Życie było zawsze „teatralizowane” – rozmowa z Kazimierzem Braunem

Zatem mogę uważać, że wszelkie „pośrednictwo” w teatrze jest zbędne?

Z faktu, że teatr nie istnieje inaczej niż jako proces międzyludzki, wynika jego złożoność oraz nieskończona różnorodność. Każdy człowiek „składa się”, z duszy i ciała; dla niewierzących w życie duszy i życie wieczne, jest to złożenie biologii i psychiki. Tak czy inaczej, czym innym jest moja ręka, a czym innym poczucie radości i dumy, że mogę się moją ręką posłużyć, aby okazać miłość, udzielić pomocy, nakarmić, oraz lęku, że mogę ręką zranić, zrobić krzywdę, zabić. Tak samo jest w teatrze. Istnieje w teatrze cała ogromna sfera biologiczna, materialna, fizyczna – fizyczność i biologia aktora, oraz jego otoczenie („environment”, „ekologia”), do którego należy także architektura teatru, stosunki przestrzenne i społeczne, jakie ta architektura kształtuje. Materialność teatru tworzą też dekoracje, kostiumy, rekwizyty, światło używane w przedstawieniu. I jest równocześnie w teatrze ogromna sfera ducha, sztuki, przeżyć, emocji, znaczeń, treści. Obie te sfery jednoczy sobą i w sobie człowiek w teatrze: aktor i widz, nadawca i odbiorca. (Już wskazałem, że ich role i miejsce w procesie komunikacyjnym mogą się zmieniać.)

Teatrem można się modlić, oddawać cześć bóstwom, jak w różnych kulturach pogańskich, albo Panu Bogu, co pojawiło się w historii teatru po wcieleniu Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka. Teatrem można politykować i nauczać. Można też teatrem bawić. Oczywiście, funkcja rozrywkowa znana jest od bardzo dawna teatrowi różnych kultur. Rozrywka pozostaje funkcją teatru, pod warunkiem i do mementu, gdy nie zdominują jej różne funkcje utylitarne, oraz antywartości. Szlachetnym rodzajem teatru był od wieków teatr religijny. Tak posługiwali się teatrem w początkowej fazie jego praktykowania Grecy, potem Europejczycy w drugiej fazie średniowiecza, od ok. X do XIV wieku. W XX wieku takie posługiwanie się i takie możliwości teatru przypomniał Juliusz Osterwa, twórca widowiska Księcia Niezłomnego wg. Calderóna/Słowackiego, gdy grał je dla tysięcy widzów w objazdach Reduty (w latach 1926-1931). A było to widowisko zarówno w wymiarze ludzkim jak i nadprzyrodzonym o sensie męczeństwa. Jacques Copeau, gdy realizował widowiska religijne we Florencji (1932, 1933). Podobne motywacje przyświecały młodemu Mieczysławowi Kotlarczykowi w jego Teatrze Rapsodycznym (od 1943 r.), i tak też traktował swoje w nim występy młody Karol Wojtyła. Jako dramatopisarz, przypomina on nam temat dramatu religijnego. Dramaty religijne pisane i wystawiane były w Europie przez pięć wieków europejskiego średniowiecza (od ok. 10 do ok 15 wieku); potem były wykorzystywane przez europejskich misjonarzy w Ameryce Łacińskiej w II połowie XVI w. i aż do końca XVIII w.. W XVII w. pisali je w Europie Pedro Calderon i bardzo liczni autorzy dramatów szkolnych, edukacyjnych, także aż do końca XVIII w.  Dramaty religijne, odnoszące czytelnika i widza do sfery sacrum, tworzyli w XX w. Paul Claudel, Thomas S. Eliot, Roman Brandstaetter, Jerzy Zawieyski i inni.

Skoro teatr jest procesem międzyludzkim, to zarazem jest czymś materialnym jak i niematerialnym. „Dzieła sztuki teatru” posiadają zawsze, jako podstawę, sferę czy też szatę materialną: żywego aktora i żywego widza, oraz całą sferę wizualną widowisk, ale wiodą (mogą wieść) do tego, co w człowieku, a więc i w teatrze, niematerialne, duchowe. Wiodą w głąb. Dlatego teatr może być „głęboki” – gdy jest głęboko ludzki, gdy jest wielowymiarowy. Może być też jednowymiarowy, „płytki”, może ślizgać się tylko po powierzchni znaczeń, idei, wartości.

Gdy porównujemy „głębokie” i „płytkie” widowiska rozumiemy, że pierwsze mówią o człowieku złożonym, bogatym, żyjącym życiem biologicznym, a zarazem duchowym, a drugie pozostają tylko na poziome podniety zmysłów, wykluczają duchowość, ich materią i produktem jest rozrywka. Jeśli sobie to uświadomimy, to zrozumiemy też, że tak jak w życiu, twórcy teatru i widzowie teatralni dokonują stale wyborów. Po prostu i krótko: w teatrze, tak samo tak jak w życiu, wybieramy dobro lub zło, albo to, co duchowe, albo to, co cielesne, albo to, co szlachetne, albo to, co podłe, albo to, co piękne, albo to, co ohydne, albo to, co moralne, albo to, co niemoralne. I tak dalej.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*