Bitwa pod Beresteczkiem – krwawa łaźnia Bohdana Chmielnickiego

O decydującym dniu 30 czerwca Albrecht Radziwiłł napisał w pamiętniku, że „Nadszedł więc upragniony dzień, w którym los religii katolickiej, Rzeczpospolitej, króla i żeby prawdę powiedzieć, całego chrześcijaństwa zawisł od beresteckich pól“. Od samego rana trwało ustawianie wojsk polskich, którym kierował Jan Kazimierz. Pola beresteckie spowite były gęstą mgłą. Król postanowił zastosować wariant holenderski i ustawił wojsko w tzw. szachownicę, która polegała na tym, że ustawiono na przemian oddziały jazdy i piechoty, by w każdej chwili mogły się one wesprzeć. Tego dnia Jan Kazimierz miał do dyspozycji od 35 do 40 tys. żołnierzy zaciężnych oraz prywatnych i tyleż pospolitego ruszenia. W centrum ustawiono wojsko autoramentu cudzoziemskiego (piechotę, dragonię, arkebuzerię oraz rajtarię) wzmocnione przez husarię, na skrzydłach natomiast resztę jazdy. Prawym skrzydłem dowodził Stanisław Lanckoroński (wskutek niedyspozycji hetmana wielkiego), natomiast lewym hetman polny Marcin Kalinowski, a de facto ks. Jeremi Wiśniowiecki. Artylerię Przyjemskiego umieścił król w centrum. W drugiej linii na prawym skrzydle stanął ks. Bogusław Radziwiłł, na lewym zaś Krzysztof  Houwald. Drugą linie stanowiła rajtaria oraz piechota polsko-węgierska i husaria Jana Kazimierza oraz krajczego Tyszkiewicza. W trzeciej linii król ustawił swą gwardię. Rezerwę tworzyła rajtaria elektora brandenburskiego, natomiast w obozie pozostawiono 3 tys. piechurów. Konstanty Górski twierdzi, że wojsko polskie ustawiło się na długości aż 4,5 km. Około godziny 10:00 wreszcie opadła mgła i sprzymierzeni zobaczyli wojsko Jana Kazimierza w pełnej krasie. A musiał być to widok imponujący. Naprzeciw Kozaków i Tatarów stała husaria ze swymi długimi kopiami i lśniącymi zbrojami, piękna radziwiłłowska rajtaria, najeżone pułki pikinierów oraz groźne paszcze polskich armat. Oba wojska wykonały ruch do przodu, Tatarzy tradycyjnie zaprosili Polaków do harców, jednak polscy dowódcy zakazali ich pod karą śmierci. Przez niemal 2 godz. armie stały w bezruchu, tylko Przyjemski od czasu do czasu strzelał do kręcących się w pobliżu polskich pozycji Tatarów. Około 15:00 impas przerwał Jeremi Wiśniowiecki, który za pośrednictwem Zygmunta Denhoffa spytał króla czy ten da mu zezwolenie na atak. Jan Kazimierz ochoczo przyjął propozycję księcia. Wiśniowiecki uderzył na skrzydło kozackie na czele 2 tys. kawalerzystów. Ach cóż to musiała być za szarża! Sam książę pędził bez żadnego pancerza, z gołą głową i szablą w ręku. Kozacy próbowali odeprzeć atak kniazia, jednak uderzenie polskiej jazdy było straszliwe, ponadto Jaremę wsparły chorągwie Stanisława Rewery Potockiego i Jana Szczawińskiego. Po rozbiciu Kozaków jazda polska zaczęła oblegać tabor. Krytyczną sytuację Kozaków uratowali Tatarzy pod wodzą Nuradyna, którzy odrzucili polską jazdę oraz pospolite ruszenie ziemi krakowskiej. Widząc, że Wiśniowiecki łamie się, Jan Kazimierz kazał uderzyć części radziwiłłowskiej rajtarii oraz pospolitakom z ziemi sieradzkiej i łęczyckiej. Kontratak ten pozwolił Jaremie na przegrupowanie wojska i uderzenie na tyły Tatarów. Ponadto dobrą robotę wykonywał Przyjemski, który raził armatami Kozaków i Tatarów. Jan Kazimierz postanowił wykorzystać pułki znajdujące się w centrum zachęcając żołnierzy słowami „albo razem z wami zwycięzcą z pola powrócę, albo razem z wami zginę“. Niesubordynacją wykazał się Stanisław Lanckoroński, który odmówił ataku z prawego skrzydła, tłumacząc królowi, że Kozacy przygotowali zasadzkę. Piechota z centrum podeszła wystarczająco blisko i dała salwę w tatarskie szeregi. Brata chana Amurat zorientował się, że piechota przyszła w sukurs Wiśniowieckiemu i skierował na nią uderzenie swoich wojsk. Tatarzy zostali jednak powstrzymani ogniem dział i muszkieterów oraz dragonów. Wiśniowiecki wsparty przez piechurów niestrudzenie atakował piechotę zaporoską, natomiast piechota polska sukcesywnie choć powoli zdobywała teren i podchodziła pod wzgórza, gdzie stali sprzymierzeni. Powstała jednak luka, w którą uderzył Nuradyn i zmusił Wiśniowieckiego do odstąpienia od ataku na Kozaków. Szarże Nuradyna załamały się jednak pod ogniem muszkieterów. W trakcie artyleryjskiego ostrzału jedna z kul o mało nie zabiła chana Islama III. Przeraziło to tatarskiego monarchę, ponadto Wiśniowiecki znowu przegrupował swoje wojsko i uderzył w centrum wojsk tatarskich, ruszyło się również prawe skrzydło, które rozbiło tylną straż tatarską. Przerażony Islam III widząc rzeź swojej armii oraz śmierć wielu krewnych postanowił uciekać. Rejterada chana z pola walki była przypieczętowaniem losu armii kozackiej. Chmielnicki dogonił go i próbował namówić, aby nie uchodził z pola walki, w odpowiedzi Islam III kazał podobno pojmać hetmana zaporoskiego. Na polu bitwy został teraz kozacki tabor, do którego uciekali rozbici Zaporożcy.  Polacy zadali Kozakom duże straty i odepchnęli w stronę Płaszówki. Właściwa bitwa była skończona. Przez 3 dni wojsko polskie straciło około 700 ludzi. Są to straty bardzo małe zważywszy na to, że polscy dowódcy często popadali w duże kłopoty i zapędzali się w głąb pozycji nieprzyjaciela. W nocy z 30 czerwca na 1 lipca spadł ulewny deszcz. Król obawiał się, że Tatarzy mogą wrócić na pole walki, więc całą noc (mimo rany nogi oraz ulewy) spędził na koniu bacząc czy wróg nie szykuje się do kontrataku. Zmęczone, ale szczęśliwe wojsko polskie posnęło na gołej ziemi. Na szczególną pochwałę zasłużył król, którego taktyka szachownicy okazała się kapitalnym rozwiązaniem. Takie ustawienie wojsk sprzyjało współpracy wszystkich formacji biorących udział w bitwie.

Jeremi Wiśniowiecki
Fot. Wikimedia Commons

Niewykorzystana szansa

Mimo rozbicia sił kozacko-tatarskich pozostał jeszcze tabor, którego zmęczone wojsko nie chciało atakować od razu. Tylko artyleria Przyjemskiego utrudniała życie Kozakom. Sami mołojcy byli między sobą podzieleni. Dowództwo nad obroną taboru przejął płk Filon Dziedziała. Część Kozaków, w szczególności starszyzna chciała porozumieć się z Janem Kazimierzem. O ugodzie nie chciała natomiast słyszeć czerń oraz szeregowi Kozacy. 4 lipca wojska zaciężne wznowiły oblężenie taboru, walki odmówiło natomiast pospolite ruszenie, które bardzo dzielnie stawało w bitwie beresteckiej. Niestety słaby autorytet Jana Kazimierza wśród szlachty spowodował, że pospolitacy zaczęli myśleć o powrocie do domów. Po paktach między Kozakami, a królem dowodzenie w taborze przejął płk Iwan Bohun. Nie udało się nakłonić Zaporożców do kapitulacji. 10 lipca około godziny 10:00 w taborze wybuchła panika ponieważ myślano, że Bohun uchodzi z pola walki. Na to tylko czekali Polacy, którzy rzucili się na uciekających Kozaków. W wyniku pościgu oraz paniki zginęło około 30 tys. Zaporożców.

Wydawało się, że los Bohdana Chmielnickiego został przypieczętowany. 6 lipca podczas gdy Polacy oblegali kozacki tabor, hetman litewski Janusz Radziwiłł rozbił pod Czernichowem oddziały płk Nebaby i otworzył Janowi Kazimierzowi drogę na Kijów. Niestety pospolite ruszenie pod wodzą Marcina Dębickiego odmówiło dalszej walki. Szlachta nie lubiła Jana Kazimierza, bo i króla lubić się nie dało. Monarcha od początku swych rządów zrażał do siebie herbowych poprzez swoją mściwość oraz wyniosłość. Nie zachowywał się on jak jego ojciec Zygmunt III, który mimo początkowej niechęci ze strony panów braci potrafił zjednać sobie szlacheckie serca, a przy tym zachowywać się jak na króla przystało. Pospolitacy po prostu zemścili się na monarsze. 18 lipca zniechęcony Jan Kazimierz powrócił do Warszawy, składając dowództwo na ręce hetmana wielkiego Mikołaja Potockiego. Hetman ruszył na czele wojska, które mimo świetnego zwycięstwa było zmęczone i nie wierzyło w dalszy sukces. Ciosem dla żołnierzy była niespodziewana śmierć Jeremiego Wiśniowieckiego, który zmarł w obozie pod Pawłoczą wskutek zatrucia pokarmowego. Potocki nie potrafił również współdziałać z Januszem Radziwiłłem. 23 września stoczono bitwę pod Białą Cerkwią, jednak jak stwierdził Potocki, jedyne na czym mu zależało, to na pokoju. Tak też się stało. Pod Białą Cerkwią podpisano ugodę korygującą tę sprzed dwóch lat podpisaną pod Zborowem. Kozacy otrzymywali we władanie tylko województwo kijowskie, a rejestr zmniejszano do 20 tys. Jak zapewne czytelnik się domyślił porozumienie to było bardzo kruche. Chmielnickiego nie dobito w najbardziej odpowiednim momencie i to zemściło się na koroniarzach rok później, kiedy Kozacy i Tatarzy urządzili wojsku polskiemu krwawy odwet po bitwie pod Batohem, gdzie w bestialski sposób wymordowano wielu żołnierzy oraz oficerów. Chmielnicki odniósł również częściowy sukces wysyłając swych agitatorów do Rzeczpospolitej. Mimo, że hetmanowi zaporoskiemu nie udało się wywołać powszechnego antyszlacheckiego powstania chłopskiego (bo i chłopi w Rzplitej wcale tak tragicznego losu nie mieli), to jednak część pospolitaków wróciła do domów zaniepokojona tym co stało się na Podhalu. Można tylko żałować, że Rzeczpospolitej nie udało się rozbić powstania kozackiego 3 lata po jego wybuchu, bowiem Kozacy niemało napsuli krwi kolejnym polskim monarchom.

Jakub Jędrzejski

Artykuł pierwotnie opublikowany 28 czerwca 2020 roku

Bibliografia

Gawęda Marcin: Od Beresteczka do Cudnowa. Działalność wojskowa Jerzego Sebastiana Lubomirskiego w latach 1651-1660. Zabrze 2014

Kersten Adam: Stefan Czarniecki 1599-1664. Lublin 2006

Kubala Ludwik: Szkice historyczne. Lwów 1923

Oświęcim Stanisław: Dyariusz 1643-1651. Lwów 1907

Pieńkos Zdzisław: Kampania Ukraińska 1651 roku. Od Krasnego do Białej Cerkwi. Zabrze 2018

Podhorodecki Leszek: Sicz Zaporoska. Warszawa 1960

Romański Romuald: Beresteczko 1651. Warszawa 1994

Serczyk Władysław: Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651. Kraków 2008

Tomkiewicz Władysław: Jeremi Wiśniowiecki (1612-1651). Oświęcim 2019

Wasilewski Tadeusz: Ostatni Waza na polskim tronie. Katowice 1984

Widacki Jan:Kniaź Jarema. Katowice 1984

Wójcik Zbigniew: Jan Kazimierz Waza. Warszawa 2006

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*