Czy polska szlachta była bogata

Czy polska szlachta była bogata?

Szlacheckie dworki, husarskie skrzydła i dostatnie uczty – obraz, który znamy, to tylko część prawdy. Pytanie, czy polska szlachta była bogata, odsłania świat pełen kontrastów: od magnackiego przepychu po biedę gołoty. Za tymi różnicami kryły się nie tylko fortuny, ale też codzienny trud, ambicje i walka o przetrwanie.

Złoty Wiek w Polsce przypada na XVI i początek XVII wieku. To okres rozkwitu Korony i Litwy, a następnie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Charakteryzował się potęgą polityczną, militarną i ekonomiczną państwa, intensywnym rozwojem kultury, sztuki i nauki, a także znaczną tolerancją religijną. Rozwijała się gospodarka.

Eksportowaliśmy drewno, zboże, bydło rzeźne i wiele innych produktów rolnych do zachodniej Europy, gdzie istniało na nie duże zapotrzebowanie. Transport towarów odbywał się głównie Bugiem i Wisłą przez Gdańsk. Rozpowszechnił się typ gospodarki folwarczno–pańszczyźnianej, rozwijało się rzemiosło i handel, rosła liczba miast. Bogacili się więc także mieszkańcy – głównie osiadła szlachta oraz najzamożniejsza część mieszczaństwa. Co ważne, nie było wówczas zjawiska powszechnego głodu, wręcz przeciwnie.

W obrębie szlachty wyróżnić można było przynajmniej cztery główne grupy: magnaterię, ziemiaństwo (posesorów jednej lub kilku wiosek), szlachtę zagrodową i gołotę. Ogółem stanowili oni około 6–8 procent wszystkich mieszkańców Polski, chociaż jeszcze stosunkowo niedawno uważano, że odsetek szlachty mógł nawet dochodzić do 10 procent. Było to i tak dużo w porównaniu z innymi krajami, bowiem w Anglii, Austrii, Czechach, Francji (z wyjątkiem Bretanii), ale i w Rosji wskaźnik ten nie przekraczał 2 procent, a porównywalny poziom osiągał w Europie jedynie w Hiszpanii i na Węgrzech. W kraju odsetek „szlachetnie urodzonych” także znacznie się wahał w zależności od regionu.

Przykładowo, na Podlasiu szlachta stanowiła 26,7 procent mieszkańców, w powiecie zambrowskim nawet 60 procent, a w ziemi łomżyńskiej – 47 procent. Na drugim biegunie znajdowało się województwo bracławskie, gdzie szlachta stanowiła zaledwie 1 procent mieszkańców, w województwie krakowskim – 1,7 procent, na prawobrzeżnej Ukrainie – 2,3 procent, a w Wielkopolsce – 4,8 procent.

Zróżnicowanie dochodów

Tak jak zróżnicowany był odsetek szlachty w regionach, tak ogromne były różnice w ich dochodach. Wszędzie jednak drobna i uboga szlachta dominowała liczebnie nad średniozamożną i zamożną. Nikły był odsetek najbogatszych – Władysław Czapliński przyjmuje około 4 procent magnaterii w Polsce. Tymczasem w XVI wieku, kiedy miał miejsce wielki rozwój folwarków stymulowany świetną koniunkturą na zboże, aż 60 procent wszystkich wsi w Polsce należało do tej, będącej w mniejszości, średniej szlachty. W tej warstwie również można było spotkać ludzi posiadających po kilka wiosek, ale byli też tacy, którzy mieli zaledwie pół osady.

Zróżnicowanie poszczególnych województw Rzeczypospolitej pod względem struktury majątkowej było znaczne. Przykładowo dobra ziemskie o wielkości do 5 łanów (1 łan to około 16–18 ha) stanowiły 68 procent ogółu w województwie poznańskim, 74 procent w kaliskim i aż 85 procent w płockim. Tu należy dodać, że wiele majątków z tej grupy nie przekraczało nawet 1 łana. W województwie krakowskim aż 16 procent stanowiły gospodarstwa o powierzchni nie większej niż 1 łan! W kaliskim było ich 24 procent, a na Mazowszu – aż połowa wszystkich z tej grupy. Co więcej, gospodarstwa o areale zaledwie 4 ha (0,25 łana) stanowiły na Mazowszu aż 20 procent wszystkich majątków nie większych niż 5 łanów.

Tacy szlachcice oczywiście nie mieli chłopów pańszczyźnianych albo mieli ich bardzo niewielu. Właściciele mikroskopijnych majątków nie mogli sobie pozwolić na wynajęcie kmieci do pracy – zazwyczaj sami uprawiali ziemię. Nie na darmo szlachta z Wielkopolski czy województwa krakowskiego narzekała, że od czasu ulokowania elekcji w Warszawie to gołota wybiera królów, gdyż w przeciwieństwie do Rusinów, Litwinów czy wspomnianych Wielkopolan na pole elekcyjne pod Warszawę mogła przybyć nawet piechotą.

O możliwej wielkości folwarków szlacheckich decydowała m.in. liczba chłopów, a więc pośrednio wielkość areału kmiecego. Pewien obraz dają tu badania sytuacji w dobrach arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, obejmujących kilkaset wsi rozsianych po całej Koronie. Połowa wsi miała rozmiary 150–300 ha, około 20 procent – 75–100 ha, 16 procent – aż 300–450 ha. Resztę stanowiły wsie bardzo duże (do 700 ha) oraz bardzo małe (poniżej 75 ha). We wsiach znajdowało się od kilku do kilkudziesięciu gospodarstw [1]. Jak widać, nawet właściciel jednej wsi nie był równy innemu właścicielowi również jednej wsi.

Rozwarstwienie szlachty pod względem majątkowym

Rozwarstwienie szlachty pod względem majątkowym wyraźnie ukazują sejmowe uniwersały poborowe, ponieważ poszczególne grupy wewnątrz „stanu szlacheckiego” były obciążane różnymi stawkami podatkowymi. Często zdarzało się, że szlachcic płacił podatki osobiście, nie miał bowiem chłopów, od których pobierano należności w przypadku posesjonatów. W jednym z takich uniwersałów czytamy np.: „szlachcic każdy, który poddanych nie ma, a swym pługiem orze, będzie powinien dać z włóki groszy 15”.

Taka szlachta nie płaciła zazwyczaj podatków, gdy uchwalano pobór od majątków ziemskich. Podlegała jednak specjalnym postanowieniom, np. pogłównemu generalnemu. Uchwalano go wielokrotnie: w 1498 roku, a następnie w 1520 roku na sejmie w Bydgoszczy jako podatek nadzwyczajny obejmujący także szlachtę i duchowieństwo, nałożony w związku z zagrożeniem tatarskim i krzyżackim. Płacony był w wysokości zależnej od pozycji społecznej i urzędu.

Podatek uchwalono także w 1590 roku na sejmie w Warszawie w związku z zagrożeniem tureckim. Został jednak odwołany, ponieważ do wojny nie doszło. Po kryzysie państwa, w drugiej połowie XVII wieku, pogłówne było uchwalane przez sejm wielokrotnie. Część pogłównego płacona przez duchowieństwo, a następnie przez szlachtę, nazywała się subsidium charitativum, aby zaznaczyć dobrowolność świadczenia. Taki podatek ustalił na przykład sejm w 1662 roku.

Szlachta nieosiadła (impossessionati) była objęta inną taryfą podatkową niż ziemianie – w tym przypadku mężczyźni płacili po 2 złote, a ich rodziny i samotne kobiety – 1,5 grosza. Było to dużo, ponieważ posesjonaci płacili 3 złote od głowy.

Dochody średniej szlachty

Najbardziej typowy szlachcic był posiadaczem jednej wioski. I w tej wiosce miał jeden folwark, stanowiący jego główne źródło dochodów. To właśnie tacy szlachcice, posiadacze 1–3 wiosek, byli w XVI wieku siłą napędową reform szlacheckich, skupionych wokół ruchu egzekucji praw i dóbr.

Miały one umocnić pozycję szlachty, ale i państwa poprzez uporządkowanie skarbów państwowych, usprawnienie sądownictwa, lustrację dóbr koronnych, stworzenie stałego wojska kwarcianego, ujednolicenie administracyjne kraju czy zniesienie ceł wewnętrznych. To oni też w drugiej połowie XVI i w XVII wieku zasilali szeregi husarii i jazdy kozackiej (pancernej) [2], stanowiących wtedy o sile państwa. Ich było po prostu stać na bardzo kosztowne uzbrojenie.

Przeciętny folwark miał około 60 ha ziemi uprawnej (3,6 łanu) – twierdzi Kamil Janicki w książce Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa. W rzeczywistości do średniozamożnej szlachty zaliczano posiadaczy folwarków o wielkości około 2,5 do 5 łanów, czyli od około 40 do 80 hektarów. Praktycznie wykorzystywano jednak tylko połowę posiadanego areału, bowiem dalej królowała trójpolówka. W każdym roku 1/3 pól leżała odłogiem, by ziemia mogła się zregenerować. Co więcej, stosowana technika orki pozostawiała co około dwa metry głębokie bruzdy, przy których nic nie rosło. Tracono w ten sposób nawet 20 procent ziemi.

Już w XV wieku dochodziło do zmiany charakteru renty feudalnej. Zamiast danin i czynszu zaczęła przeważać pańszczyzna. Na powszechny już w XVI wieku rozwój folwarków miało wpływ rosnące zapotrzebowanie na zboże w Polsce i w zachodniej Europie.

Do pracy w folwarkach potrzebna była siła robocza, którą stanowili chłopi. Głównymi uprawami były żyto (około 40 procent areału) i owies (35 procent). Pierwsze z tych zbóż stanowiło zarówno podstawę wyżywienia, jak i najważniejszy towar na sprzedaż. Drugim karmiono zwierzęta, a handel nim miał drugorzędne znaczenie. Pszenica – wprawdzie najdroższa ze zbóż – wymagała żyznych gleb i lepszej orki, dlatego wysiewano ją rzadziej, średnio tylko na 15 procent gruntów.

Dodatkowy przychód przynosiła hodowla, zwłaszcza bydła. Zaradniejsi zakładali stawy z hodowlą ryb, budowali młyny, osiągali dochody z karczm. Dochód z takiego folwarku stanowił podstawę zarobków szlachty.

Wyliczono, że przychody typowego folwarku szlacheckiego wynosiły w latach 1560–1570 około 203 złote polskie rocznie. Przeciętnie 14 procent tej kwoty przeznaczano na wynagrodzenie dla czeladzi i na najem dodatkowych, „dniówkowych” pracowników w okresach spiętrzenia robót. Na czysto takiemu szlachcicowi zostawało więc przeciętnie 174 złote polskie.

Z czego natomiast żyły rodziny ubogiej szlachty, gołoty czy szlachty zaściankowej, która sama uprawiała swoje spłachetki ziemi? Synowie uboższej szlachty szukali kariery u „pańskiej klamki” jako dworzanie czy zarządcy w dobrach magnatów, a nawet bogatszej szlachty, próbowali zostać urzędnikami, pozostawało im też wejście do stanu duchownego lub wstąpienie do wojska.

Powołane w 1562 roku – w miejsce obrony potocznej – stałe wojska kwarciane były jednak nieliczne (od 2 do wyjątkowo 6 tysięcy żołnierzy), ta droga kariery nie mogła być więc powszechna. Liczne jednak, od przełomu XVI i XVII wieku, wojny, doraźne zaciągi królewskie i hetmańskie dawały szansę na „dorobienie” większej już liczbie szlachty.

Żołd w Rzeczypospolitej nie należał jednak do szczodrych. W oddziałach husarii w ostatnich dekadach XVI wieku płacono 15 złotych polskich kwartalnie (w wojskach nadwornych 18 złotych polskich), wypłacanych od każdego konia w poczcie. Oznacza to, że towarzysz mający czterokonny poczet, tj. służący osobiście i z trzema czeladnikami (pocztowymi), otrzymywał kwartalnie 60 złotych polskich. Stopniowo w XVII wieku żołd rósł – np. w 1619 roku wynosił 30 złotych polskich (425 gramów srebra). Tak więc roczny żołd husarza wynosił odpowiednio: w latach 1570–1609 około 60 złotych polskich, a w 1619 roku już 120 złotych polskich (1700 gramów srebra).

Poza żołdem husarzom przysługiwała tzw. hiberna, czyli obowiązek zapewnienia im leż i wyżywienia pomiędzy kampaniami, nakładany na dobra królewskie i kościelne. Żołd kwarcianego towarzysza jazdy kozackiej w 1569 roku rocznie wynosił na jeźdźca 36 złotych polskich.

Jak to wyglądało na tle zarobków innych profesji?

Wcześniej potrzeba kilku słów wyjaśnienia. Płace podawane w dukatach, florenach, talarach, skudach czy złotych polskich niewiele mówią przeciętnemu czytelnikowi. Jednostką obrachunkową w Rzeczypospolitej był polski złoty (nie istniała moneta 1 złotego polskiego) [3], na którego składało się 30 groszy, i był mniej więcej równy jednemu florenowi (złota moneta o zawartości około 3,5 grama złota). Dukat, w Polsce nazywany czerwonym złotym, wart był w omawianym okresie około 1,4 florena (1 floren to 0,7 dukata).

Czytając o płacach i cenach w XVI–XVII wieku, musimy też pamiętać, że – podobnie jak dzisiaj – były one zróżnicowane w zależności od miejsca. Najlepiej zarabiało się na dworze królewskim, całkiem nieźle w dużych miastach, takich jak Kraków czy Warszawa, a najmniej na wsi i w małych miasteczkach.

I tak szeregowi członkowie nadwornej orkiestry dostawali na dworze Zygmunta Augusta po 40 złotych polskich (florenów). Balwierz królewski, czyli dzisiejszy fryzjer, mógł liczyć na 100 złotych polskich, ale osobisty lekarz króla – nawet na 700 złotych polskich rocznie. Wyżsi urzędnicy dworscy otrzymywali rocznie około 200 florenów, a pokrywano im również koszty utrzymania sług. W porównaniu z nimi prawdziwym krezusem był marszałek nadworny z pensją roczną około 1000 złotych polskich.

Dla porównania płace w stołecznym Krakowie w latach 1526–1535 znamy dzięki księgom rachunkowym miasta. Niewykwalifikowany robotnik dniówkowy otrzymywał około 1,5–2 grosze dziennie, czeladnik ciesielski lub murarski – około 2,5 grosza. Cieśla mógł liczyć na 30–40 groszy tygodniowo, a murarz na około 60 groszy. Hutman – urzędnik miejski zajmujący się administracją i ochroną porządku publicznego – otrzymywał 24 grosze tygodniowo. Trębacz miejski mógł liczyć na 30 groszy tygodniowo. Jednak niektórzy urzędnicy mogli liczyć na dodatki w postaci tańszego najmu mieszkania, odzieży czy gratyfikacji świątecznych.

Urzędnik państwowy średniej rangi otrzymywał nie więcej niż 30, a bywało, że zaledwie 10 florenów rocznie. Szczegółowe dane z Lublina pokazują, że za Zygmunta Augusta skarbnik miejski otrzymywał niespełna równowartość 20 złotych polskich rocznie. Płaca organisty wynosiła około 9 florenów, a nauczyciela – poniżej 6 florenów za rok pracy.

Jak żyć za 200 złotych polskich?

Spróbujmy teraz sprawdzić, co za te zarobki można było kupić, zaznaczając, że zarówno rozrzut płac, jak i kosztów życia, był prawdopodobnie największy w dziejach Polski.

W Krakowie za 1 złoty polski można było kupić 30 kurcząt, a na prowincji nawet 40. Ważne, że niewykwalifikowany pracownik budowlany za swoje zarobki mógł utrzymać trzyosobową rodzinę – i to w stolicy kraju. Trzy grosze kosztowała kopa jaj (60 sztuk), a w Sieradzu około 1540 roku bochenek chleba żytniego można było kupić za 1/10 grosza – chleb na cały rok za trochę ponad 1 złoty polski. Istnieją wyliczenia, że za 30 groszy można było dobrze się żywić przez miesiąc, a przeżyć nawet kwartał.

Wróćmy jednak do średniej szlachty. Profesor Andrzej Wyczański oszacował, że przeciętny szlachcic jednowioskowy zatrudniał w XVI wieku na stałe zaledwie około siedmiu osób. Byli to: tak zwana „dwórka”, która asystowała pani domu i czasem ją zastępowała; „włodarz” – jeden z chłopów, który zarządzał pracą pańszczyźnianą, gdy nie robił tego dziedzic (w zamian za zwolnienie z pańszczyzny); czasem rataj i woźnica. W domu pracował zwykle jeszcze jeden służący, w gospodarstwie natomiast pastuch. Pani miała na usługach dodatkowo jedną czy dwie dziewczyny folwarczne – kucharki.

Ich zarobki możemy określić tylko w stosunku do wsi królewskich (na podstawie zachowanych dokumentów) i to w okolicy Krakowa. Wynosiły one dla dwornika w latach 60. XVI wieku 120–129 groszy na rok (!), dla dwórki 60–72 grosze, kucharki 24–40 groszy, parobka 37–39 groszy.

Dochodziły jeszcze koszty utrzymania, które dla służby folwarku wynosiły mniej niż pół grosza dziennie (starostwo korczyńskie), a dla sług zamkowych – poniżej jednego grosza. Daje to dla służby szlacheckiej koszty jednostkowe w granicach 7–8 złotych polskich na rok. Biorąc pod uwagę, że większość wyżywienia pochodziła z samego gospodarstwa, koszty dla szlachcica były minimalne.

Na początku tekstu, za historykami, podałem, że statystyczny średniozamożny szlachcic tylko na potrzeby własne i swojej rodziny dysponował kwotą około 174 złotych polskich rocznie. Za jednego florena można było kupić aż sto litrów piwa lub podobną ilość gorzałki. Jeden garniec wina (3,77 litra) kosztował 6–7 groszy. Stać go było także na przyprawy, które tak kochała polska szlachta: 1 funt pieprzu (0,4 kg) to wydatek 15–16 groszy, 1 funt cynamonu – 55 groszy, 1 funt szafranu – 135–140 groszy, 1 kamień goździków – 35–45 groszy, 1 kamień cukru – 120 groszy.

Tu należy dodać, że poza pogłównym w wyjątkowych sytuacjach, polski szlachcic nie płacił żadnych podatków ani ceł przywozowych za towary nabyte za granicą na własny użytek. Miał też prawo nabywania po niskiej cenie soli. Szlachta miała wyłączność na dostęp do godności świeckich i publicznych.

Jednowioskowy szlachcic mógł też śmiało służyć w armii, bo np. całkowity koszt uzbrojenia w latach 60. XVI wieku dla pocztowego kozackiego (pancernego) wynosił około 16 złotych polskich [4], a dla towarzysza (lepszej jakości, z pewnymi zdobieniami) – około 30–40 złotych polskich (bez koni i wozu).

Z szacunków dr Piotra Guzowskiego wynika, że właściciel dużego gospodarstwa kmiecego w drugiej połowie XVI wieku mógł zarobić rocznie, przy dobrym urodzaju, do 42 złotych polskich. On także wynajmował służbę. Na takie same dochody mogła więc liczyć również szlachta zaściankowa, której rodziny miały jeszcze spore możliwości dorobienia. Śmiało można więc powiedzieć, że sytuacja materialna zdecydowanej większości rodzin szlacheckich była ówcześnie w Polsce całkiem dobra.


Bibliografia:

  • Adamczyk W., Ceny w Lublinie od XVI do końca XVIII wieku, IPPTN 1935.
  • Fenna D., Jednostki miar. Leksykon, Warszawa 2004.
  • Głubisz B., Jazda kozacka w armii koronnej 1549-1696, Poznań 2016.
  • Izydorczyk-Kamler A., Wynagrodzenie pracowników najemnych w folwarkach małopolskich w XVI i pierwszej połowie XVII w., Przegląd Historyczny 81/3-4, s. 655-667.
  • Janicki K., Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa, Poznań 2021.
  • Jezierski A., C. Leszczyńska, Historia gospodarcza Polski, Warszawa 1998.
  • Pelc J., Ceny w Krakowie w latach 1369-1600, Lwów 1935.
  • Topolski J., Rzeczpospolita Obojga Narodów 1501-1795, Poznań 2015.
  • Wójtowicz G., A. Wójtowicz, Historia monetarna Polski, Warszawa 2003.
  • Wyczański A., Studia nad konsumpcją żywności w Polsce w XVI i w pierwszej połowie XVII wieku, PWN 1969.

Przypisy:

1. Jerzy Topolski, Rzeczpospolita Obojga Narodów 1501-1795, Poznań 2015, s. 228.
2. Jazda kozacka, zwana też pancernymi, nie miała nic wspólnego z Kozakami. Była to polska jazda średnia, wyodrębniająca się gdzieś tak od lat 40. XVI wieku. Wtedy to „jazda kozacka” zaczęła używać uzbrojenia ochronnego – półzbrojków lub kolczug. Na głowach nosili misiurki – hełmy typu wschodniego w kształcie stalowej miseczki z  doczepionym do niej długim kapturem kolczym. Mieli lekkie okrągłe tarcze typu wschodniego – kałkany, czyli osłonę złożoną z prętów figowca przetykanych jedwabiem. Jako uzbrojenie zaczepne używali szabel, różnego rodzaju broni drzewcowej (pik, rohatyn), mieli łuki refleksyjne albo rusznice. Używali też pistoletów czy bandoletów, czasem też czekanów. Początkowo stanowili mniejszość w armii, służyli do osłony skrzydeł husarii, wspierania jej szarż, czasem do zwiadu. W połowie XVII wieku stali się zdecydowanie podstawowym rodzajem jazdy polskiej. Bardzo uniwersalnym komponentem całej armii.    
3. Złoty pojawił się po raz pierwszy jako moneta w 1663 r. Wcześniej był tylko określeniem jednostki obrachunkowej równej 30 groszy (gr) jako złoty polski (złp) zwanej też florenem (fl). Obiegowe monety obejmowały następujące nominały: półgrosz – ½ grosza (do 1526); grosz – 1 grosz (od 1367 do 1795); półtorak – 1½ grosza (od 1614); dwojak – 2 grosze (bity sporadycznie, głównie za panowania Jana Kazimierza); trojak – 3 grosze (od 1528 do 1795); czworak – 4 grosze (od 1565 do 1568); szóstak – 6 groszy (od 1528 do 1764); ort – 18 groszy (od 1609 do 1756). Po raz pierwszy złoty pojawił się jako moneta w roku 1663 pod postacią tymfa. Od 1564 bito półkopki o wartości 30 groszy. Dla przykładu bity za Zygmunta Augusta szóstak (6 gr) miał w sobie 5,14 gramów srebra. Jeśli chodzi o drobną monetę to 1 złp = 30 gr = 90 szelągów = 540 denarów.
4. Bartosz Głubisz, Jazda kozacka w armii koronnej 1549-1696, Poznań 2016, s. 77-78.

Comments are closed.