Rynek i ratusz okładka

Rynek i ratusz |Recenzja

Niall Ferguson, Rynek i ratusz. O ukrytej sieci powiązań, która rządzi światem.

Któż z nas nie zadawał sobie pytania o to, jakie siły kierują losami cywilizacji? Czy jest to światowa finansjera, technokraci, wpływowi politycy, media? Ostatnio jedną z najbardziej oryginalnych odpowiedzi na pytanie o to, „co rządzi Polską” słyszeliśmy w pewnym popularnym serialu z ust „najsłynniejszego Jana Pawła w historii naszego kraju”… To jednak pozostawmy w sferze dowcipu, bo Niall Ferguson w niedawno wydanej książce Rynek i ratusz. O ukrytej sieci powiązań, która rządzi światem próbuje całkiem serio wytłumaczyć nam meandry biegu dziejów.

Najważniejszy węzeł

Na początku, warto byłoby powiedzieć coś o głównym sprawcy całego tego intelektualnego fermentu. Niall Ferguson jest profesorem uniwersytetów w Oksfordzie oraz Uniwersytetu Harvarda., historykiem gospodarczym czasów nowożytnych, analitykiem geopolitycznym, autorem poczytnych pozycji, z których część wydano także po polsku – z pewnością czytelnicy zetknęli się z takimi pozycjami, które wyszły spod jego pióra, jak Potęga pieniądza. Finansowa historia świata (2010) czy Imperium. Jak Wielka Brytania zbudowała nowoczesny świat  (2007).

Jest to postać niezwykle medialna i aktywnie włączająca się w szeroko pojęte życie publiczne, jego książki ekranizowano i adaptowano na seriale dokumentalne, i to nie bez sukcesów – otrzymał bowiem nagrodę Emmy, czyli telewizyjnego Oscara. Był też doradcą Johna McCaina w jego prezydenckiej kampanii, a także regularnie bywa w roli eksperta na szczytach Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

Znaleźć połączenia, zadawać pytania

Historia uprawiana przez Fergusona, a już szczególnie w tej książce, nieco odbiega od kanonicznej pracy źródłowej. Ferguson jest tu wręcz przeciwnikiem dyktatu archiwów, a zwolennikiem podejścia czerpiącego z działalności ludzkiej niekoniecznie pozostawiającej oficjalną dokumentację.

W zamian postuluje badanie sieci społecznych, zarówno tych formalnych, jak i nieformalnych, korzystając przy tym z dorobku takich dziedzin, jak prozopografia, oraz konektografia.

Jest też zwolennikiem tak zwanej historii kontrafaktycznej, czyli dość kontrowersyjnych metod polegających na zadawaniu pytania „Co by było, gdyby?”, i odrzuceniu szczególnie marksistowskiego modelu historii, w którym królował determinizm.

Od uniwersytetu do Internetu

Jeżeli mam być szczery, nieco obawiałem się tej książki. Jest dość obszerna, a metody wydają się zagmatwane. Nie jest to klasyczna narracja historyczna – pomimo tego, że pozycja ma charakter chronologiczny, i zachowuje pewien logiczny porządek, poszczególne podrozdziały noszą znamiona esejów bądź pogadanek.

W pierwszych rozdziałach autor wykłada podstawy teoretyczne analizy sieciowej i wyjaśnia kluczowe pojęcia, w kolejnych zaś analizuje przeróżne przykłady sieci i ich wpływ na historię świata.

Na wstępie trzeba odnotować, że przeciwnicy teorii spiskowych znajdą tu coś dla siebie – autor w przekonujący sposób obala bardzo popularną wśród wyznawców tak zwanych alternatywnych wizji historii tezę o niesamowitym znaczeniu illuminatów i ich wpływie na bieg wydarzeń na świecie.

Jak się okazuje, to niewielkie, XVIII-wieczne bractwo religijne od początku oparte było na niezbyt silnych podstawach teoretycznych, a szerszą popularność zyskało dzięki infiltracji innej organizacji – Wolnomularstwa, które w przeciwieństwie do wąskiego kręgu uniwersyteckiego z Bawarii miało  już wtedy zasięg międzynarodowy.

Autor ponadto analizuje takie sieci, jak wielkie i wpływowe rody (Rotschildowie), sieć powiązań handlowych i szlaków morskich wielkich imperiów epoki nowożytnej, sieci finansowe, technologiczne (Dolina Krzemowa), Internet…

Znajduje rolę sieci choćby w tak doniosłych wydarzeniach, jak upadek Bloku Wschodniego (dużą rolę przypisując tu Solidarności i ją również podając za przykład takowej). Dogłębnie analizuje skalę ich znaczenia także w przypadku dziejów dwudziestego pierwszego stulecia – gdzie mnożą się media społecznościowe, a możliwości koneksji między ludźmi są potężne jak nigdy, a odczuwalność ich upadku wprost proporcjonalna.

Ujęcie historii, które proponuje Ferguson jest interesujące, ale prezentowana książka nie jest pozycją lekką. Jest doskonała, kiedy czytać ją po dwa, trzy rozdziały dziennie, bo nie ukrywając – jest to rzecz intelektualnie wymagająca i potrafi zmęczyć, nawet pomimo względnej lekkości pióra autora.

Inna rzecz – z założenia ostrożnie podchodzę do niekanonicznych metod badawczych, i zawsze mam zasadę ograniczonego zaufania do takich książek – jako, że nie jestem specjalistą od wszystkich epok historycznych, nie jestem w stanie ocenić, w którym przypadku podana tu metoda się sprawdza, a w którym nie.

Rynek i ratusz. Werdykt

Książka Fergusona jest niewątpliwie pozycją ciekawą, z tym, że w jej przypadku, mówiąc medyczną grypserą, nie należy jej stosować zamiast ale ewentualnie również. Nie jestem ścisłym tradycjonalistą, ale mam wrażenie, że nie każdą analizę autora należy brać za dogmat; każdą epokę należy bowiem brać miarami i kategoriami jej właściwymi, a generalizacje mogą prowadzić do przekłamań. Niemniej, z czystym sumieniem mogę polecić Ratusz i rynek jako ciekawy suplement.


Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta: 4/6
Zachariasz Mosakowski


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Comments are closed.