Tego dnia 1944 roku feldmarszałek Erwin Rommel popełnił samobójstwo
Gdy Erwin Rommel dostał od Hitlera ultimatum – trucizna albo sąd ludowy – nie miał złudzeń. W mundurze Afrika Korps, w domu w Herrlingen, połknął kapsułkę z cyjankiem. Oficjalnie zginął jak bohater frontu, faktycznie został zmuszony do samobójstwa. Tak Niemcy pozbyły się feldmarszałka, który przestał wierzyć w zwycięstwo i w przywódcę. Jego śmierć stała się początkiem mitu – wygodnego dla wszystkich, bo pozwalała mówić o honorze, nie o odpowiedzialności.
14 października 1944 roku feldmarszałek Erwin Rommel popełnił samobójstwo – nie z powodu przegranej bitwy, lecz z rozkazu własnego przywódcy. Dwóch generałów z Berlina przywiozło mu ampułkę z cyjankiem i ultimatum: śmierć w milczeniu lub hańba i represje wobec rodziny. Wybrał truciznę, wiedząc, że Hitler ogłosi jego zgon jako „bohaterską śmierć na froncie”. Tak zakończyło się życie jednego z najsłynniejszych dowódców II wojny światowej – człowieka, który z generała Führera stał się jego wrogiem. Śmierć Rommla, dramatyczna i wymuszona, otworzyła rozdział legendy, w której historia i mit do dziś splatają się w jeden z najbardziej niejednoznacznych portretów XX wieku.
Erwin Rommel, urodzony 15 listopada 1891 roku w Heidenheim an der Brenz w Królestwie Wirtembergii, był synem nauczyciela matematyki. Choć jego rodzina nie należała do arystokracji, to już w młodości wyróżniał się ambicją, dyscypliną i ogromnym zainteresowaniem techniką – zwłaszcza mechaniką i inżynierią. Te zamiłowania miały później znaleźć odbicie w jego stylu dowodzenia, który łączył precyzję z odwagą eksperymentowania.
Rommel rozpoczął karierę wojskową w wieku 18 lat, wstępując do 124. Pułku Piechoty (6. Wirtemberskiego), a w 1912 roku ukończył szkołę oficerską w Danzigu. Był to czas, gdy Cesarstwo Niemieckie przygotowywało się do roli potęgi europejskiej, a młody oficer szybko dał się poznać jako żołnierz z inicjatywą.
Erwin Rommel na frontach I wojny światowej
Gdy w 1914 roku wybuchła I wojna światowa, Rommel został wysłany do Francji, gdzie po raz pierwszy zetknął się z brutalną rzeczywistością nowoczesnej wojny. Już 22 sierpnia 1914 roku, w okolicach Verdun, jako dowódca plutonu przeprowadził błyskawiczny atak na francuską placówkę, co zapoczątkowało jego legendę jako dowódcy, który nie czekał na rozkazy, lecz działał natychmiast, by wykorzystać element zaskoczenia.
Za odwagę w bitwach pod Verdun i w rejonie Argonne otrzymał Żelazny Krzyż II klasy, a w 1915 roku awansował na porucznika. Jego umiejętność łączenia planowania z improwizacją zwróciła uwagę przełożonych. We wrześniu tego samego roku przeniesiono go do Królewskiego Wirtemberskiego Batalionu Górskiego, elitarnej jednostki w ramach Alpenkorpsu, gdzie objął dowództwo kompanii.
W 1917 roku Rommel brał udział w ofensywie w rejonie Coșna Hill na granicy rumuńsko-węgierskiej, gdzie po dwóch tygodniach ciężkich walk jego oddział zdołał zdobyć silnie ufortyfikowane pozycje przeciwnika. Ale dopiero kilka miesięcy później, podczas bitwy pod Caporetto (24–27 października 1917 roku), jego nazwisko stało się głośne.
Rommel, dowodząc zaledwie 150 żołnierzami, przeprowadził serię błyskawicznych manewrów w górach Kolovrat, Matajur i Stol, wykorzystując teren do obejścia włoskich pozycji. W ciągu dwóch dni jego batalion wziął 9000 jeńców i zdobył 81 dział przy minimalnych stratach własnych. Ta taktyka – polegająca na szybkim obejściu przeciwnika, uderzeniu z nieoczekiwanego kierunku i utrzymywaniu impetu – zapowiadała przyszłą doktrynę wojny manewrowej, zwaną później Blitzkriegiem.
W uznaniu tych zasług Rommel otrzymał najwyższe pruskie odznaczenie – Order Pour le Mérite, co uczyniło go jednym z najmłodszych oficerów w historii armii niemieckiej uhonorowanych tym orderem.
Erwin Rommel i wojna jako pole eksperymentu taktycznego
Rommel, w przeciwieństwie do wielu oficerów swojej epoki, unikał sztywnej hierarchii i biurokratycznego stylu dowodzenia. Cenił inicjatywę żołnierzy i często sam znajdował się w pierwszej linii. W jego notatkach z frontu pojawiały się obserwacje, które później stały się podstawą jego najważniejszej książki Infanterie greift an (Piechota atakuje), opublikowanej w 1937 roku.
W pracy tej analizował błędy dowodzenia, skuteczność ognia osłonowego, znaczenie morale i szybkości reakcji. Pisał m.in.: Zwycięstwo należy do tego, kto pierwszy zobaczy, pierwszy zrozumie i pierwszy uderzy.
To zdanie dobrze oddaje jego filozofię dowodzenia – ruch, zaskoczenie, tempo i śmiałość były dla niego kluczem do przełamania impasu wojny pozycyjnej.
Po wojnie: doświadczenie chaosu i narodzin nowej epoki
Po zakończeniu wojny Erwin Rommel pozostał w szeregach armii Reichswehry, która liczyła wówczas zaledwie 100 tysięcy żołnierzy – zgodnie z postanowieniami traktatu wersalskiego. Od 1919 do 1920 roku służył w 32. Kompanii Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Friedrichshafen, gdzie jego zadaniem było tłumienie lokalnych buntów i niepokojów społecznych.
W odróżnieniu od wielu oficerów tamtej epoki, Rommel unikał brutalnych metod. Historyk Raffael Scheck określił go jako „zimną głowę w epoce gorących serc”, wskazując, że Rommel potrafił rozładować napięcia poprzez negocjacje i autorytet osobisty, nie przez użycie siły. Przykładem było odzyskanie przez niego kontroli nad zbuntowanym miastem Lindau – bez jednego wystrzału.
Okres ten ukształtował jego przekonanie, że chaos powojennych Niemiec – gdzie, jak pisał, „wszyscy walczyli ze wszystkimi” – wymaga przywrócenia dyscypliny i jedności narodowej. To doświadczenie w znacznym stopniu wpłynęło na jego późniejszą lojalność wobec idei silnego państwa, którą utożsamił z osobą Adolfa Hitlera, choć nie z samą ideologią narodowosocjalistyczną.
Droga do sławy w Republice Weimarskiej (1920–1939)
Po zakończeniu Wielkiej Wojny Erwin Rommel pozostał w strukturach zredukowanej Reichswehry, której celem było utrzymanie minimalnego potencjału obronnego Niemiec zgodnie z ograniczeniami traktatu wersalskiego. W latach dwudziestych kraj pogrążony był w chaosie politycznym i ekonomicznym – od hiperinflacji po zamachy stanu i rozpad struktur społecznych. Dla wielu oficerów było to upokarzające doświadczenie, ale Rommel potraktował ten okres jako okazję do nauki i refleksji nad nowoczesnym dowodzeniem.
Erwin Rommel i doświadczenie pokoju pośród chaosu
W latach 1919–1920 Rommel stacjonował w rejonach dotkniętych falą rewolucyjnych buntów. W odróżnieniu od wielu dowódców, którzy tłumili wystąpienia siłą, Rommel preferował działania perswazyjne i porządkowe. W Friedrichshafen oraz Lindau zaprowadził spokój bez rozlewu krwi, wykorzystując swój autorytet i zdolności negocjacyjne. Jak pisał później jeden z historyków jego epoki: Rommel wierzył, że nie wszystko, co wymaga dyscypliny, wymaga jednocześnie przemocy.
Te doświadczenia pozostawiły w nim trwałe przekonanie, że jedność i stabilność Niemiec mogą zostać odbudowane tylko przez silne przywództwo i wiarę w narodową solidarność. Wspomnienia tamtych lat zapisał w notatkach, gdzie zauważał, że „wszyscy w tej Republice walczyli ze sobą”, a kraj wymagał moralnego odrodzenia.
Erwin Rommel – nauczyciel i reformator armii
Od 1920 roku Rommel pełnił funkcję dowódcy kompanii w 13. Pułku Piechoty w Stuttgarcie, gdzie pozostawał przez dziewięć lat. To właśnie tam zyskał reputację doskonałego instruktora i pedagoga wojskowego. Jego szkolenia wyróżniały się praktycznym podejściem i innowacyjnymi metodami – zamiast suchych wykładów organizował symulacje bitewne i ćwiczenia w trudnym terenie, ucząc żołnierzy samodzielnego myślenia.
W 1929 roku został wykładowcą w Infanterieschule w Dreźnie, jednej z najważniejszych uczelni wojskowych Republiki Weimarskiej. Tam opracował podręcznik szkoleniowy dla piechoty, wydany w 1934 roku, który zwracał uwagę na elastyczność, tempo działania i odpowiedzialność niższych dowódców. W kwietniu 1932 roku awansował na stopień majora, a jego przełożeni zaczęli widzieć w nim kandydata do najwyższych stanowisk w armii.
Jego uczniowie wspominali go jako człowieka surowego, ale sprawiedliwego. Wymagał precyzji, lecz nie tolerował bezmyślnego wykonywania rozkazów. W tym okresie sformułował jedną z zasad, która później stała się jego mottem: Dowódca nie istnieje po to, by wydawać rozkazy, ale po to, by inspirować działanie.
Spotkanie z Hitlerem i nowe możliwości kariery
W 1933 roku, po dojściu Adolfa Hitlera do władzy, armia niemiecka zaczęła ponownie odgrywać centralną rolę w życiu państwa. W tym samym roku Erwin Rommel został awansowany na podpułkownika i objął dowództwo 3. Batalionu Strzelców (3. Jäger-Bataillon) w Goslarze. To właśnie tam po raz pierwszy spotkał Hitlera, który 30 września 1934 roku wizytował jego oddziały. Spotkanie to miało znaczenie symboliczne – Rommel, przedstawiciel pragmatycznego pokolenia oficerów, znalazł się w orbicie przywódcy, który rozumiał znaczenie propagandy i potrzebował wojskowych bohaterów dla nowej Rzeszy.
Hitler docenił energię i dyscyplinę Rommla. Wkrótce dowódca zyskał reputację oficera „nowego typu” – nieobciążonego arystokratycznym rodowodem, ale wiernego, skutecznego i spektakularnie odważnego.
„Piechota atakuje” i narodziny legendy
W 1937 roku Rommel wydał wspomnianą wcześniej książkę Infanterie greift an (Piechota atakuje), która szybko stała się bestsellerem nie tylko w Niemczech, lecz także w środowiskach wojskowych na całym świecie. Publikacja ta, łącząca wspomnienia z frontu z analizą taktyki, była manifestem jego filozofii dowodzenia: prostoty, ruchu i inicjatywy.
Książkę czytał sam Adolf Hitler, który – według relacji biografa Iana F. Becketta – był nią zafascynowany. W jednym z listów do żony Rommel pisał: „Wehrmacht jest mieczem nowego niemieckiego światopoglądu.” Sformułowanie to pokazuje, że w końcu lat trzydziestych Rommel identyfikował się z militarną wizją III Rzeszy, choć nie był członkiem partii i unikał ideologicznych deklaracji.
W tym samym roku został mianowany pułkownikiem, a w 1938 roku, po Anschlussie Austrii, objął stanowisko komendanta Theresianische Militärakademie w Wiener Neustadt – jednej z najbardziej prestiżowych szkół oficerskich w Europie.
Starcie z ideologią
W 1937 roku Rommel otrzymał zadanie zorganizowania szkolenia wojskowego dla młodzieży w ramach Hitlerjugend. Jako oficer łącznikowy Ministerstwa Wojny chciał opracować system, który podporządkowałby szkolenie paramilitarne Wehrmachtowi. Wszedł jednak w ostry konflikt z Baldurem von Schirachem, przywódcą Hitlerjugend, który nie chciał oddać kontroli nad młodzieżą armii.
Rommel, przekonany o konieczności fachowego przygotowania przyszłych żołnierzy, dwukrotnie przedstawiał plan podporządkowania struktur Hitlerjugend wojsku. Schirach poskarżył się bezpośrednio Hitlerowi, a Rommel – mimo sympatii Führera – został odsunięty od projektu. Wydarzenie to pokazało granice jego niezależności w systemie, który coraz bardziej podporządkowywał wszystko ideologii partii.
Erwin Rommel – inżynier wojny i człowiek nowoczesności
W latach trzydziestych Rommel rozwijał swoje zainteresowania techniczne. Studiował budowę silników spalinowych i ciężkich karabinów maszynowych, uczestniczył w szkoleniach mechaników, uczył się obsługi pojazdów pancernych. W wolnym czasie grał w narciarza i uprawiał wspinaczkę górską – dyscypliny, które traktował jako trening dowódczej odporności.
Jego podejście do wojny było coraz bardziej techniczne – widział w niej nie tylko zmaganie moralne, lecz przede wszystkim systemowy proces wykorzystania przewagi technologicznej i tempa działania.
Od Warszawy do Paryża. Początek wojennej legendy (1939–1940)
W chwili wybuchu II wojny światowej Erwin Rommel miał 47 lat i stopień generała majora. W przeciwieństwie do wielu wyższych oficerów nie należał do elity pruskiej arystokracji – jego awans wynikał z kompetencji i osobistego zaufania Adolfa Hitlera. Od 1938 roku pełnił funkcję dowódcy Führerbegleitbataillon – specjalnej jednostki ochrony, która towarzyszyła Hitlerowi w czasie inspekcji i podróży. To stanowisko dało mu bezpośredni dostęp do przywódcy III Rzeszy i pozwoliło obserwować z bliska, jak powstaje nowa machina wojenna Niemiec.
Erwin Rommel i kampania polska 1939 roku
Gdy 1 września 1939 roku rozpoczęła się inwazja na Polskę, Rommel dowodził batalionem eskortowym Führera, odpowiedzialnym za bezpieczeństwo sztabu głównego. Choć nie uczestniczył bezpośrednio w walkach, miał wyjątkową okazję obserwować operacje pancerne i lotnicze, które dopiero nabierały kształtu jako nowa forma wojny – Blitzkrieg.
Rommel był świadkiem tego, jak Guderian i von Kleist łączyli szybkie natarcia czołgów z lotnictwem i radiokomunikacją, co pozwoliło zniszczyć polską obronę w ciągu kilku tygodni. W listach do żony pisał o „rewolucji taktycznej”, która zmieniała sens pola bitwy: Prędkość i zaskoczenie – to przyszłość wojny.
Podczas kampanii uczestniczył w przygotowaniach do defilady zwycięstwa w okupowanej Warszawie (5 października 1939 roku), którą oglądał u boku Hitlera. W liście do żony stwierdzał naiwnie, że ludność „przyjęła Niemców z ulgą” – dowód, jak bardzo nie rozumiał jeszcze natury wojny totalnej i polityki okupacyjnej reżimu, któremu służył.
Droga do własnej dywizji pancernej
Po kampanii polskiej Rommel wykorzystał swoje wpływy, by uzyskać dowództwo jednostki liniowej. Wiedział, że prawdziwa kariera oficera rodzi się na froncie. Dzięki poparciu Hitlera i generała Wilhelma Lista otrzymał upragnione stanowisko – dowództwo 7. Dywizji Pancernej.
Był to wyjątkowy przywilej, bo stanowisko to tradycyjnie przypadało oficerom sztabowym z doświadczeniem w broni pancernej. Rommel nie miał takiego zaplecza, ale rekompensował to inteligencją, dyscypliną i zdolnością do błyskawicznych decyzji. W lutym 1940 roku objął dowodzenie i natychmiast rozpoczął intensywne ćwiczenia taktyczne.
Nowa jednostka, składająca się z 218 czołgów, motocyklistów, saperów i piechoty zmotoryzowanej, szybko zyskała przydomek „dywizji duchów” (Gespensterdivision), bo poruszała się tak szybko, że zarówno sojusznicy, jak i przeciwnicy tracili jej ślad.
Kampania francuska 1940 roku
10 maja 1940 roku Niemcy rozpoczęli atak na Francję, Holandię i Belgię. Rommel miał za zadanie poprowadzić 7. Dywizję Pancerną przez Ardeny – teren, który alianci uważali za niemożliwy do pokonania dla ciężkich pojazdów.
W ciągu trzech dni jego wojska dotarły do rzeki Mozy. Tam Rommel osobiście kierował przeprawą pontonową, często narażając życie pod ogniem francuskiej artylerii. Gdy saperzy wahaniali się, sam chwycił za karabin maszynowy, by odpierać kontratak – przykład, który rozpalił morale jego żołnierzy.
Po przełamaniu frontu ruszył w głąb Francji, łamiąc wszelkie procedury – często działał bez zgody sztabu, opierając się na intuicji. W ciągu kilku dni przebił się do Avesnes, zdobył 10 tysięcy jeńców i zniszczył kilkadziesiąt czołgów. Jego styl był gwałtowny, pełen ryzyka, ale skuteczny.
Hitler śledził jego postępy z fascynacją, a Rommel – dotąd oficer z prowincji – stał się narodową sensacją. Propaganda przedstawiała go jako uosobienie niemieckiego geniuszu wojennego – odważnego, błyskotliwego, niezależnego.
„Dywizja duchów” nad kanałem La Manche
W maju i czerwcu 1940 roku Erwin Rommel prowadził swoje oddziały w błyskawicznym pościgu za wycofującymi się Brytyjczykami i Francuzami. 20 maja dotarł do Arras, gdzie starł się z brytyjską 1. Dywizją Pancerną w jednej z najcięższych bitew kampanii.
Rommel napisał później: „Nigdy wcześniej nie widziałem, jak stal zderza się ze stalą z taką furią.” Jego jednostki poniosły duże straty, ale zwyciężyły – częściowo dzięki wsparciu artylerii przeciwlotniczej Flak 88 mm, która niszczyła brytyjskie czołgi z daleka.
W kolejnych dniach Rommel dotarł do wybrzeża Kanału La Manche, a 17 czerwca zdobył Cherbourg, zamykając aliantom drogę ewakuacji. W ciągu kilku tygodni jego dywizja wzięła ponad 100 tysięcy jeńców i przebyła ponad 500 kilometrów w głąb terytorium wroga.
Tempo natarcia było tak duże, że niemiecki sztab generalny wielokrotnie tracił kontakt z jego oddziałami. Żołnierze żartowali, że ich dowódca „walczy szybciej, niż radiotelegraf nadaje”.
Błyskawiczna kariera i narodziny mitu
Za kampanię francuską Rommel otrzymał Krzyż Rycerski Żelaznego Krzyża, a jego nazwisko stało się synonimem ofensywnego geniuszu. Był jednym z niewielu dowódców, których Hitler traktował z autentycznym podziwem.
Ale już wtedy w kręgach wojskowych budził kontrowersje – jedni widzieli w nim wizjonera, inni ryzykanta, który ignoruje łańcuch dowodzenia. Generał Gerd von Rundstedt określał go jako „człowieka czynu bez strategii”, a inni oficerowie narzekali, że Rommel przypisuje sobie sukcesy innych jednostek.
Propaganda III Rzeszy nie przejmowała się jednak krytyką. Przedstawiała go jako wzór nowoczesnego dowódcy – skromnego, dzielnego, oddanego żołnierzom. Fotografowano go w pyle pól bitewnych, często z lornetką i chustą na szyi – wizerunek, który później utrwalił jego przydomek „Wüstenfuchs” – Lis Pustyni.
Po kapitulacji Francji Erwin Rommel nie wrócił do sztabu, lecz otrzymał rozkaz przygotowania Dywizji do operacji „Seelöwe”, planowanej inwazji na Wielką Brytanię. Jednak operacja ta została ostatecznie odwołana z powodu braku przewagi powietrznej i morskiej.
Dla Rommla był to moment przełomowy. Jego sukces w 1940 roku otworzył mu drogę do jednej z najbardziej legendarnych kampanii w historii XX wieku – walk w Afryce Północnej, gdzie miał zmierzyć się z Brytyjczykami i zdobyć przydomek, który przeszedł do historii wojskowości.
„Lis Pustyni” i wojna w Afryce (1941–1943)
W lutym 1941 roku Erwin Rommel wylądował w Trypolisie jako dowódca nowo utworzonego Deutsches Afrika Korps. Jego zadaniem było wsparcie słabnących wojsk włoskich po klęskach zadanych im przez Brytyjczyków. Oficjalnie miał prowadzić działania obronne, lecz już po kilku dniach na pustyni stało się jasne, że Rommel nie potrafił czekać.
Pierwsze sukcesy w Afryce Północnej
Nie zważając na rozkazy OKW (Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu), Rommel rozpoczął ofensywę 24 marca 1941 roku. Uderzył z zaskoczenia i błyskawicznie przełamał brytyjskie linie pod Mersa el-Brega, a następnie zdobył Bengazi. W ciągu kilkunastu dni odzyskał niemal całą Cyrenajkę, spychając przeciwnika do portu Tobruk.
Miasto, bronione przez 36 tys. żołnierzy Wspólnoty Brytyjskiej, stało się celem jego uporczywego oblężenia. Choć pierwsze szturmy zakończyły się niepowodzeniem, Rommel udowodnił, że potrafi łączyć manewr z improwizacją. Pustynia, uznawana za nieprzyjazny, martwy teren, w jego rękach stała się przestrzenią taktycznych zaskoczeń.
Brytyjscy korespondenci zaczęli nazywać go „Desert Fox” – Lisem Pustyni. Jego manewry były tak szybkie i elastyczne, że alianckie dowództwo przez długi czas nie potrafiło przewidzieć jego ruchów.
Mistrz iluzji i tempa
Na pustyni Rommel opanował sztukę wojny manewrowej do perfekcji. Jego metoda polegała na:
- błyskawicznym rozpoznaniu sytuacji,
- wykorzystaniu mgły, piasku i nocy do maskowania ruchów,
- bezpośrednim dowodzeniu z linii frontu, często z pancernego wozu łączności,
- stosowaniu pozorowanych odwrotów i nagłych kontrataków.
Wielu oficerów wspominało, że Rommel był „wszędzie naraz”. Pilotował samolot rozpoznawczy, kierował ogniem artylerii, a godzinę później osobiście prowadził kolumnę czołgów. Jego obecność miała efekt psychologiczny – żołnierze wierzyli, że tam, gdzie pojawia się Rommel, tam zwycięstwo jest blisko.
Jednocześnie ta brawura była ryzykowna. Wielokrotnie ignorował rozkazy dowództwa i przeforsowywał decyzje bez konsultacji. Część niemieckich generałów – zwłaszcza Guderian – uważała, że Rommel działa zbyt impulsywnie i zbyt często opiera się na szczęściu.
Erwin Rommel i oblężenie Tobruku
Od kwietnia do grudnia 1941 roku Tobruk stał się symbolem wojny w Afryce. Rommel kilkakrotnie próbował zdobyć port, jednak obrona pod dowództwem generała Lesliego Morsheada skutecznie go powstrzymywała. Brytyjczycy zorganizowali konwoje morskie, dzięki którym miasto mogło się bronić przez ponad 240 dni.
Nieudane szturmy nie podważyły jednak reputacji Rommla – przeciwnie, jego nazwisko coraz częściej pojawiało się na łamach niemieckiej prasy. Dla opinii publicznej był bohaterem nowej, błyskawicznej wojny, prowadzonej daleko od europejskich ruin.
Bitwa pod Gazalą i triumf
W styczniu 1942 roku Rommel, już jako dowódca Panzerarmee Afrika, ponownie przeszedł do ofensywy. Dzięki odczytanym przez Niemców meldunkom amerykańskiego attaché wojskowego w Kairze znał część planów Brytyjczyków.
26 maja 1942 roku rozpoczął bitwę pod Gazalą – jedno z największych starć wojny na pustyni. W ciągu dwóch tygodni rozbił brytyjską 8. Armię, a 20 czerwca zdobył wreszcie Tobruk, biorąc do niewoli 32 tysiące żołnierzy. Hitler, zachwycony sukcesem, awansował go na feldmarszałka.
Rommel był najmłodszym feldmarszałkiem w historii Niemiec. Odbierając wiadomość o awansie, miał powiedzieć z ironią: Wolałbym, żeby przysłali mi jeszcze trochę paliwa. To zdanie najlepiej oddawało realia jego kampanii – błyskotliwe manewry często kończyły się na skraju załamania logistycznego.
Marsz na Egipt i klęska pod El Alamein
Po zdobyciu Tobruku Rommel chciał iść dalej – na Aleksandrię, a potem na Kanał Sueski. Wierzył, że zajęcie Egiptu otworzy Niemcom drogę do ropy Bliskiego Wschodu i strategicznego ciosu w Imperium Brytyjskie.
W czerwcu i lipcu 1942 roku jego wojska dotarły do miejscowości El Alamein, położonej zaledwie 100 kilometrów od Aleksandrii. Tam jednak napotkały nowego przeciwnika – generała Bernarda Montgomery’ego.
Pierwsza bitwa pod El Alamein zakończyła się impasem. Druga, rozpoczęta 23 października 1942 roku, była katastrofą dla Niemców. Montgomery dysponował przytłaczającą przewagą w czołgach, samolotach i paliwie. Rommel, pozbawiony zaopatrzenia, próbował powstrzymać natarcie, ale 4 listopada został zmuszony do odwrotu.
W notatniku zapisał: Nie da się walczyć z czołgami, gdy bak jest pusty.
Kres afrykańskiej epopei
Po klęsce pod El Alamein Rommel rozpoczął dramatyczny odwrót przez Libię do Tunezji. Zmęczony i chory, cierpiał na niskie ciśnienie i zapalenie wątroby, ale wciąż dowodził z pierwszej linii. W lutym 1943 roku odniósł jeszcze jedno zwycięstwo – pod Kasserine Pass, gdzie rozbił niedoświadczone oddziały amerykańskie.
Jednak sytuacja strategiczna była przesądzona. Po alianckim desancie w Maroku i Algierii Niemcy znaleźli się w potrzasku. 9 marca Rommel został odwołany do Niemiec. Nie wrócił już do Afryki. Dwa miesiące później resztki Afrika Korps skapitulowały.
Dziedzictwo „Lisa Pustyni”
Kampania afrykańska uczyniła z Erwina Rommla postać legendarną. Dla Niemców był symbolem honoru i odwagi; dla Brytyjczyków – godnym przeciwnikiem, który prowadził „wojnę bez nienawiści”. Historycy jednak podkreślają, że ten obraz był uproszczony.
Rommel nie był politykiem ani ideologiem, ale jego sukcesy wykorzystywała nazistowska propaganda. Joseph Goebbels stworzył z niego ikonę „nowego rycerza” Trzeciej Rzeszy. Jednocześnie alianci używali jego wizerunku, by podkreślać, że walczą z „honorowym wrogiem”, co miało złagodzić nastroje opinii publicznej.
Za tę dwoistość odpowiada zjawisko zwane później „mitem Rommla” – obraz feldmarszałka jako apolitycznego, szlachetnego dowódcy, który nie miał nic wspólnego z nazistowskimi zbrodniami. To mit, który żył jeszcze długo po jego śmierci.
Między lojalnością a buntem (1943–1944)
Po klęsce w Afryce Erwin Rommel wrócił do Niemiec jako bohater propagandy. Hitler powierzył mu nowe zadanie – obronę Zachodniej Europy przed spodziewaną inwazją aliantów. W listopadzie 1943 roku został mianowany inspektorem umocnień Zachodu, a kilka miesięcy później dowódcą Grupy Armii B, odpowiedzialnej za obronę północnej Francji.
Rommel był wstrząśnięty tym, co zobaczył po przybyciu do Normandii. Wał Atlantycki, reklamowany przez propagandę jako „nie do zdobycia”, w rzeczywistości był linią bunkrów bez amunicji i żołnierzy. Wściekły feldmarszałek zarządził intensywne prace:
- rozkazał ułożyć miliony min i przeszkód przeciwdesantowych,
- kazał pola orne pokryć tzw. „szparagami Rommla” – wbitymi w ziemię palami przeciw lotniom i szybowcom,
- wzmacniał fortyfikacje na plażach Normandii i w rejonie Calais.
Wciąż jednak toczył spór z Gerdem von Rundstedtem. Rundstedt chciał trzymać dywizje pancerne w rezerwie daleko od wybrzeża. Rommel – przeciwnie – uważał, że inwazję trzeba zniszczyć natychmiast, zanim alianci rozwiną przyczółek.
Wiosną 1944 roku Rommel coraz bardziej tracił złudzenia wobec Hitlera. Wiedział, że Niemcy nie wygrają wojny. Pisał w raportach: „Jeśli nie zawrzemy pokoju, Niemcy zostaną zniszczone.”
Próbował przekonać Führera, by wycofać się z Francji i podjąć negocjacje z Zachodem. Hitler reagował furią. Ich spotkanie 17 czerwca 1944 roku w kwaterze w Margival zakończyło się gwałtowną kłótnią – Rommel po raz pierwszy otwarcie zakwestionował jego rozkazy.
D-Day i rana, która zmieniła wszystko
6 czerwca 1944 roku alianci wylądowali w Normandii. Rommel był tego dnia… w Niemczech, na urodzinach żony. Gdy wrócił do sztabu, sytuacja była już krytyczna.
Niemieckie oddziały walczyły z przeważającymi siłami, lotnictwo alianckie paraliżowało ruch wojsk, a Hitler odmówił zgody na użycie rezerw pancernych. Rommel pisał w dzienniku: „To nie bitwa, to masakra. Każda godzina opóźnienia to klęska.”
17 lipca 1944 roku jego samochód został ostrzelany przez brytyjski samolot. Rommel doznał ciężkich obrażeń głowy i wypadł z gry na kilka tygodni. Nie wiedział, że w tym czasie wybuchnie spisek przeciw Hitlerowi.
Erwin Rommel i spisek 20 lipca
Wielu oficerów opozycji widziało w Rommlu przyszłego przywódcę Niemiec po upadku Hitlera. Choć nie brał bezpośredniego udziału w zamachu, był z nim łączony przez swoich współpracowników – Hansa Speidela, von Stülpnagla i Cezara von Hofackera.
Po nieudanym zamachu 20 lipca 1944 roku Gestapo rozpoczęło czystkę. Nazwisko Rommla pojawiło się w raportach przesłuchiwanych konspiratorów. Dla Hitlera to był cios – jego „najwierniejszy generał” stał się podejrzany o zdradę.
Śmierć Erwina Rommla
14 października 1944 roku do domu Rommla w Herrlingen przyjechali generałowie Wilhelm Burgdorf i Ernst Maisel. Przekazali feldmarszałkowi rozkaz Hitlera: ma popełnić samobójstwo lub stanąć przed sądem ludowym, co oznaczałoby hańbę i represje wobec jego rodziny.
Rommel włożył mundur Afrika Korps, wsiadł do samochodu Burgdorfa i w milczeniu połknął kapsułkę z cyjankiem. Oficjalnie ogłoszono, że zmarł z powodu obrażeń po nalocie. Otrzymał państwowy pogrzeb w Ulm, a Hitler ogłosił dzień żałoby narodowej.
Po wojnie alianci i Niemcy Zachodni stworzyli z Rommla symbol „czystego żołnierza” – profesjonalisty, który walczył honorowo i sprzeciwił się Hitlerowi. To tzw. „mit Rommla”, używany w latach 50. do odbudowy reputacji Bundeswehry i pojednania z Zachodem.
Jednak historycy zwracają uwagę, że Rommel nie był ani świętym, ani buntownikiem od początku. Był lojalnym oficerem, który dopiero w końcowej fazie wojny zrozumiał, że służy zbrodniczemu systemowi.
Jego grób w Herrlingen, niedaleko Ulm, do dziś odwiedzają zarówno Niemcy, jak i dawni wrogowie z Afryki. Na płycie widnieje jedno słowo: „Rommel”. Bez tytułów, bez patosu – tak jak chciał.
Erwin Rommel po 1945 roku – narodziny mitu i legenda „czystego żołnierza”
Śmierć Erwina Rommla w październiku 1944 roku szybko stała się fundamentem jednej z najbardziej trwałych legend XX wieku. W powojennych Niemczech i na Zachodzie narodził się obraz feldmarszałka jako „dobrego Niemca” – genialnego stratega, apolitycznego patrioty i człowieka honoru, który przeciwstawił się Hitlerowi.
W rzeczywistości ten wizerunek był starannie konstruowany – i służył celom politycznym, militarnym oraz propagandowym.
Po 1945 roku Zachód potrzebował nowego, wiarygodnego partnera w Europie Środkowej. Federalna Republika Niemiec, tworzona pod auspicjami USA i Wielkiej Brytanii, musiała odzyskać moralną legitymację. Rommel nadawał się idealnie.
Nie był członkiem NSDAP, nie brał udziału w zbrodniach wojennych, a jego konflikt z Hitlerem dawał mu aurę moralnej niezależności.
Brytyjskie i amerykańskie publikacje – jak książka Desmond Younga „Rommel. The Desert Fox” (1950) czy film wytwórni 20th Century Fox z Jamesem Masonem w roli głównej – uczyniły z niego symbol honoru i rycerskości. W filmie Rommel jawił się niemal jak antynazista – co znakomicie wpisywało się w potrzebę zimnowojennej narracji o „nowych Niemczech”.
W latach 50. i 60. XX wieku władze Bundeswehry i politycy zachodni chętnie odwoływali się do postaci Rommla.
Jego nazwisko symbolizowało:
- profesjonalizm armii niemieckiej,
- odrzucenie ideologii nazistowskiej,
- lojalność wobec państwa, a nie partii.
Na jego cześć nazwano koszary w Augustdorfie (Feldmarschall Rommel Kaserne) oraz okręt wojenny „Rommel”.
Dla nowej armii RFN był to patron, który miał łączyć wojskowy etos z demokratycznym posłuszeństwem.
Jednocześnie w domach niemieckich żołnierzy Afrika Korps pielęgnowano wspomnienia o „czystej wojnie” na pustyni – rzekomo pozbawionej nienawiści i zbrodni. To mit, który przesłonił prawdę o cierpieniach ludności cywilnej w Afryce Północnej i udział Niemców w systemie okupacji.
Od lat 80. historycy zaczęli demitologizować wizerunek „Lisa Pustyni”. Badacze tacy jak Martin Kitchen, Wolf Heckmann, Peter Lieb i Maurice Remy wykazali, że Rommel nie był całkowicie apolityczny. Współpracował z Hitlerem, korzystał z przywilejów propagandy, a jego kampanie służyły umacnianiu wizerunku Trzeciej Rzeszy.
Koncepcja „clean Wehrmacht” – czystej, honorowej armii – okazała się wygodnym alibi, które pozwalało społeczeństwu zachodnioniemieckiemu unikać konfrontacji z własną przeszłością.
Rommel, nieświadomie, stał się twarzą tego mitu.
Współczesne badania wskazują, że choć nie uczestniczył w zbrodniach, to nie sprzeciwił się też systemowi, który je umożliwiał. Utrzymywał lojalność wobec Hitlera aż do 1944 roku, a jego opór wobec Führera wynikał bardziej z realizmu wojskowego niż z pobudek moralnych.
Postać Rommla pojawia się regularnie w książkach, filmach i grach komputerowych. W świecie anglosaskim wciąż funkcjonuje jako archetyp „genialnego wroga” – godnego, odważnego i profesjonalnego. W Niemczech natomiast jego legenda przeszła ewolucję: z bohatera wojennego w latach 50., przez postać kontrowersyjną w latach 90., po temat krytycznej refleksji dziś.
W 2019 roku w Herrlingen, miejscu jego śmierci, powstała nowa ekspozycja historyczna, która pokazuje nie tylko jego wojskowe sukcesy, ale i moralne dylematy.
Rommel pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych dowódców II wojny światowej.
Dla jednych – uosobienie wojskowego geniuszu i honoru. Dla innych – przykład, jak łatwo profesjonalizm i lojalność wobec zwierzchności mogą stać się częścią zbrodniczego systemu.
Jak napisał historyk Ian Kershaw, Rommel nie był potworem, ale też nie był wybawcą. Był żołnierzem w służbie złej sprawy.
Jego historia pokazuje, że granica między bohaterstwem a współudziałem bywa cienka – a legenda, jeśli nie zostanie zweryfikowana faktami, może żyć dłużej niż prawda.
Urodzony w Heidenheim an der Brenz. Miasteczko z fajnym zamkiem na górze. Byłem tam dwa razy 🙂
To był prawdziwy żołnierz któremu oddaje hołd a nie tchórz niech spoczywa w pokoju
Mogli byście znaleźć datę urodzin lub śmierci Polskiego bohatera, a nie niemckiego naziola, który w kampanii wrześniowej jawnie pokazywał pogardę wobec Polaków i naszego narodu. Gratuluję wyboru bohatera na stronę artykułu. Polscy neonaziści już pewnie torty zamawiają.