Życie było zawsze „teatralizowane” – rozmowa z Kazimierzem Braunem

Są w teatrze pewne wielkie postacie i prosiłbym o wskazanie na czym polega wielkość ich dzieła. Zacznijmy od Sofoklesa… Innym wielkim – są tacy co twierdzą, że największym, był Szekspir. Ale wielkość jego dokonań nie polegała tylko na pisaniu zajmujących intryg czy prześmiesznych komedii. Co takiego pozostawili wielcy ludzie teatru, że wciąż chcemy do nich powracać?

To byli wielcy ludzie. Na tym właśnie polegała ich wielkość – na ich człowieczeństwie. Byli pełnymi ludźmi. Potrafili środkami artystycznymi ukazać wielkość człowieka, jego heroiczną miłość i altruistyczną dobroć, jego otchłanną nienawiść do innych ludzi, jego zło. Potrafili pokazać człowieka jaki jest i życie jakie jest, a równocześnie jaki może być i życie jakie może być. I potrafili odnieść tę realność do uniwersum, poezji, metafory. Potrafili „w korku trzewika, w pięty poruszeniu” dostrzec „duszę, jak zadziała” – jak to celnie ujął Norwid.  Potrafili na scenie teatru wyczarować Polskę, jak Wyspiański w Weselu, w Wyzwoleniu.

A Szekspir, który ustami Hamleta zadaje podstawowe egzystencjalne pytanie: „Być, albo nie być?” Ja także uważam Szekspira za największego tragedio-pisarza w historii dramatu światowego. Dotknąłem tajemnicy Szekspira jako reżyser. Gdzieś w jej pobliże można podchodzić czytając go w przekładach i reżyserując go w przekładach. Reżyserowałem Szekspira po polsku, po niemiecku, a potem po angielsku. I dopiero zetknięcie się z aktorami, którzy mówią Szekspira i „mówią Szekspirem” tak jak on im kazał-dozwolił mówić, daje pojęcie o tym, czym jest naprawdę Szekspir, pozwala z nim obcować. Bo Szekspir był poetą, a zarazem był człowiekiem teatru. Wiersz Szekspira (nie jest to tak intensywne w jego prozie) trzyma aktora jak wędzidło w ryzach, a zarazem prowadzi go w działaniu. Mowa znajduje dopełnienie w działaniu, w ruchu i geście, a działanie w mowie, w wierszu, który narzuca rytm dialogowi i monologowi, podpowiada melodię mówienia i określa nastrój. Wiersz szekspirowski jest w jakiś przedziwny sposób sprawczy, jest działaniem. To wielka sztuka i wielka tajemnica dramatopisarza. Ta tajemnica: nierozerwalny związek tego, co aktor robi, z tym co aktor mówi. I odwrotnie. Mowy i działania.

Jako reżyser, w licznych sztukach poetyckich i realistycznych, napisanych wierszem czy prozą, językiem wzniosłym czy też potocznym, zawsze szukałem w tekście i pod tekstem działania, które niesie mowę, inspiruje dialog, motywuje postaci. Musiałem się dogrzebywać, pracując z aktorami, tej akcyjnej, sprawczej warstwy. Czasem głęboko ukrytej gdzieś pod słowami teksu, jako podtekst, jako rzeczywiste dążenie postaci; jakże często podtekst stał w opozycji do tekstu. Tak jest na przykład zazwyczaj u Czechowa.

Pracując nad Szekspirem w języku oryginału, zrozumiałem, że w samej mowie zawarte jest działanie. Szekspir wyraża działanie postaci bezpośrednio w ich mowie. Działanie i mowa są jednością, która posiada ogromną energię. Ta energia, przy odpowiednim wyważeniu obu tych sił napędowych, mowy i działania, osiąga jakąś ogromną intensywność, przyspieszenie. Tak właśnie jest w wierszowanych partiach sztuk Szekspira. Tylko niektórym tłumaczom, i tylko niekiedy, udawało się osiągnąć tę samą energię. W polszczyźnie podobnie jest w wielu partiach Słowackiego, w Dziadach, u Fredry, w kilku monologach postaci Norwida.

Chcemy do takich dramatopisarzy powracać – bo zdają się dotykać naszego własnego doświadczenia, czerpiąc zarazem z doświadczenia całej ludzkości. Chcemy też do nich powracać nie dlatego, że rozwiązują zagadkę tajemnicy bytu i dają odpowiedzi na nasze pytania. Raczej dlatego, że podprowadzają nas do progu tej tajemnicy. Ukazują nam wejście do zagadki życia bohaterów swoich sztuk, a więc zarazem zagadki naszego własnego życia.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*