Bitwa pod Beresteczkiem – krwawa łaźnia Bohdana Chmielnickiego

Bitwa

Polacy ustawili swój obóz na prawym brzegu rzeki Styr. Po obu bokach obozu płynęła rzeka Płaszówka, natomiast przód wzmocniono wałami i basztami. Samo Beresteczko pozostawało zaś z tyłu. Mimo wysłania licznych podjazdów Jan Kazimierz nie zdołał uzyskać konkretnych informacji o pochodzie wojsk kozacko-tatarskich. Stefan Czarniecki zdołał jednak uzyskać niepewne wiadomości jakoby Chmiel był koło Jampola. Król podjął ryzykowną decyzję wyjścia z obozu prosto na armię sprzymierzonych. Na radzie wojennej podjęto również decyzje o odprawieniu do Rzeczpospolitej oddziału 2 tys. konnych. Do uszu królewskich doszły bowiem informacje o rozruchach chłopskich na Podhalu, które to sprowokował dawny kondotier Władysława IV – Aleksander Kostka-Napierski, który ponoć miał działać w porozumieniu z Chmielem.  27 czerwca padła decyzja o wymarszu z obozu i już wojsko opuszczało swe pozycje, już załadowano tabory, kiedy otrzymano informacje (najprawdopodobniej od Jeremiego Wiśniowieckiego), że chan i Chmielnicki połączyli się i spod Dubna idą na Beresteczko. W tej sytuacji król za namową hetmana wielkiego Mikołaja Potockiego nakazał zaniechać marszu i wrócić na pozycje. Wieczorem żołnierze zobaczyli łuny – nieprzyjaciel zbliżał się do obozu.

Potyczka z Tatarami
Fot. Wikimedia Commons

W środę 28 czerwca 1651 roku uroczystą mszę świętą w polskim obozie przerwała wiadomość, że Tatarzy przeprawiają się nieopodal Korytna. Wysłany na rekonesans książę koniuszy litewski Bogusław Radziwiłł wraz z jego rajtarią został zaskoczony przez czambuły, które rozlały się po okolicy paląc wsie. Zaczęły ustawiać się również wojska polskie, które wyszły przed obóz. Król wraz z częścią dragonii, jazdy, artylerii i pospolitego ruszenia stanął w centrum. Prawe skrzydło zajął hetman wielki Potocki, a lewe hetman polny Kalinowski oraz ks. Jeremi Wiśniowiecki. Mimo iż król próbował sprowokować ordę do ataku na czoło polskich pozycji, Tatarzy ograniczyli się tylko do hałłakowania i zapraszania polskich żołdaków do harców. Po południu król zezwolił harcownikom na potyczkę z Tatarami. Harce nie były pomyślne dla Tatarów, Polacy byli bowiem wyśmienitymi szermierzami i wielu ordyńców wzięli do niewoli. Zdenerwowani Tatarzy uderzyli więc czambułem i spędzili harcowników z pola bitwy. Widząc to Polacy dokonali kontruderzenia. Na czambuły runęły chorągwie Aleksandra Koniecpolskiego i Jerzego Lubomirskiego. Była to głównie husaria oraz jazda kozacka (późniejsi pancerni). Jeźdźcy szarżowali trzykrotnie, ale Tatarzy nie dawali łatwo się rozbić. Oświęcim w swym diariuszu zanotował, że „Tak daleko wymknęli się od wojska, że ich niepodobna było posiełkować, czym tym bardziej nieprzyjaciel wszytkę potęgę na nich wywarł“. Po nieudanym natarciu polskiej kawalerii, Tatarzy zwrócili się ku lewemu skrzydłu, któremu w sukurs przyszedł Stefan Czarniecki oraz pospolite ruszenie. Po przeszło godzinnej walce udało się spędzić Tatarów z pola walki. Straty tatarskie były jednak niewspółmiernie małe do podjętego przez Polaków wysiłku. Według obliczeń Romańskiego w pierwszym dniu walk Tatarzy stracili około 100 wojowników, nie są natomiast znane straty polskie. O godzinie 22:00 Polacy zadowoleni wrócili do obozu. Inne nastroje panowały w obozie sprzymierzonych. Chmielnicki liczył, że Jan Kazimierz ruszy się z obozu, a on i chan zaskoczą go podczas przeprawy przez rzekę, tak jak 2 lata wcześniej pod Zborowem. Pozostanie króla w obozie pokrzyżowało misterny plan sprzymierzonych.

W Czwartek 29 czerwca około godziny 8:00 polskich żołnierzy zaskoczyły strzały armatnie oraz palba z muszkietów. Okazało się, że zaatakowano dragonów, którzy bronili przeprawy nieopodal Korytna. W pole wyprowadzono jazdę, natomiast piechota Krzysztofa Houwaldta oraz artyleria Zygmunta Przyjemskiego obsadziły obozowe wały. Około godz 10:00 przed dragonami pojawiły się 60 tys. siły kozacko-tatarskie. Kozacy tradycyjnie prowadzili ze sobą tabor zza, którego prowadzili działania wojenne. 45 tys. tych sił stanowiło zgrupowanie jazdy kozacko-tatarskiej, co jak na tamte czasy było liczbą rekordową. Przeciw tym siłom wyszły polskie oddziały zaciężne oraz pospolite ruszenie. 29 czerwca 1651 roku odbyła się największa bitwa kawaleryjska XVII wieku. Tatarzy i Kozacy zaczęli przeprawiać się przez Płaszówkę, około 13:00 na pole bitwy przedostały się ostatnie ich oddziały. Tatarzy podobnie jak w dniu poprzednim zapraszali Polaków do harców, z zaproszenia Polacy chętnie skorzystali. Około godziny 11:00 Stanisław Rewera Potocki oraz Stanisław Lanckoroński (późniejsi hetmani polny oraz wielki) silnym uderzeniem jazdy spędzili harcowników z pola oraz czambuł, który formował się na wzgórzu na wprost polskiego obozu. Polacy nie podjęli jednak dalszej pogoni z obawy na zasadzkę zastawioną przez spieszoną jazdę kozacką. Polacy myśleli, że po wycofaniu się Tatarów ze wzgórza bitwa została skończona, radość była jednak przedwczesna. Tatarzy zagrali na piszczałkach znak do ataku, wzmocnili ich Kozacy. Atak ten wymierzony był w lewe skrzydło wojsk polskich, które nastąpiło naprzód. Centrum oraz prawe skrzydło trwały nieruchomo na swych pozycjach. Potężne uderzenie oraz ostrzał z łuków spowodował, że sytuacja na lewym skrzydle pogarszała się z minuty na minutę. Na pomoc oddziałom lewego skrzydła przyszedł Rewera Potocki, Tatarzy nie dali jednak za wygraną i uderzyli na pułki znajdujące się w centrum. Tatarzy przełamali opór wojsk polskich i jęli atakować obóz jednak tam przywitała ich palba polskiej piechoty, która broniła szańców. Związanie Tatarów walkami w centrum pozwoliło Wiśniowieckiemu, znajdującemu się na lewym skrzydle, pójście w sukurs walczącej w centrum piechocie. Ponadto z prawego skrzydła uderzył hetman Potocki oraz inni dowódcy, którzy odparli Tatarów. Niestety Polacy po raz kolejny zapędzili się w gonieniu wroga i dali się otoczyć się przez siły kozacko-tatarskie. Szczególną odwagą popisał się Czarniecki, którego chorągiew poniosła jednak znaczne straty. Z pomocą znowu przyszedł Jeremi Wiśniowiecki dzięki, któremu otoczone polskie chorągwie wydostały się z matni. Część sił kozacko-tatarskich chciało wykorzystać lukę, która powstała między prawym skrzydłem, a centrum i tam skierowało swe siły. Atak ten odparł wojewoda bracławski Stanisław Lanckoroński oraz pospolite ruszenie. Około godziny 16:00 walki ucichły. Niestety ten dzień nie był dla Polaków zbyt korzystny. Poległo wielu dowódców oraz jak twierdzi Albrecht Radziwiłł 300 żołnierzy, ponadto oficerowie działali na własną rękę bez ustalonej koncepcji prowadzenia walki. Straty tatarsko-kozackie szacował Oświęcim na 1000 ludzi. Widząc zamieszanie i chaos w poczynaniach polskich oficerów Jan Kazimierz przy poparciu Czarnieckiego, Houwalda oraz Bogusława Radziwiłła postanowił następnego dnia przyjąć wariant ofensywny i wyprowadzić całe wojsko z obozu i spróbować zadać Kozakom i Tatarom decydujący cios. Mimo sukcesu sprzymierzonych chan niezbyt przychylnie patrzył na poczynania Chmielnickiego, przeto hetman zaporoski znowu nie mógł być pewien swego sojusznika. O 2:00 w nocy w obozie polskim odbyła się msza, a po niej narada,na której myślano jak ustawić wojsko. Kozacy natomiast pod osłoną nocy przeprawili wszystkie swe siły przez Płaszówkę.

Jan II Kazimierz
Fot. Wikimedia Commons

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*