Grzegorz Kucharczyk, Kłopoty z Niemcami. Kulturkampf Ostpolitik Mitteleuropa
Jak to jest, że Niemcy budzą w Europejczykach tyle negatywnych emocji. I to nie tylko spoglądając na zdarzenia z II wojny światowej, ale i na całe ich dzieje? Na te pytania stara się znaleźć odpowiedź Grzegorz Kucharczyk w książce pod tytułem Kłopoty z Niemcami. Czy skutecznie?
Bandyta wśród narodów Europy?
Kłopoty z Niemcami to zbiór wykładów Grzegorza Kucharczyka, obejmujących kwestię politycznych i kulturalnych zawirowań na niemiecko-europejskiej arenie dziejowej. Autor już od samego początku zdaje się sugerować, że jedynym spadkiem, który pozostawili nam Niemcy jest swoista rewolucja, przewroty i stawanie okoniem wobec chrześcijańskiego dorobku. Jedynym szlachetnym wyjątkiem jest Otton III, ale i o nim jest tutaj mało informacji. A szkoda.
Książka posiada kilka ciekawych uwag, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Jednak pisanie wszystkiego pod z góry ustaloną tezę mnie nie zadowoliło. Fakt faktem – Niemcy mają swoją dziwną mentalność. Niby są precyzyjni, schludni, przedsiębiorczy, twórczy, ale z drugiej strony łatwo dają się uwieść dziwnym teoriom (jak choćby nazistowskiej), pełni są kompleksów (choć nadal nie udało mi się zrozumieć dlaczego) i bezustannie szukają swego miejsca w Europie (choć ta bez nich nie istnieje). Kompleksy? Strach? A może coś innego?
Ponadto w tekstach znaleźć można cały ogrom powtórzeń. A ja nienawidzę, gdy ktoś się powtarza. A jeśli robi to nagminnie, to wywołuje u mnie poczucie furii. Czuję się wtedy oszukany, bo ktoś precyzyjnie i z premedytacją nie tylko marnuje mój czas, ale i stara się urobić mnie ideologicznie. Dla mnie kłamstwo/niedopowiedzenie/przeinaczenie zawsze będzie kłamstwem. Niezależnie ile ktoś razy je powtórzy.
Luter
Mogę się jednak zgodzić z tezą Autora co do kwestii „rewolucji” dokonanej przez Marcina Lutra. Sam wcześniej zastanawiałem się nad tą sprawą, i tekst tylko umocnił moje spostrzeżenia. Dziwię się, że w wielu podręcznikach, nadal, stara się ukryć skutki jego przedsięwzięcia. Rozumiem po co istnieje poprawność polityczna, ale historyków nie powinna ona dotyczyć.
Tak więc, moim skromnym zdaniem, w podręcznikach powinny być zamieszczone również informacje, czym kierował się Luter, odrzucając katolickie dogmaty, sakramenty… Podkreślanie tylko zepsucia katolickiego kleru, korupcji, kumoterstwa, nepotyzmu jako głównych przyczyn jest niewystarczające. Bo koniec końców – krytyka postawy dostojników kościelnych trwała od samego początku chrześcijaństwa.
Nie trzeba było zrywać z papiestwem, tylko starać się zreformować Kościół jako taki. Wciąż i wciąż… Przecież ciągła odnowa była udziałem benedyktynów, cystersów, franciszkanów, dominikanów, jezuitów…
Jednak Luter, już od samego początku zakładał zerwanie. Czynił wszystko, aby do tego doprowadzić. Autorytarnie przekreślał nie tyle tradycję chrześcijaństwa, co samowolnie decydował, co jest w chrześcijańskiej spuściźnie „dobre” a co „złe”. W ten sposób odrzucił sakramenty, prawdy wiary, a nawet zmienił przekład Biblii, tak aby pasował do jego wizji świata. Co z tego wynikło każdy wie – wojny, powstania, narodziny nacjonalizmów religijnych, prześladowań na zdecydowanie większą skalę niż to miało w średniowieczu. I bracia w wierze, stali się sobie wrogami.
Poruszyłbym jeszcze kilka problemów, które stały się kanwą dla tekstu Autora, ale ze względów o których nie napiszę, pozostawię to w sferze przemilczenia.
Rozczarowanie
Książka miałaby wartość polemiczną, gdyby nie zabrakło w niej kilku rzeczy. Po pierwsze – zero przypisów. Wprawdzie znajdziemy w publikacji pełno fragmentów wypowiedzi tych czy tamtych autorytetów, ale są one wyrwane z kontekstu. Nie można również znaleźć żadnych informacji, gdzie zostały wypowiedziane czy opublikowane… Dosłownie nic. Czyli tak naprawdę można założyć, wiele rzeczy, których nie da się udowodnić. A na pewno nie zrozumieć zamierzeń tych, którzy je wypowiadali.
Po drugie – tekst ma przeogromną masę powtórzeń. To brzmi jak indoktrynacja. Z góry gotowe tezy, założenia. Zero polemiki, jakichś odskoczni do zdań przeciwstawnych „idei” Autora. Wszystko z góry jest w porządku, prawda, tylko prawda i…
Po trzecie – jako znawcy niemieckich dziejów ukazani są polscy duchowni. Może się nie znam, ale ani kardynał Wyszyński, ani Jan Paweł II nie posiadali żadnych dokumentów, które kazałyby przypuszczać, że są ekspertami w tej dziedzinie. Wprawdzie byli aktywnymi uczestnikami zdecydowanej większości XX stulecia, ale – na pewno – nie byli ekspertami odnośnie niemieckiej historii.
Po czwarte – ukazanie dziejów Niemiec przez pryzmat tylko wybranych, z góry antychrześcijańskich, aspektów jest nadużyciem. To tak jakbym opisywał dzieje Rzymu przez pryzmat tego, co jadali mieszkańcy Puetoli lub Tarkwinii. Jaki to ma sens? Przecież Niemcy włożyli duży wkład w ukształtowanie się chrześcijaństwa obrządku rzymskiego. Dlaczego się o tym zapomina? Czy i u nas arystokraci czy politycy nie czynili podobnie walcząc z Kościołem o władzę, bogactwa i rząd dusz?
Ponadto czcionka jest ogromna, co sugeruje, pomijając ciągłe powtarzanie tych samych tez, wniosków, itd., że pozycja ta skierowana jest wyłącznie dla czytelników starszego pokolenia. Książka nie pozostawia zbyt wiele miejsca na polemikę. Po prostu stara się „zabetonować” uprzedzenia. Gdyby znalazła się w niej choć odrobina polemiki, nie formułowałbym aż takich wniosków. A tak – no cóż – taka jest prawda.
Kłopoty z Niemcami – podsumowanie
O ile początkowo liczyłem, że dowiem się czegoś więcej o naszych zachodnich sąsiadach, że w jakiś sposób „obłaskawi” się ich, aby zrozumieć naturę, czy cel w dziejach, o tyle mocno się zawiodłem. I jako historyk, i jako katolik. Czemu? W moim odczuciu Autor utrwala negatywne opinie o Niemcach jako o „bandycie” Europy, oportuniście, tak jakby tylko oni mieli coś na sumieniu. A co robili Francuzi, Włosi…? Warto się nad tym zastanowić, i stawiając więcej przykładów obok siebie, wtedy formułować swoje opinie. Czy tego nie uczy się na studiach.
Czy polecam? Trochę tak, trochę nie. Tak – jeśli ta książka stanie się dla was asumptem do poszukiwań „ducha” Niemiec. Nie – jeśli chcecie nakarmić nasze dziejowe demony. Ja jestem zdania, że zamiast oceniać, lepiej najpierw kogoś poznać od podszewki. Utrwalanie narodowych traum, dopisywanie tylko tego, co nas dzieli lub dzieliło, jest nie tylko nie na miejscu, ale i przeczy naszemu katolickiemu christianitas, o którym tak rozpisuje się Szanowny Autor.
Wydawnictwo Fronda
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Fronda. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.