pierwowzory sienkiewiczowskich bohaterów

Pierwowzory sienkiewiczowskich bohaterów. Prawdziwe losy Skrzetuskiego, Bohuna, Kmicica i Wołodyjowskiego w cieniu legendy Trylogii

Szabla połyskuje, honor pcha do czynów, a między legendą a prawdą zieje przepaść większa, niż pamiętamy z lektur. W tej szczelinie odsłaniają się pierwowzory sienkiewiczowskich bohaterów – ludzie z krwi i kości, uwikłani w namiętności, konfederacje i własne grzechy. Ich nazwiska ocalały, lecz losy poszły innym torem, pełnym paradoksów, które burzą wygodne mity.

Skrzetuski, Bohun, Kmicic czy Wołodyjowski naprawdę żyli w XVII-wiecznej Rzeczypospolitej. Ich prawdziwe dzieje, charaktery, służba wojskowa czy życie prywatne tak dalece uległy pisarskiej obróbce Henryka Sienkiewicza, że trudno w nich rozpoznać pierwowzory tych postaci. Tak naprawdę pisarz, oprócz nazwiska i jednego–dwóch faktów z życia autentycznych szlachciców, stworzył zupełnie innych bohaterów – o innych życiorysach, przygodach i dokonaniach. Poznajmy więc teraz, jakie było prawdziwe życie pierwowzorów bohaterów Sienkiewicza z kart Trylogii.

Sienkiewicz swoją Trylogię pisał głównie ku pokrzepieniu serc Polaków, których ojczyznę rozerwali na trzy kawałki zaborcy. Jego bohaterowie, nie wolni od różnych słabości, są jednak co do jednego żarliwymi patriotami. Warcholski Kmicic dla ojczyzny ratowania nie śpieszy na ratunek ukochanej Oleńce; książkową postać Skrzetuskiego najtrafniej, chociaż złośliwie, scharakteryzował Bolesław Prus, mówiąc o nim: Jezus Chrystus w roli oficera jazdy; a kochliwy Wołodyjowski, kiedy już znajduje swoją ukochaną, to dla honoru i ojczyzny wysadza się w powietrze.

Jednocześnie zdrajcy Rzeczypospolitej ojczyznę porzucają – a jakżeby inaczej – z powodu kobiet. Bohdan Chmielnicki staje na czele Kozaków, bo mu szlachcic Daniel Czapliński majętność wraz z żoną zabrał; Bohun przystaje do powstania, bo mu kniaziówny Heleny odmówili; a cały ten potop szwedzki dlatego, że Hieronima Radziejowskiego z królem Janem Kazimierzem zdradziła żona Elżbieta, za co Radziejowski namówił Karola X Gustawa do napaści na Rzeczpospolitą. I tak Sienkiewicz stworzył idylliczny obrazek XVII-wiecznej szlachty polskiej, podając jednocześnie naiwne wytłumaczenie klęsk, jakie spadły na kraj, w podtekście doprowadziły potem do zaborów.

Ani życie ówczesnej szlachty w rzeczywistości nie było tak jednowymiarowo bohaterskie, ani przyczyny upadku Rzeczypospolitej nie zależały od kobiecych amorów czy zazdrości niewydarzonych amantów. A jak było naprawdę?

Pierwowzory sienkiewiczowskich bohaterów – kontekst Trylogii

Warto uporządkować kilka popularnych wątków, które Trylogia upraszcza lub przerysowuje:

  • glorifikowanie jednowymiarowego patriotyzmu kosztem realiów polityki i finansów wojska;
  • sprowadzanie przyczyn klęsk Rzeczypospolitej do prywatnych romansów i urażonych ambicji;
  • przesunięcia w biografiach autentycznych postaci (nazwiska zachowane, losy gruntownie zmienione).

Warchoł i banita Skrzetuski – pierwowzory sienkiewiczowskich bohaterów

Mikołaj Skrzetuski, bo tak naprawdę miał na imię historyczny pierwowzór Jana z Ogniem i mieczem, rzeczywiście przedarł się z oblężonego Zbaraża do króla Jana Kazimierza. I tu kończą się podobieństwa między realnym człowiekiem a jego książkową wersją.

Mikołaj Skrzetuski pochodził ze starego rodu pieczętującego się herbem Jastrzębiec. Jego przodkowie pojawiają się w źródłach już w połowie XV wieku jako członkowie średniej, czy też nawet uboższej szlachty. Niektórzy Skrzetuscy służyli na magnackich dworach, jak biskupa Andrzeja Szołdrskiego czy hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Inni członkowie rodu porzucili rodzinną Wielkopolskę i osiedlili się w Ziemi Bełskiej (Ruś Czerwona).

Mikołaj pochodził z niezbyt zamożnej wielkopolskiej gałęzi rodziny, urodził się pomiędzy 1610 a 1615 rokiem i był synem Jana Skrzetuskiego oraz Katarzyny ze Szczytowskich. Aż do 1634 roku nie ma w znanych źródłach wzmianek o Mikołaju. Natomiast jego biograf Marceli Kosman twierdzi, że odbył nauki w kolegium jezuickim w Poznaniu. Szybko jednak zakończył edukację i, wzorem swojego ojca, zaciągnął się w szeregi wojsk kwarcianych.

To supozycja, bowiem na pewno wiemy tylko, że w grudniu 1634 roku przebywał na Ukrainie, w Chwastowie. A jego pobyt odnotowały… akta sądowe. Otóż nasz bohater w karczmie pokłócił się ze znajomym oficerem piechoty, doszło do pojedynku na szable, który skończył się sporymi ranami oponenta Mikołaja. Zwycięzca miał się zachować niehonorowo i pozostawić pokonanego szlachcica bez pomocy. Ten, kiedy wyzdrowiał, pozwał Skrzetuskiego. Wyniku postępowania sądowego jednak nie znamy.

Na kartach historii ponownie odnajdujemy Skrzetuskiego dopiero w okresie powstania Bohdana Chmielnickiego oraz bohaterskiej obrony Zbaraża. Istnieją poszlaki, że przynajmniej większość z tych 14 lat spędził w wojsku. W 1648 roku jest towarzyszem w chorągwi kozackiej (pancernej) Marka Gdeszyńskiego i wraz z nią uczestniczy w klęsce pod Korsuńem. Rozbita w tej bitwie chorągiew odradza się i bierze udział w dramatycznej obronie Zbaraża (10 lipca – 22 sierpnia 1649). Pod nieobecność rotmistrza Skrzetuski pełni obowiązki porucznika.

Tak jak powieściowy bohater, Skrzetuski zgłasza się na ochotnika do misji przedarcia się do króla. Przed nim było już kilka prób, a dwóm szlachcicom (Danielowi Czaplińskiemu – wspomnianemu wrogowi Chmielnickiego – i towarzyszowi jazdy lekkiej Krzysztofowi Stapkowskiemu) nawet udała się ta sztuka; niestety nie potrafili nic pewnego powiedzieć o sile i sytuacji oblegających Zbaraż wojsk kozacko-tatarskich. Skrzetuski wyszedł ze Zbaraża na początku sierpnia, prawdopodobnie z jednym sługą, w przebraniu ukraińskich chłopów.

Tak jak jego książkowe alter ego, przedzierał się przez zbaraski staw pełen trupów. Dzięki świetnej znajomości ruskiego języka oraz kozackich obyczajów wtopił się w ciągnące za wojskiem tłumy czerni i przez trzy dni zbierał informacje w kozackim obozie. 6 sierpnia dotarł do króla Jana Kazimierza przebywającego w Toporcu. Przekazał listy od dowództwa obrony Zbaraża i zdał relację z sytuacji.

Jego wyjaśnienia zostały uznane za wiarygodne oraz ważne i – jak zanotował w swym pamiętniku towarzysz husarski Jakub Łośza wielką swoją odwagę gardła i fortun zaledwie sto czerwonych złotych (dukatów – przyp. RN) otrzymał. Skądinąd wiemy, że dodatkowo od Opalińskiego dostał ubrania i konia. Król obiecał mu też nadanie ziemskie, ale ta część nagrody nie doczekała się realizacji. Nasz bohater najprawdopodobniej brał też udział w starciach pod Zborowem i Beresteczkiem w 1651 roku jako porucznik w chorągwi jazdy lekkiej.

W źródłach Skrzetuski pojawia się znów w 1658 i 1659 roku, jako uczestnik wyprawy Stefana Czarnieckiego do Danii, gdzie był porucznikiem w chorągwi kozackiej Adama Uriela Czarnkowskiego. Podczas walk z Moskwą, w 1660 roku, prowadził działania podjazdowe w okolicach Kozierad. Zanotowali ten fakt pamiętnikarze Jan Chryzostom Pasek i Jakub Łoś. Pasek pisał: Wyprawiono Skrzetuskiego w podjazd komenderowanymi ludźmi, po dwóch towarzyszów spod chorągwie; bo też już były wiadomości, że Moskwa się już bliżej zbiła ku nam. Poszedł tedy podjazd i potkał się z chorągwią pana Słońskiego. Chorągiew moskiewską okrytą zagarniono.

Pod dowództwem Czarnieckiego brał udział w zwycięskich bitwach pod Połonką i nad rzeką Basią. W następnym roku wszedł w skład jednej z konfederacji nieopłaconego wojska, zostając – zapewne z uwagi na sławę „zbarażczyka” i swoje wieloletnie doświadczenie wojskowe – pułkownikiem wojsk związkowych. W marcu 1663 roku Mikołaj przeszedł na stronę regalistów i przystąpił do Związku Pobożnego. W 1671 roku walczył przeciwko oddziałom kozackim Piotra Doroszenki. Nie wiadomo, czy Mikołaj Skrzetuski dożył bitwy pod Chocimiem. W 1671 roku napisał natomiast testament, który oblatowany (uprawomocniony) został pod datą 24 października 1673.

Pierwowzór sienkiewiczowskiego Jana Skrzetuskiego nie zaznał natomiast rodzinnego szczęścia i spokoju z kniaziówną Heleną i w rzeczywistości prawdopodobnie zmarł w stanie bezżennym. Bardzo daleko było mu też do Jezusa Chrystusa w roli oficera jazdy. Ciążyły na nim liczne banicje i infamie, na przykład w 1660 i 1663 roku, kiedy dowodzone przez niego oddziały dopuszczały się skandalicznych rabunków, a nawet zabójstw chłopów.

Wielką klęską skończyła się też jego – przynajmniej jedyna znana – fascynacja kobietą. W 1668 roku, będący w dojrzałym już wieku, Mikołaj Skrzetuski zapałał nagłą miłością do atrakcyjnej i zamożnej Zofii Brzezickiej, wdowy po Janie Światopełku Zawadzkim. Ponieważ wdowa nie była zainteresowana zalotami sławnego szlachcica, będąc zaręczona z towarzyszem husarskim Janem Wilczkowskim, pan Mikołaj wraz ze swym bratankiem Tomaszem i ponad dwudziestoma ludźmi po prostu dokonał zajazdu na dwór szlachcianki i raptu (porwania) Zofii Brzezickiej.

Następnie próbowano ją nakłonić do ślubu z Mikołajem. Wobec oporu Zofii sprawca raptu machnął ręką i odjechał. Nie odpuściła jednak Brzezicka oraz jej nowy mąż i złożyli na Skrzetuskiego pozew w bełskim sądzie grodzkim. Zawarto ugodę, według której sławny zagończyk miał przez pewien czas korzystać z „gościny” w starościńskiej wieży. Do więzienia nie trafił, bo schronił się pod hetmańskie skrzydła. Jednak za niedopełnienie ugody Skrzetuski skazany został zaocznie na karę infamii – utratę czci i praw politycznych.

Tak więc autentyczny Skrzetuski z bohaterem Ogniem i mieczem miał tyle wspólnego, że obaj byli dobrymi żołnierzami. Prawdziwy Skrzetuski nie służył jednak w husarii, nie posłował na Sicz, nie był w niewoli u Chmielnickiego i nie miał życia rodzinnego.

Bohun, czyli niezakochany Kozak

Sienkiewiczowski antagonista Skrzetuskiego istniał w rzeczywistości, chociaż ze swoim pierwowzorem niewiele miał wspólnego. Iwan Teodorowicz Bohun (ur. ok. 1608, zm. 27 lutego 1664) – pułkownik kozacki, który wyrósł na jednego z głównych przywódców powstania Chmielnickiego, mocno zapisał się w stosunkach polsko-kozackich.

Urodził się prawdopodobnie około 1608 roku (ponieważ w momencie wybuchu wojny z Rzecząpospolitą miał około 40 lat) w Bracławiu. Jego pochodzenie jest nieznane, chociaż istnieje przypuszczenie, że był synem drobnego szlachcica, dzierżawcy wsi Bubnów na Kijowszczyźnie. Początkowo był zwykłym sotnikiem w pułku czehryńskim. W 1650 roku awansował na pułkownika kalnickiego. Najpierw zdobył Winnicę, a następnie w 1651 roku obronił ją – i to przed samym hetmanem Koniecpolskim. W maju tegoż roku wraz z innymi pułkami kozackimi bezskutecznie oblegał Kamieniec Podolski i Ołykę (Wołyń). Pod Beresteczkiem wyprowadził resztki wojsk kozackich z okrążenia.

Ludwik Kubala – wybitny polski historyk przełomu XIX i XX wieku – tak opisywał autentycznego Bohuna: Odwaga lwa, chytrość węża, przebiegłość lisa i lekkomyślność wichru, drgały w każdej żyle jego. Wolność, step, wojna były jego żywiołem, mało go obchodziło, z kim i gdzie, byle go żadnem dłuższem zajęciem nie krępowano. Geniusz wojenny i kaprys kobiecy stworzyły tego Kozaka, któremu nie było równego. Wśród piosnki obozowej, przy podskoku konia, mogła mu przypaść myśl, którą pierwej w czyn zamienił, niż się nad nią zastanowił: pierwej uderzył, niż się zmierzył, prędzej zrobił, niż pomyślał. I tutaj sienkiewiczowski obraz zbytnio od oryginału nie odbiegał. Jednak wątek miłosny i namiętne romanse do Iwana Bohuna zupełnie nie pasują. O jego życiu osobistym właściwie nic nie wiemy, jednak Antoni Józef Rolle w swoim dziełku przypuszcza, że wcale do romansowych nie należał bohaterów, już choćby dlatego, że się ówczesna niewiasta do romansu nie nadawała.

Bohun, chociaż „Lachów” nie kochał (kiedy Stefan Czarniecki kazał nabić na pal trzech schwytanych Kozaków, Iwan Bohun na pal skazał dwunastu spośród wziętych do niewoli Polaków), był zdecydowanym przeciwnikiem uzależnienia od Moskwy. Podczas rady perejasławskiej nie przysiągł wierności carowi. Jednocześnie w okresie potopu szwedzkiego namawiał hetmana Chmielnickiego do opowiedzenia się po stronie Rzeczypospolitej, potem poparł go jednak przeciw Polsce.

Wobec coraz bardziej prawdopodobnych planów rozbioru Polski i cienia szansy na powstanie suwerennej Ukrainy, przyłączył się do wojsk księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego. Potem poparł unię hadziacką i był zwolennikiem Iwana Wyhowskiego. Jerzego Chmielnickiego popierał tylko do momentu, gdy ten, łamiąc unię hadziacką, postanowił związać się z Moskwą. Wtedy walczył po stronie polskiej z Rosjanami, został jednak usunięty ze stanowiska, pozbawiony tytułu pułkownika i uwięziony w Malborku.

Uwolniony za poręczeniem hetmana Tetery, w 1663 roku uczestniczył w zmaganiach z promoskiewskim Iwanem Brzuchowieckim. Polacy mu jednak nie ufali, a kiedy odkryto spisek starszyzny kozackiej przeciw Rzeczypospolitej i aresztowano, a potem skazano na śmierć Wyhowskiego, taki sam los spotkał Bohuna. Został rozstrzelany 27 lutego 1664 w obozie pod Nowogrodem Siewierskim pod zarzutem zdrady.

Nie było więc darowania win, jakie okazał powieściowy szlachetny Skrzetuski powieściowemu Bohunowi. Co ciekawe, Iwan Bohun został także tytułowym bohaterem powieści Jacka Komudy Bohun, opowiadającej o największej klęsce wojsk Rzeczypospolitej, poniesionej w bitwie pod Batohem w 1652 roku.

Kmicic najbliższy oryginału

Spośród powieściowych bohaterów Trylogii charakterologicznie najbliższa oryginału jest chyba postać Andrzeja Kmicica, który w rzeczywistości miał na imię Samuel, był zawołanym żołnierzem, ale też hulaką i swawolnikiem. Sam ród Kmiciców, herbu Radzic II, pochodził spod Orszy i nie wyróżniał się wcześniej wybitnymi osiągnięciami ani większym majątkiem.

Jeśli zaś chodzi o losy obu Kmiciców – literackiego i autentycznego – to były one diametralnie różne:

  • Samuel Kmicic nie wspierał nawet przez chwilę Janusza Radziwiłła;
  • nie wysadzał szwedzkiego działa (nie było go w Częstochowie);
  • od samego początku popierał króla Jana Kazimierza.

Już w sierpniu 1655 roku przystąpił do konfederacji w Wierzbołowie, której uczestnicy wypowiedzieli posłuszeństwo zdradzieckiemu hetmanowi litewskiemu. We wrześniu, jako ważny przedstawiciel konfederatów, brał udział w delegacji do polskiego króla, która uzyskała obietnicę Jana Kazimierza rozdania w przyszłości majątku Janusza Radziwiłła skonfederowanemu wojsku, a jednocześnie usłyszała upoważnienie do pustoszenia dóbr litewskiego hetmana. Sam Samuel Kmicic został wyznaczony do koordynowania tych działań.

Po powrocie na Litwę Kmicic bezzwłocznie rozpoczął zajmowanie i grabież dóbr radziwiłłowskich – nie bez znacznych osobistych korzyści. Jego żołnierze często działali brutalnie: skonfederowane wojsko najeżdżało starostwa, po prostu grabiło i urządzało sobie uczty na koszt szwedzkich zwolenników. Do Samuela przylgnęła łatka awanturnika, ale podwładni wprost go uwielbiali. W reakcji Radziwiłł podjął bezskuteczną próbę zabicia zatrutym winem naszego bohatera i jego kompanów.

Natomiast Kmicic w grudniu tegoż roku dołączył do konfederacji tyszowieckiej, zawiązanej wprost w związku z oblężeniem Jasnej Góry przez Szwedów, których jednocześnie uznano za sprawców zamachu na wolność religijną w Polsce.

Rok 1655 to szczególna data w życiu Samuela Kmicica. Wcześniej jakby anonimowy, od tego roku na stałe staje się widoczny i zauważalny w różnych historycznych źródłach. Z nich wiemy, że od początku kariery wojskowej musiał się wykazywać nieprzeciętnymi umiejętnościami, bo w tymże roku odnotowuje się go wiosną na froncie wojny z Moskwą, gdzie – już jako porucznik chorągwi kozackiej (pancernej) starosty żmudzkiego Jerzego Karola Hlebowicza – uczestniczył w próbie zdobycia Mohylewa.

Szwedzka agresja skierowała go na ten nowy front. Wziął udział w niezbyt szczęśliwych walkach ze Szwedami w widłach Wisły i Sanu w 1656 roku i wtedy zaczął służbę u Pawła Jana Sapiehy. Z uwagi na swoje doświadczenie bojowe, ale i wyjątkowy posłuch wśród wojska, Kmicic stał się jednym z najbardziej zaufanych oficerów hetmana wielkiego litewskiego.

Nic dziwnego, że dalsze walki ze Szwedami oraz późniejsze z księciem siedmiogrodzkim Rakoczym prowadził już jako rotmistrz jazdy kozackiej (sygnowanej jego własnym nazwiskiem). Odznaczył się w kilku bitwach, za co spotkała go w 1658 roku nagroda w postaci urzędu chorążego orszańskiego – czwartego pod względem hierarchii, powiatowego urzędu ziemskiego na Litwie.

Niestety, o ile Samuel był świetnym żołnierzem, to do tęgich polityków trudno go było zaliczyć. Kiedy Sapieha popadł w niełaskę, głównie z braku kompetencji, to i Kmicic, powodowany zapewne lojalnością do swojego protektora, zaczął podejmować dziwne decyzje. Podczas kampanii w Kurlandii zbuntował się przeciw antagoniście Sapiehy – regimentarzowi Michałowi Kazimierzowi Pacowi. Działając w porozumieniu z hetmanem wielkim litewskim, zawiązał przeciw królowi w kwietniu 1660 r. konfederację wojskową. Zbuntowani domagali się:

  • wypłaty zaległego żołdu,
  • przywrócenia hetmanowi dowództwa nad wojskiem litewskim,
  • zajęcia się sprawami Litwy spustoszonej w czasie „potopu” przez wojska moskiewskie.

Jan II Kazimierz ogłosił Kmicica infamisem i zagroził konfiskatą majątku. Szybko, bo w maju, doszło do porozumienia i ugody, a kolejne cztery lata Samuel spędził, gromiąc moskiewskie wojska pod Połonką i Basią, Połockiem, Smoleńskiem, Rosławiem czy Briańskiem. Dowodził strażą przednią armii.

W relacjach współczesnych wiele miejsca poświęca się Kmicicowi. Zdając relację z bitwy pod Połonką 28 czerwca 1660 z oddziałami Chowańskiego, Jerzy Sebastian Lubomirski, marszałek wielki koronny, pisał: Litewski hetman skierował pana Kmicica z silną partią za las, który napotkał 2000 Moskali, których szczęśliwie napadł i sprzątnął, za którym [Kmicicem] podążyły zaraz wojska litewskie i obwieścili panu wojewodzie Czarnieckiemu o wrogu. Ten natychmiast kazał trąbić „na koń”, a po tym jak [żołnierze koronni] ruszyli po południu, po krótkim czasie przebyli las i przyłączyli się do wojsk litewskich.

Bogusław Kazimierz Maskiewicz, szlachcic litewski: poszedł sam [Iwan Chowański] ze wszystkim wojskiem ku Myszy, zostawiwszy piechoty kilkaset w szańcach pod Lachowicami (a było to w niedzielę dnia 27 junii), nie bawiąc się w Myszy, szedł nocą do Połonki p. Brzuchańskiego, gdzie przed jego przyjściem pułkownik nasz [litewski] Kmicic w przedniej straży wyprawiony starł się z Moskwą i urwał ich część.

Jeszcze większe zasługi Kmicic oddał ojczyźnie w 1663 roku. Wyprawiony pod Smoleńsk, na czele kilkunastu chorągwi, zdobył Jelno i wrócił do obozu z wielkimi łupami. Kmicic był zaangażowany w politykę państwa. Jako rojalista i zwolennik profrancuskiej polityki Jana Kazimierza, wyruszył w 1666 roku na czele pułku litewskiego do Wielkopolski, by tłumić rokosz Jerzego Lubomirskiego.

W efekcie takich wyczynów w całej armii Rzeczypospolitej Samuel Kmicic zdobył sobie mir i poważanie, autorytetem ustępując jedynie hetmanowi wielkiemu litewskiemu Sapieże i dowódcy królewskiej chorągwi husarskiej Aleksandrowi Połubińskiemu.

Śmierć jego patrona (Sapiehy) i późniejsza redukcja wojska, przeprowadzona przez nowego hetmana Michała Kazimierza Paca, zmusiły Kmicica do czasowej rezygnacji ze służby w armii. Zajął się wtedy polityką – zarówno w powiecie orszańskim, jak i na szerszym forum. Wielokrotnie był posłem na sejmiki i Sejm. Między innymi w 1669 roku był posłem mińskim na sejm elekcyjny. Z kolei w 1674 roku był zwolennikiem osadzenia na tronie Jana III Sobieskiego, elektorem Jana III Sobieskiego z powiatu orszańskiego. Jako deputat podpisał jego pacta conventa – czyli zobowiązania, które nowy król obiecał wypełnić.

Do służby wojskowej powrócił, kiedy jego nowy patron – Michał Kazimierz Radziwiłł – otrzymał małą buławę hetmańską. Uczestniczył prawdopodobnie w bitwie pod Chocimiem, w 1674 roku pan Samuel pokazuje się nam już jako porucznik hetmańskiej chorągwi husarskiej, czyli na bardzo prestiżowej funkcji. W latach 1674–1675 walczył na Ukrainie, chociaż nie brał udziału w bitwie z Turkami pod Żórawnem.

W 1676 jego postawa i osiągnięcia zostały nagrodzone urzędem strażnika wielkiego litewskiego, jednym z najważniejszych – po hetmanach – urzędów w armii. Po śmierci obu hetmanów głównodowodzącym armii litewskiej został najstarszy syn dawnego patrona Kmicica – Kazimierz Jan Sapieha. Odżyły dawne sentymenty, i to z obu stron, bo Samuel otrzymał eksponowane porucznikostwo husarskiej chorągwi hetmana wielkiego.

Latem 1682 roku, podczas nieobecności na Litwie hetmana, Sapieha przekazał nawet strażnikowi litewskiemu komendę nad armią litewską, dając mu prawo do gonienia kup swawolnych. Nie tylko hetman wysoko cenił wojskowe umiejętności strażnika litewskiego – potwierdzeniem jest na przykład zapis w Pamiętnikach Jana Chryzostoma Paska: Wyprawił zaraz Sapieha na podjazd Kmicica, pułkownika, żołnierza dobrego.

Ostatnie dziesięć lat życia Samuel Kmicic poświęcił powiększaniu dużego już majątku pochodzącego z licznych łupów wojennych, nadań (starostwo krasnosielskie), a także… przejęć (często niezgodnie z prawem, a wspólnie ze swoim bratem Janem, też wojskowym) majątków zdrajców, którzy przeszli na stronę Moskwy albo Szwedów.

Zgromadzony pokaźny majątek w pieniądzach i kosztownościach już od końca lat 60. inwestował, udzielając pożyczek – wileńskiej gminie żydowskiej, litewskim magnatom, przede wszystkim zaś Kazimierzowi Janowi Sapieże. Ten ostatni w 1676 r., gdy nie mógł zwrócić Kmicicowi 11 000 zł, oddał mu w dzierżawę na trzy lata majętność Oświej w województwie połockim.

Z kolei w 1688 r. Samuel pożyczył hetmanowi 20 000 zł pod zastaw klucza Dryświaty w powiecie brasławskim. Te długi chyba zostały uregulowane przed 1692 r., gdyż nie ma o nich mowy w testamencie Kmicica. Natomiast Sapiehowie ciągle byli mu winni co najmniej 32 000 zł, zabezpieczone na dobrach Łuszki, Sidryczyn oraz na kamienicy w Wilnie.

Kmicic osiadł w powiecie orszańskim, w swoich dobrach w Horodni i Oleszkowiczach. Był dwukrotnie żonaty. O pierwszej żonie nic nie wiemy. Powtórnie ożenił się ok. 1676 r. z dwukrotną wdową, swoją rówieśnicą (Samuel urodził się między 1625 a 1630 r.) Anną z domu Kantakuzen, której rodzina rościła sobie pretensje (dosyć wątpliwe) do cesarskiego, bizantyjskiego dziedzictwa. Kmicic-posesjonat, zamiast wojaczki, znalazł sobie nowe hobby – pieniactwo sądowe.

Dbał za to o rodzinę. Dla brata wystarał się u króla o urząd stolnika orszańskiego. Według T. Wasilewskiego w 1688 roku scedował na syna Kazimierza starostwo krasnosielskie. Natomiast opracowanie Konrada Bobiatyńskiego (oparte m.in. na testamencie S. Kmicica) mówi wyraźnie, że nie miał dzieci, a na swoich spadkobierców wyznaczył dzieci brata JanaKazimierza, Adama i Katarzynę.

Co ciekawe, w swoim testamencie nie wspomina zupełnie o licznym potomstwie swojej żony z jej poprzedniego małżeństwa, która ze związku z Ciechanowieckim doczekała się siedmiorga dzieci. Głównym spadkobiercą został też Kazimierz, ale właśnie jego bratanek – Kazimierz Ludwik Kmicic. Samuel Kmicic zmarł 13 kwietnia 1692, pozostawiając testament spisany 20 stycznia 1692 r.

Wdowa, a nie młódka, żoną „małego rycerza”

Mało kto wie, że w Trylogii inspiracją dla postaci „małego rycerza” było dwóch różnych ludzi o tym samym nazwisku Wołodyjowski. W Ogniem i mieczem historycznym odnośnikiem był Michał Wołodyjowski, ale już w dwóch kolejnych księgach był nim Jerzy.

Pierwszy z nich był oficerem dragonów w służbie Jeremiego Wiśniowieckiego. Nie wiadomo, czy był niskiego wzrostu, ale człowiekiem był na pewno nędznym, bo – jak wynika ze źródeł – zgwałcił córkę jednego z unickich duchownych. Czy Sienkiewicz o tym wiedział? Kiedy pisał Ogniem i mieczem zapewne nie, ale potem zmienił pierwowzór na Jerzego Wołodyjowskiego. Dlaczego?

Wszyscy prawie bohaterowie Trylogii mają swoje wzorce w historycznych postaciach, chociaż do ich autentycznych życiorysów Sienkiewicz miał bardzo swobodny stosunek – wolał ich kreować, niż odtwarzać prawdziwe koleje losów. Tak było też z Wołodyjowskim – zapewne pisarz znalazł nazwisko w jakichś archiwach. Czas i miejsce służby u wojewody ruskiego odpowiadało jego potrzebom.

Kochliwość (Sienkiewicz był trzykrotnie żonaty i był związany jeszcze z dwiema kobietami) i niski wzrost (pisarz miał 154 cm wzrostu i miał na tym punkcie kompleksy) wziął z samego siebie, a niezwykła biegłość w „robieniu szablą” to już taka rekompensata za niski wzrost. Wszak na kartach powieści jego bohater mówi wprost, niby cytując ojca: dał ci Bóg mizerną postać, jeżeli ludzie nie będą się ciebie bali, to się będą z ciebie śmiali. Taką „szablą” dla samego Sienkiewicza była zapewne jego twórczość.

Pewne jest, że do postaci Wołodyjowskiego Sienkiewicz przywiązał się jak do żadnej innej. Tylko „mały rycerz” jest obecny we wszystkich tomach Trylogii. Potrzebny był więc bardziej wyrazisty wzór, który znalazł w postaci Hektora kamienieckiegoJerzego Wołodyjowskiego.

Historyczny Jerzy Wołodyjowski, herbu Korczak, urodził się ok. 1620 roku w Makowie (ok. 15 km od Kamieńca Podolskiego), pochodził z podolskiej rodziny szlacheckiej, możliwe, że prawosławnej, która w połowie XVI wieku dokonała konwersji i przeszła na katolicyzm. Jego ojciec Paweł Wołodyjowski był prawdopodobnie posiadaczem jednej wsi i dwóch ich części. Młody Wołodyjowski, chociaż miał inne możliwości, wybrał karierę w wojsku.

Niewiele o jej początkach wiemy z zachowanych źródeł. Pewne jest, że uczestniczył w bitwie z Tatarami pod Ochmatowem w 1644 roku. Niestety brak informacji o nim z okresu walk z Kozakami. W źródłach pojawia się dopiero w 1653 roku jako członek oddziału Jana Kondrackiego. Prawdopodobnie w czasie wojny ze Szwecją dalej służył jako żołnierz, niestety bez widocznych sukcesów wizerunkowych czy ekonomicznych.

Potwierdzeniem tego są żale Wołodyjowskiego do hetmana Stanisława „Rewery” Potockiego, gdzie stwierdza, że za lata wyczerpującej służby wojskowej otrzymać miał jedynie rany, podziurawiony kulami kaftan oraz kulawą kobyłę. List ten przytoczył Marceli Kosman w książce Na tropach bohaterów „Trylogii”.

W źródłach z epoki odnajdujemy znów Wołodyjowskiego w 1660 roku, kiedy to po śmierci ojca zamieszkał we wsi Paniowce, której drugim, częściowym właścicielem był Walenty Jeziorkowski, miecznik podolski. Tam poznał Krystynę, córkę miecznika, wdowę po trzech mężach, liczącą również około czterdziestu lat, która w majętności ojca odbywała żałobę po ostatnim z jej partnerów. Jerzy i Krystyna przypadli sobie do gustu, ale ewentualnemu mariażowi bogatej wdowy z ubogim przy niej Wołodyjowskim sprzeciwił się zdecydowanie ojciec wybranki „małego rycerza”. Do ślubu jednak doszło w 1662 roku, po śmierci miecznika.

Małżeństwo oraz odziedziczony przez żonę majątek ojca i trzech mężów wyzwoliły w Wołodyjowskim ducha przedsiębiorczości. Dzięki zyskownemu handlowi stadami wołów węgierskich sprzedawanych na Śląsku powiększył majątek, przezornie lokując go w miejscach odległych od najazdów tatarskich i wojennej aktywności. Bogaty Wołodyjowski dostąpił oczywiście innych zaszczytów, uzyskując (kupując?) tytuł stolnika przemyskiego, chociaż z tym regionem właściwie nic go nie łączyło.

Majątek małżonków:

  • 7 wsi,
  • 5 wsi jako dożywocie,
  • 2 zamki,
  • 1 miasteczko i ok. 15 tys. akrów ziemi,
  • ruchomości (spadkobiercy szacowali na 100 000 złp),

był już na tyle znaczny, że Wołodyjowskiego stać było w 1669 roku na odkupienie od Stefana Złotnickiego regimentu piechoty węgierskiej. Wkrótce hetman Jan Sobieski mianował go w 1671 roku komendantem stannicy w Chreptiowie (między Kamieńcem a Mohylowem Podolskim) i pomógł zdobyć mu patent rotmistrza w twierdzy w Kamieńcu Podolskim.

W 1672 roku postanowili zdobyć go Turcy. Kamieniec, nazywany bramą do Polski, ale i miastem niezwyciężonym, gdyż przez 200 lat nikomu nie udało się go zdobyć, w 1672 roku nie był jednak przygotowany na oblężenie – bronić go miało zaledwie 1500 ludzi, ze słabą artylerią. Tymczasem wojsko osmańskie liczyło ponad 100 000 żołnierzy, dysponowało setką dział, w tym wielu oblężniczych. Obrońcy liczyli więc na naturalne walory obronne.

Miasto położone jest bowiem na trudno dostępnej skale, otoczone murami i oblane przez rzekę Smotrycz. Miasto łączy się mostem ze średniowieczną twierdzą zwaną Starym Zamkiem, który w dobie artylerii był przestarzały. Dlatego w latach 1620–1621 dobudowano nowoczesny fort artyleryjski, który górował nad miastem i zamkiem. Komendantem twierdzy – gdy wyznaczony przez sejm gen. Józef Łączyński zaczął stawiać zbyt wygórowane wymagania – został ostatecznie generał ziem podolskich Mikołaj Potocki, który – wbrew poglądowi o braku doświadczenia wojennego – był rotmistrzem królewskim i pułkownikiem (wg Urzędnicy podolscy XIV–XVIII wieku. Spisy).

12 sierpnia pojawiła się forpoczta wojsk sułtańskich, a 18 sierpnia przybył sam Mehmed IV. Generalnie oblężenie różniło się od sienkiewiczowskiej wizji, a pisarz w Kamieńcu nigdy nawet nie był. Obrońcy nie przeprowadzili szeregu nocnych wycieczek, a tylko jedną, którą podobno prowadzili Hieronim Lanckoroński (szef rady wojennej) i Jerzy Wołodyjowski, ale odparto ją ze stratami dla Polaków. Turcy nie szturmowali dzień w dzień, a przeprowadzili tylko dwa szturmy. Pierwszy 20 sierpnia, po tym jak udało się im trafić w skład prochów. Szturm odparto, a Turcy dalej prowadzili ostrzał z dział ustawionych na szańcach okolicznych wzniesień. Równolegle ich minerzy podkopywali Nowy Zamek.

Wtedy rada wojenna podjęła fatalną decyzję opuszczenia Nowego Zamku w nocy 25 sierpnia. Tymczasem średniowieczne mury Starego Zamku były nieprzystosowane do obrony w XVII w.; fortyfikacje nie miały np. działobitni. Turcy rzeczywiście odpalili miny i wysadzili część Nowego Zamku. Jednak zamek górował nad pozostałymi pozycjami obrońców, co dało Turkom fantastyczną możliwość ostrzału oblężonych – w Starym Zamku i w mieście.

Tego samego dnia minerzy wysadzili jeszcze jedną z baszt Starego Zamku i przepuścili drugi szturm. Wyłomu ponoć dzielnie bronił Wołodyjowski, który dawał wyrazy największej odwagi – według Stanisława Makowieckiego, autora Relacyi wzięcia Kamieńca (prywatnie szwagra J. Wołodyjowskiego). Szturm odparto krwawo, ze stratami obu stron.

Nasz bohater Jerzy Wołodyjowski zginął 26 sierpnia 1672 podczas wybuchu prochu w Baszcie Czarnej w Zamku Górnym, jaki miał miejsce po kapitulacji twierdzy, w momencie opuszczania murów przez polską załogę. Okoliczności wybuchu nie są jasne: nastąpił on przypadkowo (wg Cypriana Tomaszewicza) lub też spowodowany był przez oficera artylerii fortecznej Hejkinga (wg Stanisława Makowieckiego), który podpalił 200 beczek prochu i spowodował zniszczenie Zamku Górnego, zabijając przy tym 500–800 ludzi, głównie komputowych Kozaków.

Wołodyjowski został ugodzony w głowę i zginął na miejscu. Jego zwłoki złożono w podziemiach kościoła franciszkanów w Kamieńcu Podolskim. Po śmierci Wołodyjowskiego obecny podczas oblężenia biskup podolski napisał, że zmarł nasz Hektor, co podchwycili inni, bo taki bohater był przydatny w kontekście dalszych walk z Turkami. A Sienkiewicz, dwa wieki później, ku pokrzepieniu serc, stworzył i podtrzymał mit Hektora kamienieckiego, przy okazji awansując go na pułkownika i nieformalnego dowódcę obrony Kamieńca.

Żona Wołodyjowskiego, której podczas oblężenia nie było w Kamieńcu, po jego śmierci dosyć szybko wyszła piąty raz za mąż – za Franciszka Dziewanowskiego, pisarza kamienieckiego, rotmistrza.


Bibliografia:

  • Bobiatyński K., Testament strażnika wielkiego litewskiego Samuela Kmicica, [w:] Rocznik lituanistyczny 4, 2018.
  • Hundert Z., Jak Mikołaj Skrzetuski został rotmistrzem pancernym, czyli kilka uwag o ostatnich latach służby wojskowej pierwowzoru bohatera „Trylogii”, [w:] Studia nad staropolską sztuką wojenną, t. 3, red. Hundert Z., Żojdź K., Sowa J., Oświęcim 2014.
  • Kosman M., Na tropach bohaterów „Trylogii”, Poznań 2016.
  • Rolle A. J., Szkice i opowiadania, Kraków i Warszawa 1887.
  • Serczyk Wł., Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648–1651, Warszawa 1998.
  • Wasilewski T., Samuel Kmicic, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. XIII, 1967–1968, s. 81–83.
  • Wasilewski T., Wyprawy wojenne pułkownika Samuela Kmicica, chorążego orszańskiego, w latach 1659–1665, Mówią wieki, nr 10, 1973.
  • Zawistowski W., Kto jest kim w „Trylogii” Sienkiewicza?, Gdańsk 1999.

Comments are closed.