Kiedy po konklawe świat usłyszał imię Leon XIV, niektórzy zapytali: kim on właściwie jest? Cichy, wyważony, niemal niezauważalny na synodach, a jednocześnie jeden z nielicznych, którzy naprawdę słuchają. Nowy papież Amerykanin ma dziś za zadanie uleczyć podzielony Kościół – i już od pierwszych dni pontyfikatu pokazuje, że ma do tego nie tylko misję, ale i pokorę. O jego drodze, kulisach wyboru i papieskiej codzienności – z bliska, z Rzymu – opowiada autor jego pierwszej biografii.
Wybór Leona XIV na Stolicę Piotrową zaskoczył wielu komentatorów – nie tylko dlatego, że został pierwszym papieżem Amerykaninem, ale również ze względu na jego spokojną, wyważoną postawę i duszpasterskie doświadczenie z peruwiańskich misji. O tym, kim naprawdę jest nowy Ojciec Święty, dlaczego przyjął imię Leon i jakie wartości wnosi do Kościoła, rozmawiam z dr. Adamem Sosnowskim – dziennikarzem, redaktorem i autorem pierwszej biografii nowego papieża (znajdziesz ją TUTAJ), która ukazała się zaledwie kilka tygodni po jego wyborze. Jak powstała ta publikacja w rekordowym tempie? Jakie źródła okazały się kluczowe? I co nowy papież ma wspólnego z Polską? O tym wszystkim w naszej rozmowie.
Adam Sosnowski urodził się w 1988 roku w Krakowie i od lat łączy pasję do języka z zainteresowaniem historią i Kościołem. Studiował filologię germańską na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie w 2023 roku obronił doktorat poświęcony twórczości austriackiego pisarza i reportera Martina Pollacka. Od początku swojej kariery dziennikarskiej związany był z tematyką religijną i społeczną – pisał m.in. dla „Dziennika Polskiego”, „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, a przez jedenaście lat kierował redakcją magazynu „Wpis. Wiara, Patriotyzm i Sztuka”.
Jest autorem i współautorem kilku książek, w tym cenionych publikacji poświęconych papiestwu – „Pamiętnika konklawe 2013” oraz biografii papieża Franciszka zatytułowanej „Franciszek. Prawdziwa historia życia”. Za obie otrzymał nagrodę „Książka Miesiąca” przyznawaną przez „Magazyn Literacki KSIĄŻKI” i Bibliotekę Narodową. Na co dzień tłumaczy także literaturę polską na język niemiecki, z którym związany jest zawodowo i naukowo. Kościół katolicki, papiestwo i współczesne wyzwania duchowe to tematy, które konsekwentnie zgłębia od lat – zarówno w pracy naukowej, jak i publicystycznej.
Agnieszka Cybulska: Panie doktorze, zacznijmy od kulis powstawania książki. Ile czasu zajęły Panu prace biografią Leona XIV – od momentu rozpoczęcia badań do publikacji? W którym momencie podjął Pan decyzję o podjęciu się tematu Roberta Prevosta – znanego dzisiaj jako papież Leon XIV – i do napisania jego biografii? Nie da się nie zauważyć, że biografia ukazała się błyskawicznie po ogłoszeniu nowego papieża.
Dr Adam Sosnowski: To prawda, książka powstała w błyskawicznym tempie – pięć tygodni po ogłoszeniu wyboru nowego papieża była już w księgarniach, a przecież jest to spore dzieło, bo liczy ponad 400 stron.
Niedługo po śmierci papieża Franciszka byłem już w Rzymie i tam spędziłem kolejne tygodnie najpierw relacjonując przygotowania do konklawe, a potem samo konklawe i początek pontyfikatu Leona XIV. Te reportaże z Watykanu łącznie obejrzało kilka milionów osób na kanale YouTube Białego Kruka i wtedy zobaczyłem, że zainteresowanie Kościołem oraz sylwetką nowego Ojca Świętego jest ogromne. Postanowiłem zrobić książkę o Leonie.
W Rzymie był ze mną fotograf Michał Klag, który zrobił fantastyczne zdjęcia i są one świetnym wzbogaceniem całości, podobnie jak tekst historyczny ks. prof. Królikowskiego o poprzednich trzynastu Leonach na tronie papieskim, co stanowi ostatni rozdział książki.
Jakie źródła i materiały były dla Pana szczególnie istotne przy przygotowywaniu tej książki? Czy korzystał Pan m.in. z archiwów watykańskich, instytucji kościelnych czy archiwów zakonnych?
Najważniejsza była obecność w Watykanie i rozmowa z ludźmi na miejscu, którzy znają zarówno nowego papieża, jak i życie Kościoła. Bardzo ciepło przyjął nas na przykład o. Alejandro Anton, generał augustianów – następca o. Prevosta na tym stanowisku, a obaj znają się już kilkadziesiąt lat, podczas studiów mieszkali po przeciwległych stronach korytarza. O. Alejandro przyjął mnie w augustiańskiej Kurii Generalnej, która znajduje się tuż przy placu św. Piotra, oprowadził po miejscach, w których przez wiele lat żył obecny papież i opowiedział o ich przyjaźni.

Zdradził na przykład, że papież dalej korzysta ze swojego smartfona i wieczorami odpowiada na Whatsappy przyjaciół. W Rzymie rozmawiałem także z innymi augustianami, byłem również w Angelicum, czyli dominikańskiej uczelni, na której studiował młody o. Prevost – a 40 lat przed nim młody ks. Karol Wojtyła. Mój przewodnik, o. Mirosław Sander, pokazał mi cytrynowy gaj i przepiękny ogród, w którym w młodości zarówno Prevost, jak i Wojtyła czytali dzieła św. Augustyna.
Czy napotkał Pan trudności podczas gromadzenia materiałów do książki? Jakie były największe wyzwania – czy to brak dostępu do dokumentów, ograniczenia prawne, czy może opór niektórych osób?
Szczerze powiedziawszy, nie napotkałem większych problemów – oprócz ogromnej presji czasu. Nasze wydawnictwo, czyli Biały Kruk, jest znane w Watykanie, bo od dekad zajmuje się Kościołem oraz papiestwem. Ponadto u nas nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, że polski Kościół w skali globalnej jest potęgą, jeżeli mogę sobie pozwolić na takie świeckie określenie.
Tym samym w wielu miejscach można znaleźć Polaków, co oczywiście też ułatwia pracę. A w kręgach kościelnych naprawdę każdy utożsamia Polskę ze św. Janem Pawłem II. Kiedy spotkałem kard. Fridolina Ambongo z Kinszasy i mu się przedstawiłem to był wzruszony tym, że pochodzę z kraju Jana Pawła II i chętnie zgodził się na rozmowę.
Po konklawe kardynała spotkałem jeszcze raz przypadkowo na ulicach Rzymu, wyściskał nas serdecznie i mówił przechodniom, że jesteśmy Polakami, z kraju Jana Pawła II. Podobnie wyglądała moja rozmowa z kard. Gerhardem Müllerem, który jest wielkim przyjacielem Polski.
Książka jest bogato ilustrowana. W jaki sposób dobierał Pan fotografie i inne ilustracje do publikacji? Czy napotkał Pan problemy związane np. z uzyskaniem zezwoleń na wykorzystanie konkretnych zdjęć?
Jak już wspomniałem, był ze mną w Rzymie Michał Klag i dzięki temu w książce jest przepiękna, artystyczna dokumentacja wydarzeń z Watykanu. Ale wiadomo, że Michał nie mógł mieć zdjęć archiwalnych o. Roberta Prevosta, tu natomiast dużo pomogli nam augustianie, zwłaszcza krakowscy, z którymi mieszkamy po sąsiedzku.
Siedzibę Białego Kruka i klasztor augustianów dzieli jedynie Wisła. Razem z o. Piotrem Lamprechtem przeszukaliśmy archiwa klasztorne i znaleźliśmy cudowne zdjęcia z pobytów przyszłego Leona XIV w Krakowie. Przeczesaliśmy także dokumentację zakonną i dzięki temu powstał zupełnie unikatowy rozdział w książce o związkach papieża Leona z Polską.
Bardzo się cieszę, że udało mi się to odkryć, bo to szczególnie ważne z naszej, krajowej perspektywy i potwierdza, że nowy Ojciec Święty zna naszą Ojczyznę – i nie tylko ją zna, ale także bardzo ją ceni.
Czy współpraca z innymi autorami tej publikacji była dla Pana inspirująca? Jak Pan dzielił się pracą nad przygotowaniem tekstu i materiałów z ks. Januszem Królikowskim i Michałem Klagiem?
Podział był od początku jasny. Michał robił zdjęcia, ks. Janusz pisał część historyczną o poprzednich papieżach niosących imię Leon, przy czym szczególnie ważni są św. Leon Wielki oraz Leon XIII, bo na obu Leon XIV powoływał się już kilka razy. A ja pisałem część biograficzną o Robercie Prevoście, czyli pierwszą i największą część książki.
W Pańskiej opinii, jakie cechy lub wydarzenia z życia Leona XIV wyróżniają go spośród innych współczesnych papieży? Czy jest coś, co szczególnie powinno przyciągnąć uwagę czytelników?
Wybór imienia z pewnością był znaczący. Spekulowano przed konklawe, że doczekamy się Jana Pawła III albo Franciszka II. Tymczasem kard. Prevost cofnął się do „bezpiecznego” okresu sprzed ponad stu lat i powołał się na Leona XIII, aby uniknąć skojarzeń z bezpośrednią przeszłością, bo prawdą niestety jest, że Kościół na najwyższych szczeblach za czasów pontyfikatu papieża Franciszka został podzielony.
Leon XIV jest człowiekiem spokojnym i wyważonym, który potrafi rozmawiać ze wszystkimi i dlatego też został wybrany. Jeden z biskupów opowiedział mi historię, że podczas synodów mających miejsce pod koniec pontyfikatu Franciszka uczestnicy siedzieli przy okrągłych stołach w grupach 10-12 osób.
Kard. Prevost również tam był, siedział przy stole z biskupami, zakonnikami i siostrami, także świeckimi. Był najwyższy „rangą”, ale odzywał się najmniej ze wszystkich. Wolał słuchać i dopiero na podstawie tego podejmować decyzje. I takiego papieża Kościół obecnie potrzebuje.
Natomiast drugi ważny aspekt mający wpływ na osobowość papieża to jego formacja augustiańska, czyli zrozumienie potrzeby działań misyjnych, chrystocentryczny fundament teologiczny oraz umiłowanie życia we wspólnocie. Jako papież ten ostatni punkt będzie najtrudniejszy do realizacji dla Leona XIV, bo niestety papiestwo – podobnie jak inne stanowiska powiązane z tak dużą odpowiedzialnością i władzą – wiąże się z pewną izolacją.
Leon XIV jest pierwszym papieżem Amerykaninem w historii Kościoła. Jakie, Pana zdaniem, niesie to ze sobą znaczenie i wyzwania, których nie mieli jego poprzednicy?
Niektórzy włoscy komentatorzy dość złośliwie mówili, że papieżem został najmniej amerykański z Amerykanów. Ale rzeczywiście mówiono przed konklawe – nie tylko przed tym zresztą – że papieżem z pewnością nie zostanie człowiek z USA, bo skoro Stany Zjednoczone mają już tak ogromną władzę na całym świecie i są supermocarstwem, to nikt im nie „odda” także Kościoła.
Eksperci się mylili, natomiast rację miał ks. Janusz Królikowski, współautor książki, bo już przed konklawe mówił, że papieżem zostanie Amerykanin. Kto nie wierzy, może wejść na nasz kanał YouTube i sobie to sprawdzić.
I wcale nie jest tak, że Leon XIV nie ma w sobie niczego z Amerykanina. Wręcz przeciwnie. Zacznijmy od tego, że mówi po angielsku z cudownym akcentem człowieka pochodzącego ze Środkowego Zachodu USA. Wychował się na przedmieściach Chicago, był nastolatkiem, który był w centrum wydarzeń rozlewającej się pod koniec lat 60. ze Stanów na cały świat rewolucji seksualnej i już jako młody człowiek się jej sprzeciwiał, podobnie jak zezwalającemu na aborcję wyrokowi Sądu Najwyższego Roe v. Wade z 1973 r.
Jako student w latach 70. w USA wygłaszał przemówienia i pisał artykuły przeciwko aborcji. Śledził życie polityczne swojej ojczyzny – w książce opisuję na przykład, do rejestru wyborczego jakiej partii zapisywał się o. Robert Prevost.
W latach 90. Prevost był w Peru, ale potem powrócił jako prowincjał do Chicago i zaczął interesować się powstającym wtedy Internetem. Później, już jako generał augustianów, budował stronę www swojego zakonu, nagrywał filmiki na raczkującym YouTubie. Jako jeden z pierwszych biskupów korzystał z Twittera, z braćmi – z którymi jest bardzo zżyty – grał np. online w Scrabble.
To są niby ciekawostki, ale one pokazują, że Leon zna współczesny świat i interesuje się technologią, a przecież jako papież już zwracał uwagi na zagrożenia sztucznej inteligencji. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby pierwsza encyklika papieża, którą obecnie pisze w Castel Gandolfo, była poświęcona tej tematyce.
Na konklawe nie należał do faworytów, a mimo to został wybrany na Stolicę Piotrową. Co, Pana zdaniem, mogło zaważyć na tak nieoczekiwanym wyniku wyboru?
Nie do końca jest tak, że wybór kard. Prevosta był nieoczekiwany. Z pewnością spodziewał się go sam kard. Robert Prevost, bo w wieczór przed konklawe rozmawiał z braćmi przez telefon i – jak zdradzili właśnie bracia – był jednym z trzech faworytów.
Drugim z pewnością był kardynał sekretarz stanu Pietro Parolin, co do trzeciego to trudno powiedzieć i nie chciałbym spekulować na ten temat. Jego brat John zapytał Roberta Prevosta czy przyjmie wybór, a obecny papież odpowiedział, że tak, bo całe życie poświęcił służbie Kościołowi.
Zresztą, sam fakt szybkiego wyboru, już w czwartym głosowaniu, także wskazuje na to, że wśród kardynałów panowała zgoda. Prawdą jednak jest to, że ta wiedza nie wyciekła na zewnątrz i w mediach dominowały inne nazwiska jak właśnie Parolin czy Zuppi, Pizzaballa, Aveline, Tagle czy Erdő.

Ale jak w przypadku każdego konklawe, były to spekulacje medialne następnie powtarzane przez innych dziennikarzy. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że na czas konklawe do Watykanu zjeżdża ok. 6 tysięcy dziennikarzy, z czego może stu albo dwustu sprawami watykańskimi zajmuje się na co dzień. Pozostali to dziennikarze newsowi, którzy na życiu Kościoła się nie znają i bezkrytycznie powtarzają, co gdzieś usłyszą.
W książce opisuje Pan lata młodości Leona XIV i jego działalność misyjną w Peru. Które doświadczenia z tych okresów uznałby Pan za kluczowe dla ukształtowania jego wizji religijnej lub społecznej?
Religijność i powołanie ukształtowały się u Roberta Prevosta dużo wcześniej. Już jako dziecko bawił się udając księdza czy „odprawiając” Mszę korzystając przy tym z różnych zabawek. W podstawówce czytał psalmy. Jako nastolatek poszedł do augustiańskiego seminarium niższego. Tej instytucji dzisiaj już nie ma, ale to była szkoła średnia przygotowująca do kapłaństwa.
Prevost od dziecka czuł powołanie i wiedział, że chce zostać księdzem. W Peru spotkał się z zupełnie innym obrazem niż w USA, bo poznał skrajną biedę i nędzę, a także z jednej strony gorliwą wiarę katolicką, a z drugiej zabobon i pozostałości wierzeń pogańskich. Praca misjonarza wymaga ogromnego wyczucia i cierpliwości, a równocześnie hartu ducha, aby się nie poddać. Leon XIV posiada wszystkie te cechy. Myślę, że ta wrażliwość misjonarza jest cechą, której Kościół obecnie bardzo potrzebuje.
Z perspektywy historii Kościoła, jak ocenia Pan rolę Leona XIV? Czy widzi Pan analogie lub istotne różnice między jego pontyfikatem a pontyfikatami poprzednich papieży?
Na ocenę pontyfikatu Leona XIV z pewnością jest jeszcze za wcześnie. Trzeba dać papieżowi czas, zwłaszcza że ani on, ani Kościół katolicki nie działają pochopnie. Z pewnością ważnym drogowskazem będzie pierwsza encyklika Ojca Świętego, a w Watykanie mówi się, że ukaże się ona pod koniec tego roku, być może w listopadzie.
Leon XIV wykonał także już kilka ważnych gestów w kierunku tradycji katolickiej, która była marginalizowana w czasach Franciszka. Chodzi nie tylko o to, że w wieczór wyboru ubrał tradycyjny szaty papieskie czy że wrócił do Pałacu Apostolskiego. Ale napisał także serdeczny list do kard. Burke’a, wielkiego obrońcy Mszy Trydenckiej, w którym podziękował mu za jego służbę. A przecież papież Franciszek w sposób bezpośredni i mało elegancki postąpił z kard. Burkem.
Leon XIV wsparł także abpa Jędraszewskiego w sporze wokół Bazyliki Mariackiej. W wielu homiliach Ojciec Święty powoływał się na pisma Jana Pawła II czy Benedykta XVI, ale także – i to też trzeba podkreślić – papieża Franciszka. Sądzę, że taki właśnie może być ten pontyfikat, przynajmniej w początkowej fazie: próba pojednania zranionego Kościoła. I myślę, że Leon XIV bardzo dobrze do tej roli się nadaje.
Kościół mierzy się dziś z wieloma wyzwaniami społecznymi. Jak, Pana zdaniem, kształtuje się postawa Leona XIV wobec kwestii takich jak osoby LGBTQ+ czy inne społeczne wyzwania? Czy w dorobku Leona XIV dostrzegł Pan wskazówki co do kierunku, w jakim może poprowadzić Kościół w tych sprawach?
W sprawach katolickiej nauki społecznej do tej pory, zarówno przed wyborem, jak i już jako papież, Leon XIV bronił ortodoksji. Krytykował ideologię gender i wielokrotnie podkreślał, że istnieją tylko dwie płcie, czyli mężczyzna i kobieta. Nie dopuszcza kapłaństwa kobiet, jest także przeciwnikiem związków homoseksualnych, aborcji czy eutanazji.
W książce poświęciłem temu osobny rozdział pt. „Poglądy Roberta Prevosta i papieża Leona XIV”. To rozróżnienie wydaje mi się istotne, bo inaczej wypowiada się człowiek będąc biskupem czy generałem augustianów, a inaczej będąc papieżem. Niemniej na razie nic nie wskazuje na to, aby Leon XIV cokolwiek chciał zmieniać w kwestiach doktrynalnych i to jest najważniejsze.
Inne wyzwania społeczne, jak na przykład migracja czy ekologia, będą przedmiotem osobnej dyskusji. Być może w tych kwestiach papież będzie bardziej otwarty i po linii Franciszka, ale ciężko to przewidzieć w tym momencie.
Na zakończenie: czy i jakie wątki dotyczące Leona XIV chciałby Pan rozwinąć w kolejnych tomach serii? Czy czytelnicy mogą się spodziewać, że następny tom skupi się już na jego pontyfikacie?
Myślę, że po roku będzie można się już zastanowić nad kolejnym tomem i sprawdzić, co w Kościele się zmieniło. Codziennie pojawiają się nowe dokumenty i przemówienia papieskie, podejmowane są kolejne decyzje, nominowani nowi biskupi.
Obecnie mamy okres wakacji, a przed nimi wiele decyzji podejmowanych było jeszcze siłą inercji z czasu poprzedniego pontyfikatu, bo Kuria Rzymska jest doskonale naoliwioną maszyną, przygotowaną do sprawnego działania niezależnie od okoliczności. Leon XIV potrzebuje czasu, aby to przestawić na swoje tory.
Fot. główna: Wikiemdia Commons
