Latające Tygrysy nad Chinami | Część 2

Myśliwiec A6M3 „Zero” Model 23, należący do japońskiego asa Hiroyoshi Nishizawy. Zdjęcie wykonano podczas lotu nad Wyspami Salomona w 1943 roku. Fot. Wikipedia Commons.
Myśliwiec A6M3 „Zero” Model 23, należący do japońskiego asa Hiroyoshi Nishizawy. Zdjęcie wykonano podczas lotu nad Wyspami Salomona w 1943 roku. Fot. Wikipedia Commons.

W 1943 roku, kiedy do grona „Tygrysów” (będących już wówczas częścią 14 Armii Powietrznej USAAF) Japończycy nie wykorzystywali już samolotów, nad którymi zwyciężali piloci AVG na początku swojego szlaku bojowego. Miejsce myśliwców Nakajima Ki-27 Nate zajęły Mitsubishi A6M „Zeke”[31] i Nakajima Ki-43 „Hayabusa”, ale pewne cechy japońskich samolotów pozostały niezmienne. Japończycy, w przeciwieństwie do Europejczyków, przykładali wielką wagę do tego, by wykorzystywane przez nich samoloty były jak najbardziej zwrotne. Wysoką zwrotność myśliwców „Zeke” czy „Hayabusa” osiągnięto kosztem opancerzenia, co czyniło japońskie maszyny szczególnie wrażliwymi na ostrzał. Zarówno P-40, jak i „Zeke” powstały pod koniec lat 30., jednakże japońskie myśliwce nieustannie unowocześniano. Jedna z pierwszych wersji „Zeke” A6M2 była dobrze znana chińskim pilotom. Samoloty tego typu zestrzeliły 99 chińskich samolotów. Straty własne wyniosły dwa samoloty[32].

Ki-43 „Hayabusa”, czyli „Sokół”, podobnie jak „Zeke” został oblatany w 1939 roku, pierwsze samoloty nie spotkały się z ciepłym przyjęciem. Piloci krytykowali zwrotność, która nie była taka, jak w starych samolotach. W ogniu krytyki znalazło się również chowane podwozie, które piloci uważali za „niepotrzebne”[33]. Dopiero prototyp Nr 4311 z klapami bojowymi (poprawiającymi sterowność i umożliwiającymi wykonywanie ciasnych skrętów) przypadł do gustu japońskim pilotom[34]. Z czasem samoloty te stały się na tyle popularne, że lotnicy ułożyli na ich cześć specjalną pieśń. W ciągu całej wojny wyprodukowano ok. 6 tysięcy tych niezwykle eleganckich maszyn. Pod koniec wojny „Sokołów” używano również do samobójczych ataków[35].

Myśliwiec Nakajima Ki-43 Hayabusa. Fot. Wikipedia Commons.
Myśliwiec Nakajima Ki-43 Hayabusa. Fot. Wikipedia Commons.

Trzecim popularnym japońskim myśliwcem, z którym przyszło walczyć „Tygrysom”, był Ki-27 „Nate”. „Nate”, początkowo znany również jako „Abdoul”, był pierwszym produkowanym na masową skalę dolnopłatem. Zapoczątkował również całą serię udanych japońskich myśliwców. Samolot ten zastąpił używane do tej pory dwupłatowe Ki-10. Charakteryzował się doskonałą zwrotnością, przyzwoitym, jak na swoje czasy, uzbrojeniem strzeleckim i brakiem jakiegokolwiek opancerzenia. Armia japońska użyła Ki-27 na dużą skalę podczas konfliktu w Chinach, które były poligonem testowym dla tego eleganckiego myśliwca. Wkrótce okazało się, że Japończycy dysponują nie tylko samolotem lepszym od dowolnej chińskiej maszyny – samolot używany przez armię był lepszy nawet od morskiego myśliwca Typ 96[36]. Jednakże w chwili gdy na chińskim niebie pojawiły się P-40, Ki-27 był już zbyt słaby, by skutecznie stawić im czoła.

By w pełni oddać charakterystykę walk powietrznych toczonych nad Chinami warto również poświęcić nieco miejsca na stworzenie „portretu zbiorowego” japońskiego pilota myśliwskiego. W. Urbanowicz zauważył, że sposób walki Japończyków był zupełnie inny niż znanych mu ze zmagań powietrznych w Europie Niemców:

Myśliwiec Ki–27 Nate podczas bitwy nad Chałchin-goł. Fot. Wikipedia Commons.
Myśliwiec Ki–27 Nate podczas bitwy nad Chałchin-goł. Fot. Wikipedia Commons.

Przed odlotem do Chin opowiadano mi wiele o myśliwcach japońskich, o ich specyficznym podejściu do problemu walki, o fanatyzmie i odwadze, o krańcowej pogardzie śmierci. Także o tym, że w sytuacjach ostatecznych mają zwyczaj pakować się razem z maszyną w pierwszy napotkany samolot przeciwnika. Przyjmowałem te relacje z pewną dozą sceptycyzmu.

(…) Mój sceptycyzm stopniał już w pierwszym spotkaniu z pilotami japońskimi, gdy zobaczyłem maszyny z czerwonymi kołami na skrzydłach i kadłubie, wyczyniające prawdziwe piruety w powietrzu i pchające się do walki tak bezpardonowo, że należało uważać, aby w pierwszej minucie nie zakończyć zderzeniem. Kiedy pierwszy napotkany pilot japoński wijąc się konwulsyjnie w powietrzu zaszedł od tyłu i próbował odrąbać mi ogon maszyny własnym śmigłem, ryzykując oczywistą śmiercią, zacząłem być ostrożniejszy. Tu naprawdę obowiązywały inne prawidła walki[37].

Wobec tego nie powinno dziwić, że w momencie, gdy Japonia znalazła się w szczególnie trudnej sytuacji wojennej, wśród żołnierzy cesarskiej armii nie brakowało chętnych do udziału w akcjach samobójczych. Choć japońscy piloci byli takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni lotnicy, dużą rolę odgrywała indoktrynacja i szkolenie. Jeden ze sterników miniaturowych okrętów podwodnych, który przed rozpoczęciem służby w jednostce wykorzystującej kaiteny odbywał szkolenie lotnicze, na kartach swoich wspomnień, przytaczał wypowiedzi swoich kolegów, krótko po tym, jak zaproponowano im zaciągniecie się do służby w „nowej broni”:

– Kapitan musi być kichigai! Oszalał, jeśli myśli, że zgłosimy się na ochotnika do czegoś, o czym nic nie wiemy, poza tym, że wszyscy zginiemy!

– Czy od razu skierują nas na linię frontu?

– Co za okazja do okrycia się chwałą! Twoi rodzice i przyjaciele byliby z ciebie dumni!

– Zaraz podrę tę kartkę! Mam dziewczynę i chcę się z nią ożenić, kiedy tylko skończy się ta wojna!

– Ile mam zaznaczyć kółek, jedno czy dwa? Nie chciałbym, żeby ktoś pomyślał, że nie mam Yamato damashii. Mój patriotyzm nie jest mniejszy niż u kogokolwiek innego.

– A ja zaznaczę dwa kółka! Pomyśl, co za przygoda! Moje nazwisko może się pojawić w książkach historycznych. A Tenno-Heika może nawet wyśle matce i ojcu list z osobistym wspomnieniem. Wiecie, to już się zdarzało[38].

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*