temat formowanych przez komunistów polskich oddziałów.

W gronie ochotników do polskiego wojska w ZSRR, których kierowano do Sum, znalazło się również wielu ludzi o lotniczym doświadczeniu, a nawet weteranów polskiego przedwojennego lotnictwa. W gronie ludzi z pewnym doświadczeniem znaleźli się np. strzelec z bombowca „Łoś” i pilot lekkiego bombowca PZL 23 „Karaś”. Podczas pobytu w punkcie zbornym dla ochotników do polskiego wojska w ZSRR lotnicy dysponujący już pewnym doświadczeniem starali się wykorzystać wolny czas i przekazać nieco informacji na temat latania swoim nowym towarzyszom broni.

Po musztrze, w cieniu drzewa, najczęściej odbywały się pogadanki. Kpr. pchor. Mieczysław Góral, stary lotnik, z grubsza omawiał pracę silnika samolotowego, opisywał główniejsze części samolotu. Sierż. pchor. Aleksander Danielak, przedwojenny strzelec-radiotelegrafista pokładowy na samolocie bombowym „Łoś”, coś niecoś mówił na temat strzelania powietrznego lub o przepisach lotniczych, a kpr. pchor. Marian Grabowski, pilot samolotu „Karaś”, opowiadał jak wyposażone jest lotnisko[29].

W przypadku naboru prowadzonego w Sumach zmianom uległy również warunki, na jakich przyszli adepci lotnictwa mogli trafić na szkolenie lotnicze. Często o pojawieniu się przed komisją decydowała osobista znajomość z kimś, kto już przed komisją stawał. Tak było np. w przypadku Tadeusza Daleckiego, którego zarekomendował A. Danielak, znajomy Daleckiego z Łucka[30]. T. Dalecki zrewanżował się, potwierdzając przed komisją relację A. Danielaka, przedwojennego strzelca pokładowego.

A. Danielak był kolejnym z tych, którzy „nie zdążyli do Andersa”. Biorąc pod uwagę biografię strzelca z załogi „Łosia”, trzeba jednakże pamiętać, że trudności, jakie musiał pokonać w okresie przedwojennym, stanowiły dodatkowy plus przy powoływaniu do powstającego przy Ludowym Wojsku Polskim lotnictwa. Ojciec A. Danielaka był aktywnym działaczem robotniczym. Co zrozumiałe, przedwojenne władze polskie nie patrzyły przychylnym okiem na starania syna aktywnego działacza ruchu robotniczego, znanego m.in. z udziału w strajkach.

Było to jedną z przyczyn, dla których A. Danielak, pomimo dobrych wyników w nauce, musiał kilkakrotnie starać się o przyjęcie do lotnictwa. Oficjalnym powodem odrzucania kolejnych próśb miał być zbyt mały wzrost – wydaje się to jednak mało zasadnym tłumaczeniem. Kabiny ówczesnych samolotów nie należały do najbardziej przestronnych i mały wzrost można uznać raczej za zaletę niż przeszkodę. Ostatecznie starania podejmowane przez garnącego się do lotnictwa młodzieńca przyniosły sukces – A. Danielak został przyjęty do lotnictwa, odbył odpowiednie kursy i trafił do załogi bombowca PZL 37 „Łoś”.

Załogi bombowców „Łoś” przed swoimi samolotami. Fot. Wikipedia Commons
Załogi bombowców „Łoś” przed swoimi samolotami. Fot. Wikipedia Commons

Bombowce średnie Łoś były najnowocześniejszymi polskimi samolotami, produkowanymi przed wybuchem II wojny światowej. Niestety, o wiele bardziej niż dwusilnikowych bombowców „Łoś” potrzebowaliśmy nowoczesnych myśliwców. Polski bombowiec służył jednak nie tylko w polskim lotnictwie. Pojedyncze egzemplarze trafiły do ZSRR, a kilkanaście maszyn służyło w siłach powietrznych Rumunii. Łosie w rumuńskich barwach wzięły udział w operacji „Barbarossa”. Dzieło polskich inżynierów i pilotów cieszyło się w Rumunii dobrą opinią. Niestety, do naszych czasów nie przetrwał ani jeden egzemplarz „Łosia”. Od kilku lat na terenie zakładów lotniczych w Mielcu znajduje się pełnowymiarowa makieta najlepszego polskiego bombowca.

Upamiętnienia doczekała się również maszyna, na której we wrześniu 1939 r. walczył A. Danielak. 4 września 1939 r. trzy „Łosie” z 212 Eskadry Bombowej oderwały się od trawiastego lotniska Kuciny, położonego nieopodal Aleksandrowa Łódzkiego. Trójkę prowadziła maszyna o numerze seryjnym 72.43 dowodzona przez ppor. obs. Kazimierza Żukowskiego. Prowadzącemu towarzyszyły maszyny ppor. obs. Kazimierza Dzika (72.16) i ppor. obs. Mieczysława Bykowskiego. Jedno z trzech stanowisk strzeleckich na pokładzie „Łosia” o numerze seryjnym 72.16 zajmował ówczesny kpr. A. Danielak.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*