Biało-czerwona szachownica nad ZSRR. Początki lotnictwa LWP | Część 1

Lisunow Li-2 w rosyjskim muzeum w Moninie pod Moskwą. Fot. Wikipedia Commons
Lisunow Li-2 w rosyjskim muzeum w Moninie pod Moskwą. Fot. Wikipedia Commons

Piloci mieli odbyć lot po nowe maszyny transportowym Lisunowem Li-2, czyli popularną, produkowaną na amerykańskiej licencji w ZSRR, „Dakotą” DC-3[21]. Na pokładzie powolnej, transportowej maszyny grupa dziesięciu lotników udała się do Kuźniecka, gdzie na Polaków miały już czekać ich nowe myśliwce. Według E. Chromego jednostka miała wyruszyć na front, natychmiast po przejęciu samolotów. Wśród pilotów krążyły pogłoski jakoby pułk zostać wprowadzony do boju w pobliżu Smoleńska[22]. Trasa, którą musieli pokonać Polacy, wiodła przez nadwołżański Saratów, gdzie uzupełniono paliwo. Z Saratowa do Kuźniecka było już tylko około godziny lotu. Na miejscu Polaków, liczących na szybkie przejęcie samolotów i przebazowanie pod Smoleńsk, czekało spore zaskoczenie. Dowodzący lotniczym pułkiem zapasowym rosyjski pułkownik odesłał ich na wypoczynek.

W kuźnieckim ośrodku wypoczynkowym, do którego trafili polscy piloci, przebywali głównie Bohaterowie Związku Radzieckiego, a więc lotnicy odznaczeni najwyższym radzieckim odznaczeniem bojowym. Początkowo istniały obawy o to, jak świeżo upieczonych pilotów powitają „frontowe wygi”, na miejscu okazało się jednak, że Rosjanie przyjęli Polaków nad wyraz serdecznie[23]. Dochodziło do wręcz niezręcznych sytuacji, jak wspomniał E. Chromy:

Przekonaliśmy się o tym, gdy któregoś dnia wybraliśmy się na przedstawienie miejscowego teatru objazdowego. Niestety, gdy zjawiliśmy się we foyer, było już 15 minut po godzinie, o której miał się rozpocząć spektakl. Ku naszemu zdumieniu bileter zaprosił nas do wnętrza. Okazało się, że przedstawienie się jeszcze nie zaczęło, czekano bowiem na nas. Przed kurtynę wyszedł jeden z aktorów i zwracając się do publiczności powiedział:

– Przepraszamy za spóźnienie, ale gościmy dziś w naszym teatrze drogich polskich lotników pierwszej polskiej eskadry w ZSRR[24].

Pozostaje pytanie, na ile można w tym przypadku wierzyć w relację E. Chromego, który w swoich wydawanych wielokrotnie w okresie PRL wspomnieniach mógł nieco podkoloryzować rzeczywistość, zwłaszcza jeśli chodzi o fragmenty dotyczące „życia codziennego” w ZSRR. Co oczywiste, nie był to czas, w którym można było pisać o szeroko rozumianych konfliktach polsko-radzieckich. Biorąc pod uwagę, że relacja odnośnie oczekiwania artystów na przybycie polskich pilotów nie ma potwierdzenia w innych źródłach książkowych, można przypuszczać, iż została ona wymyślona na potrzeby książki. Pod koniec pobytu por. S. Lisiecki po raz kolejny zwrócił się do dowódcy pułku zapasowego o wydanie samolotów, na co jednak otrzymał odpowiedź odmowną.

Polacy mieli wrócić do Grigoriewskoje, gdzie oczekiwał na nich nowy dowódca jednostki płk Iwan Tałdykin. Nowy dowódca, po powrocie grupy skierowanej do Kuźniecka, odbył z lotnikami dłuższą dyskusję, sprawdził przebieg szkolenia i książki lotów, a następnie poinformował, że piloci zostali ściągnięci do ośrodka szkolnego w wyniku jego interwencji. Swoją decyzję I. Tałdykin uzasadniał chęcią uniknięcia dezorganizacji pułku i planami wprowadzenia na front całego polskiego pułku myśliwskiego[25]. Wraz z przejęciem dowodzenia przez nowego, tym razem w stu procentach radzieckiego, dowódcę miały miejsce kolejne zmiany personalne. Nowym oficerem politycznym pułku został por. Medard Konieczny, który szkołę lotniczą ukończył jeszcze w 1927 r. M. Konieczny poświęcał jednak więcej czasu na latanie niż na pracę wychowawczą[26], co miało doprowadzić do pewnych nieporozumień pomiędzy polskim „politrukiem” a radzieckim dowódcą jednostki.

Pomimo wyrzutów, jakie I. Tałdykin czynił swojemu zastępcy, ten ostatni wspominał go bardzo ciepło. M. Konieczny w swoich wspomnieniach utrwalił obraz sympatycznego, lecz bardzo wymagającego rasowego pilota myśliwskiego. Należy jednak podkreślić, że wspomnienia oficera politycznego 1 PLM pod wieloma względami stanowią fikcję literacką. Jako przykład można choćby przytoczyć obszerny opis pobytu M. Koniecznego w obozie w Starobielsku, w którym miał podobno przebywać aż do agresji niemieckiej na ZSRR[27]. Opis I. Tałdykina, posługującego się podczas służby w polskim lotnictwie imieniem Jan, można jednak uznać za prawdziwy.

Nowy dowódca 1 PLM był bardzo doświadczonym frontowym lotnikiem, czego odmówić mu nie można. Przed skierowaniem na stanowisko dowódcy polskiej jednostki I. Tałdykin odniósł 8 zwycięstw powietrznych, brał udział w wojnie radziecko-fińskiej, w której dowodził kluczem. Następnie awansował na dowódcę eskadry w 236 IAP[28], po czym służył w 509 IAP. Od listopada 1942 r. dowodził 519 IAP, a następnie, od czerwca 1943 r., 88 pułkiem „gwardyjskim”. Jeśli chodzi o cechy charakteru Tałdykina, to trzeba podkreślić, iż pomimo pozornej otwartości i wykazywanych chęci współpracy z M. Koniecznym, to temu ostatniemu dał się bliżej poznać dopiero po przebazowaniu pułku z Grigoriewskoje do Gostomla, gdzie kończono szkolenie jednostki.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*